Biegły ze sprawy Amber Gold: ktoś poza Marcinem P. musiał uczestniczyć w sprawie

Polska
Biegły ze sprawy Amber Gold: ktoś poza Marcinem P. musiał uczestniczyć w sprawie
PAP/Tomasz Gzell

- Wykonanie opinii w sprawie Amber Gold w wyznaczonym terminie do 30 maja 2011 r. było niemożliwe, nie miałem dokumentacji - zeznał w środę przed komisją śledczą biegły rewident Roman Gierszewski. Dodał, że w innych sprawach, gdy otrzymywał akta, to były tam dokumenty.

Gierszewski został wyznaczony jako biegły do sprawy Amber Gold w lutym 2011 r., gdy dochodzenie w tej sprawie nadzorowała Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz, zaś referentem sprawy była prok. Barbara Kijanko. Dochodzeniem zajmowała się zaś policjantka Katarzyna Tomaszewska-Szyrajew.


Jarosław Krajewski (PiS) pytał Gierszewskiego, czy prok. Kijanko przekazując postanowienie o powołaniu na biegłego wydała mu zalecenia, co do sposobu sporządzenia tej opinii. - Żadnych wytycznych nie było - odpowiedział świadek.


Krajewski dopytywał też, w jaki sposób został ustalony termin na sporządzenie opinii - do 30 maja 2011 r. - Czy to pan zaproponował taki termin? - pytał.


- Ja z tym terminie spotkałem się po raz pierwszy, kiedy otrzymałem to postanowienie o wyznaczeniu mnie jako biegłego (...) i od razu przedzwoniłem do policjantki, że jest to niemożliwe, żebym to mógł wykonać w tym terminie, bo nie ma dokumentacji żadnej. Jak policjantka przekazała mi te cztery czy pięć tomów akt, to tam nie było żadnych materiałów, w oparciu o które można byłoby tę opinię sporządzić - zeznał świadek.


"Tych umów było kilka tysięcy"


Gierszewski ocenił, że wcześniej nie spotykał się z takim postępowaniem. - Jak otrzymywałem akta, to tam były dokumenty i było wyraźnie napisane w oparciu o co, co mam zrobić - zaznaczył.


Świadek zeznał też, że w początkowym okresie po powołaniu go na biegłego był w siedzibie Amber Gold, żeby - jak mówił - "zorientować się, jak to w ogóle wygląda". - Pojechaliśmy na miejsce do Amber Gold z policjantką. Okazano nam tam dokumenty dotyczące umów, to był taki segment z poukładanymi teczkami, chronologicznie prawdopodobnie. Tych umów było kilka tysięcy, z oświadczenia księgowej, z rozmowy wynikało, że w każdej teczce jest umowa i stosowne dokumenty zabezpieczające tą umowę - powiedział świadek.

 

"Przygotowanie opinii zajęłoby cztery miesiące"

 

Zaznaczył, że nie on zabezpieczał dokumentację Amber Gold, gdyż wychodziło to poza jego kompetencje. Podkreślił, że sprawa zabezpieczenia dokumentacji należała do policjantki prowadzącej dochodzenie - prowadziła je na zlecenie Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz policjantka Katarzyna Tomaszewska-Szyrajew. - Ja tylko dałem wykaz (dokumentów, które należy zabezpieczyć - red.). Mnie nie wolno tego robić - mówił.

 

Andżelika Możdżanowska (PSL) spytała, ile czasu zajęłoby Gierszewskiemu przygotowanie opinii ws. Amber Gold, gdyby otrzymał z tej firmy potrzebną mu do tego dokumentację. - Jeżeli bym otrzymał wszystkie dokumenty, które były mi potrzebne do sporządzenia opinii, to z uwagi na ogrom (materiału - red.), to około czterech miesięcy - przyznał. Podkreślił, że aby rozpocząć swoja pracę, musiał dysponować pełną dokumentacją.

 

Na pytanie, czy w jakikolwiek sposób zgłaszał kwestię "przyspieszenia wydania tych dokumentów", odpowiedział: "W żaden sposób nie zgłaszałem. Nigdy się nie zwracałem o przyspieszenie wydania tych dokumentów". Dopytywany, czy nie czuł, że takie działanie byłoby wskazane, odpowiedział, że "ten kto zleca tę opinie wie, czy potrzebuje tę opinię, czy nie". Dodał, że nie jego rolą jest ponaglanie ws. pozyskania dokumentacji.

 

"Nie dotykałem dokumentów, bo nie były zabezpieczone"

 

Gierszewski zwrócił ponadto uwagę, że zarówno Tomaszewska-Szyrajew, jak i prokurator-referent z rejonowej prokuratury we Wrzeszczu Barbara Kijanko, wiedziały o tym, że nie trafiły do niego żadne dokumenty z Amber Gold.

 

Możdżanowska pytała też o wcześniejszą wypowiedź świadka dotyczącą dokumentacji, którą oglądał podczas wizyty w siedzibie Amber Gold, czy jakąkolwiek umowę miał wtedy w ręce. - Ja tych dokumentów nie dotykałem, bo one nie były jeszcze zabezpieczone - powiedział Gierszewski.

 

- Czyli pan uwierzył na słowo, że na tym regale są umowy, które są kompletne i które musi pan zweryfikować. Czy kiedykolwiek pan te umowy otrzymał? - pytała posłanka. - Nie, nigdy - odparł świadek. - Czyli nigdy nie mógł pan sprawdzić, co było w rzeczywistości na tym regale i w tych teczkach? - dopytywała Możdżanowska. - Dokładnie, nigdy - odparł Gierszewski.

 

"Raczej się uchylam"

 

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) zapytał świadka, "czy Marcina P. prowadziła jakaś niewidzialna ręka?". - Tego nie potrafię powiedzieć - odpowiedział Gierszewski.

 

- Ktoś stał za Marcinem P., czy Marcin P. był słupem? - dopytywał poseł Nowoczesnej. - Nie odpowiem na to pytanie - odparł Gierszewski. - Uchyla się pan, czy nie ma wiedzy? - kontynuował Zembaczyński. - Raczej się uchylam - padła odpowiedź. - Wiedzy na pewno nie mam, ale mam swoje przemyślenia - dodał świadek.

 

Zembaczyński poprosił więc o podzielenie się tymi przemyśleniami. Jednak Gierszewski odparł: "Rozumiem, tylko, żeby wypowiedzieć swoją opinię, a nie mieć na to żadnych dowodów, to może potem być troszeczkę źle odebrane".

 

- To proszę wypowiedzieć to, co pan może - poprosił Zembaczyński. - Jeżeli chodzi o sam Amber Gold, to przecież wiadome jest, że z tej działalności, którą on prowadził, tylko z pożyczek nie mógł wypłacać takich odsetek, no bo skąd? - mówił Gierszewski.

 

Wątek podniesiony przez Zembaczyńskiego kontynuowała szefowa sejmowej komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS). - Pan już zaczął ten wątek, że pan ma swoje przemyślenia w tym zakresie, kto stał za Marcinem P. (...) czy mamy to rozumieć w ten sposób, że to jest dość oczywiste dla ludzi, którzy analizowali tę sprawę, że przypadek tu jest mało prawdopodobny? - pytała. - Tak wiele ludzi sądzi - odpowiedział świadek.

 

Zembaczyński dopytywał, czy chodzi o kogoś "z biznesu, świata prawniczego, z polityki, z zagranicy". - Szczegółowo żeśmy tego nie rozpatrywali (...) ale (...) na pewno wydaje mi się, że jeszcze ktoś musiał w tym uczestniczyć - odpowiedział Gierszewski.

 

"Podejrzewa się różne środowiska"

 

Joanna Kopcińska (PiS) dociekała, czy "ten niestandardowy sposób prowadzenia postępowania przez prokuraturę ws. Amber Gold może w jego ocenie świadczyć o tym, co pan powiedział przed chwilą, że ktoś brał w tym udział dodatkowo?". - Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć - mówił świadek. - Kiedy pan powziął takie przypuszczenia, że może brać w tym ktoś jeszcze udział - dopytywała posłanka.

 

- Po wybuchu całej afery, już wtedy, kiedy w tym środowisku zaczęło się mówić (...) to był rok, ja wiem, może 2013-14 (...) Na te tematy się nie rozmawiało - dodał.

 

- Mówi się, że kto za tym stoi? - zapytała na koniec Kopcińska. - Za panem P.? Nie potrafię jednoznacznie tak w tej chwili (...) mówi się, ale dowodów na to nie ma (...) że sam tego nie mógł po prostu zrobić - oświadczył Gierszewski.

 

- Nie nazwiskami, ale środowisko, które? (...) a mówi się, że wymiar sprawiedliwości mu pomógł? - dopytywała Wassermann. - To znaczy inaczej, podejrzewa się różne środowiska (...) m.in. to też - odparł Gierszewski.

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze