"Jest mi bardzo przykro, że nie ma z nami Marka. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj. Michał Krawczyk, który jest obecnie moim trenerem, także współpracował z Markiem bardzo długo. To jego szkołą przygotowywałam się do tego wyścigu i spokojnie mogę ten medal jemu zadedykować" - powiedział mocno wzruszona.

 

To drugi srebrny medal olimpijski w kolekcji Włoszczowskiej. Na drugim stopniu podium stanęła także osiem lat temu w Pekinie. W 2012 roku tuż przed wylotem do Londynu nabawiła się poważnej kontuzji, która wyeliminowała ją z rywalizacji.

 

"Piękne w tej konkurencji jest, że o najwyższe miejsca mogą walczyć zarówno młode zawodniczki, jak zwyciężczyni Szwedka Jenny Rissveds, jak i starsze. Ja mam za chwilę 33 lata, a gdyby nie kontuzja pewnie walczyłaby także Sabine Spitz, która ma już prawie 45 lat. To wspaniała dyscyplina i jej trenowanie sprawia mi wielką przyjemność" - dodała Polka.

 

Tych dwóch srebrnych medali jednak nie może i nie chce porównywać. W Pekinie była bowiem całkowicie inną zawodniczką.

 

"Teraz była całkowicie inna praca. Obecne przygotowania były cięższe, znacznie dłuższe, wymagały więcej cierpliwości, uwagi, dbania o zdrowie i każdy detal. Te wszystkie różne pechowe sytuacje, które były po drodze były potrzebne po to, by dopieścić każdy szczegół - sprawdzić buty w blokach, więcej powietrza dać do kół. Byliśmy przygotowani pod każdym względem. Wielkie podziękowania całej ekipie i związkowi” - zaznaczyła.

 

  

"Pechowe sytuacje były potrzebne"

 

Włoszczowska powołała się także na słowa skoczka narciarskiego Adama Małysza.

 

"Wprowadził do polskiego sportu bardzo ważne stwierdzenie. By nie myśleć o wynikach, a o dwóch równych skokach. Tak jest w każdej dyscyplinie. Ja też staram się po prostu każdy fragment trasy pokonywać najlepiej, by pojechać perfekcyjny wyścig" - zaznaczyła.

 

Tuż przed przyjazdem na igrzyska, Polka wystąpiła w mistrzostwach świata i miała dużego pecha. Na ostatnim kilometrze złapała gumę i straciła miejsce na podium.

 

"Nie powiedziałabym, że przez to bardziej się stresowałam. Na trasie w Rio spędziliśmy mnóstwo czasu, właśnie dlatego, żeby nie było żadnego defektu. Mistrzostwa świata zmusiły nas do tego, by jeszcze bardziej czujnie podejść do tych zawodów" - przyznała.

 

"Jechać swoje"

 

Włoszczowska chciała przede wszystkim pojechać perfekcyjny wyścig. Nie myślała, jakie miejsce może jej to dać.

 

"Starałam się skupić na tym, by pojechać wyścig na sto procent i nie popełnić żadnych błędów. To mi się udało. Miałam bardzo dobry start, cały czas utrzymywałam się w czołówce. Było trochę nerwowych sytuacji w trakcie wyścigu, ale starałam się zachować spokój i jechać swoje" - powiedziała.

 

Do szóstej, czyli ostatniej rundy Polka miała jeszcze nadzieję, że uda jej się dogonić Szwedkę i nawet ją wyprzedzić.

 

"Wydawało mi się, że ona też cierpi, ale okazało się, iż jest znacznie mocniejsza. Typowałam ją już wcześniej na tzw. czarnego konia tego wyścigu. Ona od samego początku ten sezon miała bardzo mocny i też miała trochę pecha - upadki, defekty" - wspomniała.

 

Złote paznokcie

 

Polka pomalowała na wyścig paznokcie na złoto.

 

„Plan początkowo był taki, by były kolorowe, ale dzień wcześniej zobaczyłam Kolumbijkę Marianę Pachon właśnie w takich paznokciach. Wygrała złoto w rywalizacji BMX i zmieniłam zdanie. Bardzo mile wspominam Kolumbię, zresztą trenowałam w okolicy, gdzie ona mieszka i tam wszyscy trzymali także za mnie kciuki”- powiedziała.

 

Włoszczowska przyznała, że każdy medal olimpijski wzięłaby w ciemno.

 

"Jasne, że marzyłam o złocie, zwłaszcza że srebro już mam w swojej kolekcji, ale dziewczyn, które tutaj mogły wywalczyć pierwsze miejsce, było sześć- siedem, tymczasem to ja jestem druga. To wielki sukces" - oceniła.

 

32-letnia zawodniczka nie chciała jednak deklarować, czy wytrzyma kolejne cztery lata do Tokio.

 

"Nie wiem, co przyszłość przyniesie. Nie usłyszycie ode mnie żadnych deklaracji. Najważniejszy jest ten moment" - zaznaczyła.

 

To 11. polski medal wywalczony w igrzyskach w Rio. Impreza, która po raz pierwszy odbywa się w Ameryce Południowej, zakończy się w niedzielę.

 

PAP