Mitow podkreślił, że nie jest to problem bułgarsko-turecki; dotyczy całokształtu problematyki migracyjnej w stosunkach między Turcją i UE.

 

W połowie tygodnia bułgarskie media informowały, że Turcja przestała przyjmować z powrotem nielegalnych migrantów, którzy przekraczają zieloną granicę. Premier Bojko Borysow potwierdził, że ostatnio Ankara odmówiła przyjęcia 200 osób.

 

Według wicepremier i szefowej MSW Rumiany Byczwarowej Turcja "unika wywiązania się z porozumienia z Bułgarią". Byczwarowa dodała, że chodzi o podpisany na początku maja protokół między obu państwami, zobowiązujący Turcję do przyjmowania zawracanych przez Sofię nielegalnych migrantów.

 

Nasilenie fali migrantów

 

Zarówno Byczwarowa, jak i Mitow podkreślili, że cały czas trwają rozmowy ze stroną turecką. - Mamy nadzieję, że presja na naszych granicach nie będzie się nasilać - dodał Mitow.

 

Na początku miesiąca szefowa MSW mówiła w parlamencie o nasileniu się fali migrantów. Dane policji granicznej z ostatnich dni wskazują, że przeciętnie 100-150 osób na dobę nielegalnie przekracza granicę bułgarsko-turecką oraz bułgarsko-grecką. Obie granice są strzeżone przez oddziały policji granicznej i wojsko. Jednocześnie kilkudziesięcioosobowe grupy prawie codziennie próbują wydostać się przez granicę bułgarsko-serbską na Zachód.

 

W odróżnieniu od Turcji Grecja nie czyni przeszkód i przyjmuje z powrotem zawracanych przez stronę bułgarską nielegalnych migrantów. Większość migrantów przybywających z Turcji to Afgańczycy, Pakistańczycy i Irakijczycy, a z Grecji - Syryjczycy.

 

Na 250-kilometrowej granicy z Turcją Bułgaria od dwóch lat buduje ogrodzenie. 160 kilometrów jest gotowych, do końca lipca ma być oddane do użytku dalsze 60, w najtrudniej dostępnych okolicach granicznej góry Strandża.

 

PAP