Do rezygnacji 57-letniego Rogersa, jednego z najbardziej doświadczonych brytyjskich dyplomatów zajmujących się polityką europejską, doszło na niespełna trzy miesiące przed oczekiwanym formalnym rozpoczęciem procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, zapowiadanym na koniec marca br. Kadencja dyplomaty miała się skończyć we wrześniu 2017 r.

 

W pożegnalnym e-mailu, rozesłanym do pracowników stałego przedstawicielstwa Wielkiej Brytanii przy Unii Europejskiej, Rogers zwrócił uwagę, że stanowisko opuściła także jego zastępczyni. Wskazał, że rząd nie stworzył jeszcze zespołu negocjacyjnego, ani nie przyjął strategii negocjacyjnej przed rozmowami w sprawie Brexitu, co - jak zaakcentował - wzbudziło sporo niepewności wśród pracowników i ekspertów zatrudnionych przez stałe przedstawicielstwo. Zwrócił uwagę, że ich doświadczenie oraz głębokie zrozumienie pozycji innych państw i logiki ich działań będzie wymagane, jeśli rozmowy mają zakończyć się sukcesem Wielkiej Brytanii.

 

W brytyjskim rządzie "brak ludzi z doświadczeniem w negocjacjach"

 

"W Whitehall (londyńska dzielnica rządowa) brakuje ludzi z doświadczeniem w wielostronnych negocjacjach - w odróżnieniu od Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej. Nasz rząd będzie w stanie uzyskać to, co najlepsze dla naszego kraju tylko wtedy, jeśli skorzysta z wiedzy - w dużej mierze skupionej w stałym przedstawicielstwie - i będzie prowadzić negocjacje w rozsądny sposób" - napisał.

 

Rogers dodał, że ma nadzieję, iż pozostający na placówce eksperci i pracownicy będą mieli odwagę "oponować wobec argumentów opartych na błędnych informacjach" i "niejasnym toku rozumowania", "nigdy nie bojąc się mówić prawdę tym, którzy są u władzy".

 

"Mam nadzieję, że będziecie wspierali siebie nawzajem w tych trudnych momentach, kiedy będziecie przekazywali wiadomości i analizy, z którymi nie zgadzają się ci, którzy powinni je znać" - podkreślił.

 

"Pesymista", który "zbyt często mówił, że czegoś nie da się zrobić"

 

Zawoalowana krytyka rządu Theresy May zawarta jest również w innym akapicie, w którym Rogers napisał, że "wbrew oczekiwaniom niektórych, wolny handel nie jest automatyczną reakcją na brak ograniczeń administracyjnych". Takie stanowisko reprezentował w mediach i przed Izbą Gmin minister ds. handlu międzynarodowego Liam Fox.

 

Odchodzący stały przedstawiciel przy Unii Europejskiej zaznaczył także, że byłby skłonny dotrwać do końca swej kadencji lub przedłużyć ją o czas niezbędny do wypełnienia misji negocjacyjnej. Z treści listu wynika jednak, że nie było takiej sugestii ze strony rządowej - co było jedną z bezpośrednich przyczyn przedwczesnej rezygnacji.

 

Według mediów Rogers pozostawał w konflikcie z wysokimi rangą doradcami premier May, a także eurosceptycznymi ministrami jej rządu, którzy uważali go za "pesymistę", "zbyt często mówiącego, że czegoś nie da się zrobić".

 

Środowy "Telegraph" sugeruje, że jego odejście ze stanowiska było wymuszone stanem relacji z administracją państwową, a na jego następcę szykowany będzie polityczny zwolennik wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

 

Przed objęciem stanowiska w Brukseli Rogers był doświadczonym pracownikiem służby cywilnej w Whitehall, m.in. prywatnym sekretarzem ówczesnego ministra finansów Kennetha Clarka i premiera Tony'ego Blaira. Był też szefem biura unijnego komisarza ds. handlu, Brytyjczyka Leona Brittana.

 

PAP