W niedzielnym referendum, które zostało zainicjowane przez rząd, postawiono pytanie: "Czy chce Pan/Pani, by Unia Europejska mogła zarządzić, również bez zgody parlamentu, obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy?". Ważny głos musi oddać przynajmniej 50 proc. spośród ponad 8,27 mln osób uprawnionych do głosowania, dopiero wtedy całe referendum będzie ważne.

 

- W ten sposób premier Orban buduje swój kapitał polityczny i pokazuje, że jest on jedynym człowiekiem, który Węgrów ochroni przed napływem terrorystów, migrantów i uchodźców, czyli tych którzy zabierają pracę oraz chcą zrobić krzywdę - powiedział Fagasiński

 

"Na Węgry nie relokowano dotąd żadnej osoby"

 

Zapytany o to, czy podobne referenda zorganizowane zostaną również w pozostałych europejskich krajach odpowiedział: "Mam nadzieję, że nie".

 

– Chciałbym podkreślić, że na Węgry nie relokowano żadnej osoby i Wiktor Orban miał już wcześniej okazję, by wyłączyć swój kraj z procesu relokacji uchodźców wewnątrz UE, tak jak zrobiły to wcześniej Grecja i Włochy, gdzie uchodźców dociera najwięcej - stwierdził.

 

- Mam nadzieję, że inne kraje nie pójdą tą drogą, gdyż stanowi to zagrożenie dla idei, którą kieruje się Unia Europejska, czyli solidarność. Dlatego wszyscy w Unii powinni się zastanowić jeszcze raz na czym ta solidarność powinna polegać - podsumował.

 

Polsat News