Ameer Alkhawlany, doktorant Uniwersytetu Jagiellońskiego, został zatrzymany 3 października w centrum Krakowa przez funkcjonariuszy Straży Granicznej na wniosek ABW. Przewieziono go do Sądu Rejonowego dla Krakowa-Krowodrzy, który zdecydował, że Irakijczyk ma trafić na trzy miesiące do Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu.

 

Według ABW, Ameer miał zagrażać bezpieczeństwu Polski. Jak powiedział wówczas mec. Marek Śliz, obrońca Irakijczyka, decyzja została wydana wyłącznie na podstawie opinii szefa Agencji, i ani prawnik, ani jego klient nie znają zarzutów, bo są tajne.

 

- Groziła mu deportacja, ale złożył wniosek o azyl, a w trakcie trwania tej procedury deportacja jest niemożliwa - poinformowała Katarzyna Lisikiewicz, reprezentująca facebookowe wydarzenie "Solidarni z Ameerem".

 

Kobieta przyznała, że chociaż "Ameer jest zadziwiająco spokojny i zdaje się być pogodzony z rzeczywistością", jego sytuacja jest dość skomplikowana. - Ma ograniczony kontakt ze światem. Dostęp do internetu ma bardzo rzadko, a to czy będzie mógł odebrać telefon, zależy wyłącznie od humoru strażników - wyjaśniła.

 

Jej zdaniem w przypadku Ameera zaszła pomyłka, ale - jak powiedziała - wątpi, aby ABW umiało się do tego przyznać. - Podczas wczorajszej wizyty w areszcie w Przemyślu strażnik powiedział mi, że prawdopodobnie Ameer jest tam przez błąd, ale takie są procedury - powiedziała.

 

Na decyzję ws. azylu może czekać nawet pół roku

 

Lisikiewicz podkreśliła, że kluczową dla Ameera sprawą jest obecnie kwestia rozpatrywanego przez Urząd do Spraw Cudzoziemców wniosku o azyl.


- Może on być rozpatrywany nawet do sześciu miesięcy, ale ze strony urzędników mamy zapewnienie, że potraktują tę sprawę priorytetowo - wskazała.


- Faktycznie jest to dla nas priorytet, ale wymaga dogłębnego sprawdzenia i przeanalizowania, dlatego nie jest jeszcze możliwe określenie kiedy się zakończy -  poinformował nas rzecznik prasowy tej placówki Jakub Dudziak. - Formalnie urząd ma na wydanie decyzji sześć miesięcy – dodał.

 

Irak zawiesza stypendia do Polski

 

W sprawę Ameera Alkhawlany zaangażował się już nawet minister spraw zagranicznych Iraku Ibrahim al-Ja'afari, który pod koniec ubiegłego tygodnia przyjechał do Polski i rozmawiał w tej sprawie ze swoim polskim odpowiednikiem - ministrem Waszczykowskim. Efekty rozmów nie są jednak znane.

 

Wiadomo natomiast, że al-Ja'afari "zaapelował do polskich władz o jak najszybsze podjęcie działań zmierzających do zakończenia dramatu Ameera". 

 

Sprawą zainteresowała się też m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a samo zatrzymanie odbiło się również na akademickiej wymianie między obu krajami. - Już 25 października ministerstwo Iraku cofnęło zaplanowane stypendia na przyjazdy do Polski. Z tego, co słyszeliśmy, zostaną one przeniesione na inne kraje, np. Niemcy - powiedziała Lisikiewicz.

 

"Może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa"

 

15 listopada na wniosek przewodniczącego Marka Opioły (PiS) sprawą zatrzymania Irakijczyka zajęła się sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Najpierw posłowie uzyskali informację na piśmie, a następnie szef ABW przedstawił dodatkowe informacje na ten temat. - Istniały bardzo ważne przesłanki, aby ABW zajęła się sprawą i zatrzymała mężczyznę - tłumaczył decyzję o aresztowaniu szef komisji.

 

Opioła ocenił, że w tym przypadku Agencja zachowała się w sposób "prawidłowy i należyty". Powiedział, że było "bardzo wiele" przesłanek wynikających z informacji od służb partnerskich - krajowych i zewnętrznych, dających taki obraz, że "ten człowiek nie powinien przebywać na terytorium Polski, ponieważ może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa".

 

polsatnews.pl