Studnię na podwórzu pani Stefanii próbowali uratować strażacy. Woda jednak odpłynęła do wód gruntowych, a w studni pozostał szlam i robaki.


W tym roku gmina zmelioryzowała okoliczne wsie, ale domy rodziny Mielcarków i ich sąsiadów, którzy także nie mają dostępu do bieżącej wody, ominięto, bo są za daleko. Gmina szacuje, że do stojącego na uboczu domu pani Stefanii koszt podłączenia wodociągu to ok. 200 tys. zł. Rozwiązaniem jest studnia głębinowa, której koszt to ok. 2-3 tys. zł.

 

Wodę czerpią od sadownika


Władze gminy zobowiązały się do wykopania studni, ale nie spieszą się z realizacją obietnicy.


Rodzice i dzieci dowożą wodę na rowerze od sadownika, który zgodził się, by nieodpłatnie korzystali z jego ujęcia. W innym przypadku musieliby jeździć dwa kilometry do hydrantu we wsi.

 

Rodzina przeżywa horror i boi się, jak poradziłaby sobie w razie pożaru.


Program "Interwencja" w środę o 16:15 w Polsacie.


Wszystkie odcinki programu można obejrzeć tutaj.

 

"Interwencja"