"Ja nie mam renty po mężu, choć zginął na służbie w 2010 (przysięgał poświęcić zdrowie czy nawet życie, zaczynając służbę w 2001). Renty odmówiono mi, bo »miałam tylko 36 lat« a kiedy koledzy męża dopominali się i mnie popchnęli, by złożyć dokumenty, to unurzano mnie w błocie biurokracji i tylko upokorzono po nic. Nie chcę niczyjej łaski. Lepiej lub gorzej radzę sobie od ponad 6,5 roku. Sama. Nie oczekuję łaski, tylko szacunku, i nie znam kraju, w którym funkcjonariusz ginie na służbie, a wdowa nie dostaje renty. Poza własnym krajem i własnym przykładem (sic!) nie znam" - napisała wówczas Łuczak-Surówka.

 

Przekonywała, że niektóre rodziny występują o kolejne odszkodowania, co drażni opinię publiczną i sprawia, że wszyscy bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej "nurzani są przez społeczeństwo w błocie".

 

- Chcielibyśmy przyjść z pomocą. To jest oczywiste. Natomiast, jakie będą możliwości w tym zakresie? Musimy poczekać na wnioski - powiedział w rozmowie z Radiem ZET wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński.

 

Radio Zet