Baczyński wyszedł do dziennikarzy w czwartek rano. Po tym, jak poinformował o wniosku, przeprosił i oddalił się z miejsca konferencji. Wrócił po kilku minutach, ponownie przeprosił za swoje zachowanie i w emocjonalnych słowach dodał, że sprawa dotyczy osoby, którą "osobiście uważa za bohatera z przeszłości naszej ojczyzny".

 

W piątek Baczyński powiedział dziennikarzom, że jego wystąpienie było "nieprofesjonalne".

 

- Wypowiedź o moich prywatnych odczuciach była skrajnie nieprofesjonalna i w związku z tym pozwoliłem sobie dziś wysłać pismo do moich zwierzchników, w którym, jak to się mówi kolokwialnie, oddałem się do dyspozycji, wyrażając wątpliwość co do zasadności dalszego pełnienia przeze mnie funkcji naczelnika - powiedział Baczyński.

 

"Uczyniono przedsiębiorstwo usługowe"

 

Baczyński powiedział też, że ws. Piniora "opieramy się na materiale dowodowym w postaci nagranych, zarejestrowanych rozmów telefonicznych pana senatora, oraz pana który pełnił funkcję, tak przynajmniej on to określał, dyrektora biura senatora".

 

- W naszej ocenie, z treści tych rozmów w sposób jednoznaczny wynika, że panowie ci z urzędu senatora RP uczynili przedsiębiorstwo usługowe, które, realizując uprawnienia i zadania senatorskie, wykonywało to, ale w zamian za przyjmowane korzyści pieniężne  - powiedział Baczyński.

 

Jak dodał, zgromadzona dokumentacja "potwierdza, przynajmniej w znacznym zakresie to, co wynika z rozmów".

 

- Przede wszystkim to, co najważniejsze - że środki pieniężne w omawianych kwotach, dotyczących załatwianych spraw, były rzeczywiście wpłacane na określone rachunki. W tej sytuacji uznaliśmy, że powinniśmy sformułować zarzuty wobec osób tak postępujących, zarówno tych, które przyjmowały korzyści, jak i tych które wręczały korzyści - powiedział prok. Baczyński.

 

Zatrzymanie 11 osób "nie miało na celu ich zdyskredytowania"

 

Wyjaśnił, że metodyka prowadzenia postępowań przygotowawczych w takich sprawach jest taka, że "organy ścigania nie mogą zaprosić osób, które są stronami przestępczego zachowania do tego, by zdały relacje co do tych zachowań, które my określamy jako zachowania przestępcze i stawiamy zarzuty". Jednocześnie zapewnił, że zatrzymanie 11 osób w tym b. senatora we wtorek rano nie miało na celu "ich zdyskredytowania".

 

- Tak nie było. My działaliśmy pod presją czasu, w ostatniej chwili udało się złożyć stosowne wnioski do sądu, bo jak wiadomo, prokuratura ma 48 godzin na sformułowanie wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania. I pod tą presja czasu działaliśmy. Więc musieliśmy jak najwcześniej, kiedy to jest tylko możliwe, dokonać zatrzymań celem przesłuchania tych osób, a jest to możliwe od godziny 6 rano - powiedział.

 

"Mogą mieć wpływ na dokumenty"

 

Prokurator stwierdził, że sąd nie ma racji uznając, że prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa przez podejrzanych nie było wystarczająco duże, by stosować środki zapobiegawcze. - Uważamy natomiast, że to prawdopodobieństwo, w świetle treści rozmów i pozostałych dowodów jest duże - powiedział.

 

Zdaniem prokuratury, sąd "w sposób nieprawidłowy odniósł się do przesłanki szczególnej, obawy matactwa procesowego".

 

Jak mówił Baczyński, prokurator obawia się, że podejrzani "mogą mieć wpływ na dokumenty jeszcze niezabezpieczone", oraz że mogą się kontaktować z osobami, na które powoływali się w związku z załatwieniem konkretnych spraw, bądź które miały podejmować decyzje w konkretnych sprawach. M.in. obawą matactwa prokuratura uzasadnia złożenie zażalenia ws. aresztu.

 

PAP