- Na ostateczne wyniki trzeba poczekać jeszcze kilka dni; liczenie głosów oddanych drogą korespondencyjną może potrwać nawet do wtorku - powiedział premier Turnbull po spotkaniu z przedstawicielami komisji wyborczej.

 

Z dostępnych na razie danych wynika, że koalicja zdobyła 72, a laburzyści 66 miejsc w liczącej 150 miejsc Izbie Reprezentantów. W poprzednich wyborach w 2013 roku konserwatyści zdobyli 90 mandatów, a Partia Pracy pod wodzą Billa Shortena - 55 mandatów.

 

Dyskusja z "oszustwami wyborczymi" w tle

 

Turnbull, premier i przywódca rządzącej Partii Liberalnej (LPA), wyraził w sobotę przekonanie, że jego koalicja okaże się zwycięzcą wyborów i zapowiedział, że będzie chciał stworzyć rząd koalicyjny. - Mamy wszelkie powody zakładać, że zdobędziemy większość i sformujemy następny rząd - powiedział.

 

Utratę nawet 18 mandatów przez swoje ugrupowanie Turnbull wytłumaczył "oszustwami wyborczymi" opozycyjnej Partii Pracy; miała ona - według niego - rozpowszechniać nieprawdziwą informację, jakoby jego rząd zamierzał sprywatyzować służbę zdrowia.

 

Brexit "dodał skrzydeł" konserwatystom

 

Przywódca laburzystów Shorten wystąpił jako triumfator, choć jego ugrupowanie nie ma praktycznie żadnych szans na stworzenie rządu - zauważa agencja dpa. "Partia Pracy powróciła!" - mówił na powyborczym wiecu.

 

W ostatnich dniach przed wyborami konserwatyści zanotowali według sondaży niewielki wzrost poparcia, co analitycy tłumaczyli wpływem brytyjskiego referendum ws. Brexitu. "W niepewnych czasach konserwatyści uchodzą za partię tradycyjną, która dobrze kieruje gospodarką" - podkreślali eksperci.

 

Przedterminowe wybory sprowokował Turnbull, rozwiązując w maju obie izby parlamentu. Jako powód wskazał nieprzejednane stanowisko niezależnych członków Senatu, którzy blokowali jego inicjatywy.

 

PAP