Koalicja zaapelowała do społeczeństwa o gromadzenie się w centrum Kinszasy od wtorku dla zamanifestowania dezaprobaty wobec brutalności sił porządkowych i dla wyrażenia protestu przeciwko przewidywanemu przedłużeniu kadencji obecnego prezydenta Josepha Kabili.

 

Upływa ona 20 grudnia, ale - jak pisze AFP - nie widać żadnych oznak, aby Kabila zechciał ustąpić z urzędu w terminie.

 

Ministerstwo spraw wewnętrznych utrzymuje, że podczas poniedziałkowych zamieszek zginęło 17 osób.

 

Do wybuchu przemocy i plądrowania sklepów doszło podczas manifestacji opozycji - podał w prowizorycznym bilansie szef kongijskiego MSW Evariste Boshab, który nazwał zajścia "ruchem insurekcyjnym" oraz aktami "barbarzyństwa i ekstremalnej dziczy".

 

Tysiące protestujących

 

W manifestacji zwołanej przez opozycyjną koalicję Rassemblement wzięły udział tysiące ludzi, protestując przeciwko przewidywanemu przedłużeniu kadencji przez prezydenta Kabilę. Upływa ona 20 grudnia, ale - jak pisze AFP - nie widać żadnych oznak, aby Kabila zechciał ustąpić z urzędu w terminie.

 

W tym tygodniu upływa legalny termin ogłoszenia wyborów; powinno to nastąpić na 90 dni przed ich przeprowadzeniem, wyznaczonym na 19 grudnia.

 

Opóźnianie wyborów

 

Opozycja oskarża Kabilę o chęć przedłużenia kadencji i opóźnianie wyborów. Zwolennicy Kabili zaprzeczają temu. Jednak w zeszłym miesiącu Państwowa Komisja Wyborcza (CENI) oświadczyła, że nie skończy spisu wyborców do lipca 2017 roku.

 

Ugrupowania obrońców praw człowieka doniosły w poniedziałek o aresztowaniu kilkudziesięciu demonstrantów i dziennikarzy, zarówno w stolicy, jak i w miastach Goma i Kisangani, gdzie również odbyły się antyrządowe marsze.

 

W zeszłym roku podczas podobnych protestów przeciwko Kabili zginęło kilkadziesiąt osób.

 

Przekazanie władzy w drodze agresji

 

W zasobnej w surowce mineralne DRK przekazanie władzy jeszcze nie odbyło się w sposób pokojowy. We wschodnich, zdestabilizowanych regionach kraju nadal działają uzbrojone milicje. W regionalnych wojnach w Kongu od połowy lat 90. życie straciło kilka milionów ludzi.

 

Szef francuskiej dyplomacji Jean-Marc Ayrault ocenił sytuację w DRK jako "bardzo niebezpieczną i niepokojącą". - Należy respektować porządek konstytucyjny - powiedział prasie o możliwości pozostania prezydenta Kabili u władzy.

 

- Liczy się data wyborów - zaznaczył na konferencji prasowej w Nowym Jorku z okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. - Jeśli są one ciągle przekładane, to znaczy, że Kabila zamierza pozostać u władzy - stwierdził. Dodał, że "to sytuacja nie do przyjęcia". Konstytucja DRK nie pozwala Kabili, rządzącemu od 2001 roku, na dalsze sprawowanie władzy.

 

PAP