Jeśli mecz z Chorwacją (30:27) w ćwierćfinale był dramatyczny i trzymał do końcowych sekund w napięciu, to w półfinale polscy szczypiorniści zgotowali kibicom prawdziwy dreszczowiec. Znowu bohaterem biało-czerwonych był bramkarz Piotr Wyszomirski, którego fenomenalne interwencje w drugiej połowie i 48 procent skuteczności w całym meczu podtrzymywały nadzieję, że awans do finału jest możliwy. Dwie sekundy przed końcem regulaminowego czasu z niewiarygodnej pozycji trafił Michał Daszek. Ostatnie słowo należało jednak do rywali.

 

Zaczęło się od niewykorzystanej okazji Kamila Syprzaka i świetnej obrony Niklasa Landina. Duński bramkarz na początku spotkania był nie do pokonania, stąd szybko zrobiło się 0:3. Po czterech i pół minutach gry strzelecką niemoc przełamał Mariusz Jurkiewicz. To on "trzymał" wynik po polskiej stronie w tym fragmencie, m.in. posyłając piłkę do pustej duńskiej bramki na 3:4.

 

Świetny Wyszomirski

 

Pierwszy remis odnotowano w 12. minucie, kiedy trafił Syprzak. Było 5:5 i Polakom przydarzył się przestój. Od 5:8 znowu zaczęło się mozolne odrabianie strat. Po kontrze trafił Mateusz Kus, kilkanaście sekund później skopiował to Michał Daszek i było 9:9. Nie udało się jednak Duńczyków przełamać i tym razem odskoczyli na cztery bramki (10:14).

 

Wtedy w Wyszomirski zastąpił w bramce Sławomira Szmala, który nie radził sobie z rzutami przeciwników. Szybko dał kolegom impuls do walki skutecznymi interwencjami. Karol Bielecki zaczął trafiać i zawodnicy trenera Tałanta Dujszebajewa doszli na 15:15, gdy zegar wskazywał 20 s do końca pierwszej połowy. Do szatni jednak schodzili przegrywając, gdyż sposób na Wyszomirskiego znalazł jeszcze Kasper Sondergaard.

 

Pierwsze minuty po przerwie to fantastyczne interwencje polskiego bramkarza, które pozwoliły jego kolegom zbudować dwubramkowe prowadzenie (19:17). Wtedy jednak duńską bramkę "zaczarował" Landin i Polacy przez 10 minut nie mogli trafić do siatki. "Odczarował" ją dopiero Syprzak, który w 45. minucie wyrównał na 20:20. Do końca trwał pojedynek na rzuty z dystansu Hansena z Bieleckim, a Wyszomirski z Landinem wychodzili ze skóry, by zagrodzić dostęp do bramki.

 

Pierwsza połowa dogrywki była decydująca

 

40 s przed końcem lider Duńczyków wykorzystał rzut karny i finał się Polakom oddalił. Do tego nie układała im się gra w ataku, duńska defensywa przerywała akcje, ale nie znalazła sposobu na Daszka, po którego ekwilibrystycznym rzucie piłka znalazła drogę do siatki. Dogrywka.

 

W niej pierwsze skrzypce grał Landin. Odbił rzuty Bieleckiego oraz Krzysztofa Lijewskiego i zrobiło się 25:27. Po chwili 10. gola w meczu uzyskał Hansen, a Duńczycy odskoczyli na 29:26. To był decydujący moment spotkania, bo zwyciężyli choć w drugiej połowie dogrywki nie zdobyli bramki.

 

Straty po polskiej stronie zmniejszył Lijewski, później trafił jeszcze Bielecki, ale rywale zdołali przetrzymać piłkę przez ostatnie 20 s i zagrają o złoto. Polakom zostały łzy, żal niewykorzystanej szansy i 35 godzin na przygotowanie się do walki o brąz.

 

PAP