Organizacja, która monitoruje dziką przyrodę od 1970 roku, przekonuje, że w latach 1970-2012 całkowita liczebność populacji kręgowców spadła o 58 proc. Oznacza to, że liczba ssaków, ptaków, gadów, płazów i ryb zmniejszyła się w ciągu 42 lat średnio o połowę.

 

Do 2020 roku, czyli w ciągu pół wieku od początku badań, Ziemia "może stracić dwie trzecie populacji tych gatunków", czyli właśnie 67 proc.

 

- Bogactwo przyrody znika na naszych oczach. Dane zawarte w raporcie są alarmujące, bo gatunki zwierząt stanowią ogromną część usług ekosystemowych, od których wszyscy jesteśmy bardzo zależni. Zachodzące zmiany wpływają także na czystość powietrza, jakość wody, ilość pożywienia i tempo zmian klimatu - podsumowuje Jakub Skrzypczyk z Fundacji WWF Polska. - Dlatego tak ważne jest, by działać już teraz i zacząć wdrażać gotowe rozwiązania, które pozwolą nam korzystać z zasobów planety w sposób zrównoważony, szczególnie w obszarze produkcji żywności, energii i przepływów finansowych - dodaje.

 

Największe zagrożenie - człowiek

 

Zwierzęta giną z powodu działalności człowieka - to m.in. utrata siedlisk, degradacja i nadmierna eksploatacja przyrody.

 

Według niektórych ekspertów ludzkość przekroczyła już granicę holocenu, który uważany jest za ostatnią epokę geologiczną, i wkroczyła w nową - nazywaną antropocenem. Ten cechuje się antropocentryzmem, czyli skupieniem na jednym gatunku - człowieku.

 

Ziemia jest dla nas za mała

 

Raport podaje, że już teraz rolnictwo zajmuje jedną trzecią całkowitej powierzchni Ziemi i wymaga zużycia prawie 70 proc. zasobów słodkiej wody.

 

Według danych organizacji Global Footprint Network, do zapewnienia surowców naturalnych i usług ekosystemowych wykorzystywanych przez ludzkość potrzebna jest nam planeta, która miałaby potencjał biologiczny równy temu 1,6 Ziemi.

 

Oznacza to, że obecnie eksploatujemy Ziemię ponad jej zdolności regeneracyjne.

 

polsatnews.pl, wwf.pl