- Być mistrzem US Open, to niesamowite uczucie. Przyjechałem do Nowego Jorku bez oczekiwań, ale z każdym kolejnym meczem chciałem więcej. Musiałem dać z siebie 200 procent, kosztowało mnie to wiele emocji. Finał to była wielka bitwa. Nie wiem, jak to się stało, że to ja wygrałem. Novak, jesteś wielkim mistrzem. To także twoja zasługa, że tu teraz jestem. Znamy się od wielu lat, nieraz razem trenowaliśmy i graliśmy przeciwko sobie. Dziękuję za twój wkład w rozwój tenisa. Czy jestem zawodnikiem od wielkich meczów, jak powiedział Djokovic? Od małego miałem ten sam cel, zrobić wszystko, co mogę, by być najlepszym - stwierdził tuż po meczu Szwajcar.

 

Decydujący mecz stał na fantastycznym poziomie i obfitował w zwroty akcji. Zmagający się od kilku tygodni z kryzysem i kłopotami zdrowotnymi (najpierw nadgarstek, później barki i ramiona) - o których nie chce zbytnio opowiadać - Djokovic był jednak daleki od swojej najlepszej dyspozycji, którą prezentował w poprzednim sezonie i pierwszej połowie tego roku. Ból dokuczał mu także w finale.

 

W pierwszej odsłonie finału obaj często się mylili. Djokovic, choć nie błyszczał, prowadził 5:2. Wawrinka odrobił straty, broniąc po drodze dwie piłki setowe. W tie-breaku nie miał jednak nic do powiedzenia. W kolejnej partii zawodnik z Lozanny prezentował się już znacznie lepiej. Nieraz zachwycał jednoręcznym bekhendem, który jest jego firmowym uderzeniem.

 

Krzyki nie pomogły

 

Serb z kolei był cieniem samego siebie. Przegrywał 1:3, a po chwili nie wykorzystał prowadzenia 40:0 i trzech "break pointów". Udało mu się wrócić do gry, gdy zaliczył przełamanie w siódmym gemie. W ostatniej akcji rywal posłał piłkę na aut, a lider listy ATP wydał z siebie znaczący krzyk. Bez straty punktu doprowadził do remisu, ale później równie szybko Szwajcar objął prowadzenie 5:4.

 

W tej części spotkania obaj prezentowali wysoki poziom i ciekawe zagrania. Gdy niżej notowany z tenisistów zapisał na swoim koncie tę partię, to wyrzucił w górę ramiona i zachęcał publiczność do jeszcze głośniejszego dopingu.

 

Serb słabo zaczął trzeciego seta - przegrywał 0:3, choć na samym początku miał trzy szanse na przełamanie. Kamery nie zarejestrowały, by wyładował złość na rakiecie, ale w pewnym momencie operator skupił się na położonym obok krzesełka 29-letniego zawodnika zniszczonym sprzęcie.

 

Moc mentalna Szwajcara

 

Gracz z Bałkanów chwilami wydawał się już zrezygnowany z powodu własnej niemocy, ale nie odpuszczał - doprowadził do remisu. W dalszej części trwała walka "gem za gem", a Wawrinka coraz częściej mylił się przy uderzeniu po prostej z bekhendu, które wcześniej było u niego niezawodne. Końcówka tej odsłony należała jednak do niego. Po objęciu prowadzenia w całym meczu znacząco przyłożył palec do skroni, chcąc pokazać, że jest mocny psychicznie. Gest ten powtarzał podczas meczu jeszcze nieraz.

 

Szwajcar kontynuował dobrą passę w następnym secie. Djokovicowi nie pomagało już nawet zbytnio głośniejsze przy stanie 3:0 dla rywala skandowane przez kibiców "Nole, Nole". Chwilę później po jednym z zagrań widać było na jego twarzy grymas bólu. Po czwartym, wygranym przez niego gemie nietypowo na korcie pojawił się wezwany przez Djokovica fizjoterapeuta. Wawrinka miał obiekcje, że nie nastąpiło to przy okazji zmiany stron. Tenisista z Belgradu poprosił o pomoc z odciskami na palcu u nogi, choć komentujący mecz eksperci sugerowali, że to może być też zagranie taktyczne pierwszej rakiety świata.

 

Po powrocie do gry Serb miał trzy "break pointy", ale nie wykorzystał żadnego. Przy stanie 2:5 znów poprosił o przerwę medyczną i fizjoterapeuta ponownie opatrywał mu palec u nogi. W końcówce Djokovic próbował jeszcze walczyć, ale wystarczyło to tylko na obronienie pierwszej z dwóch piłek meczowych. W niedzielę popełnił aż siedem podwójnych błędów.

 

W ważnych meczach górą Wawrinka

 

Była to 24. konfrontacja tych zawodników, a trwała trzy godziny i 54 minuty. Bilans jest znacznie korzystniejszy dla Serba, który ma na koncie 19 zwycięstw. Wawrinka jednak wygrał oba decydujące spotkania Wielkiego Szlema, w których się zmierzyli. Pierwszy miał miejsce w ubiegłorocznym French Open.

 

31-letni Szwajcar triumfował też w dwóch innych turniejach Wielkiego Szlema - Australian Open 2014 i French Open 2015. W niedzielę utrzymał więc serię sukcesów w każdym z ostatnich trzech sezonów w tych prestiżowych imprezach. W Nowym Jorku nigdy wcześniej nie dotarł do decydującego meczu. Trzy lata temu i w ubiegłym roku zatrzymał się na półfinale.

 

Historyczny sukces

 

Wawrinka został w niedzielę najstarszym triumfatorem US Open od 1970 roku, gdy wygrał 35-letni Australijczyk Ken Rosewall.

 

Młodszy o dwa lata zawodnik z Bałkanów z siedmiu wcześniejszych imprez Wielkiego Szlema wygrał pięć. Ma w dorobku 12 tytułów w turniejach tej rangi. Na Flushing Meadows triumfował dwukrotnie - pięć lat temu i w poprzednim sezonie. W finale US Open wystąpił po raz siódmy.

 

Zwycięzca otrzyma czek na 3,5 mln dolarów. Djokovic może liczyć na połowę tej sumy.

 

Droga do meczu o tytuł obu tenisistów była bardzo odmienna. Gracz z Belgradu rozegrał zaledwie trzy pełne spotkania - w tym w pierwszej rundzie z Jerzym Janowiczem. Oprócz tego w jednym pojedynku zwyciężył po walkowerze rywala, a dwóch z jego przeciwników skreczowało. Łącznie spędził na korcie niespełna dziewięć godzin, Szwajcar zaś dwa razy więcej.

 

PAP