W czwartek ministerstwo wydało kluczyki do kolejnego Opla Astry losowanego wśród uczestników Loterii.


Wiceminister finansów Hanna Majszczyk pogratulowała wygranej pani Beacie spod Serocka, podkreślając jednocześnie, że biorąc paragony przyczynia się ona do rozwoju gospodarczego i wzrostu dochodów budżetu, finansowania szkół, czy szpitali.


Z miesiąca na miesiąc liczba rejestrowanych paragonów spada. Do końca maja było ich 90 mln, dla porównania na Słowacji w ciągu całego roku obowiązywania podobnej loterii zgłoszono ok. 85 mln paragonów.


Zdaniem wiceminister Majszczyk to naturalna tendencja, którą obserwuje się także w innych krajach organizujących podobne loterie. - Nas to nie niepokoi - zapewniła Majszczyk.


Loteria potrwa do października


Dodała, że każde losowanie nagrody głównej, czyli samochodu, zachęca do uczestnictwa w loterii. Porównała to do Lotto, gdzie zainteresowanie grą wzrasta, gdy jest kumulacja.


- Nawet jeżeli ludzie nie grają to rośnie świadomość, że dzięki temu pilnują podatków, że ten, kto sprzedaje towary i usługi wywiązuje się ze swoich obowiązków, odprowadza podatki do budżetu, a nie zatrzymuje ich dla siebie - powiedziała.


Podkreśliła, że w przypadku Narodowej Loterii Paragonowej każdy z nas kupuje los na co dzień, nie potrzeba dodatkowo wydawać pieniędzy. Jej zdaniem na razie trudno jest oszacować efekt loterii na wpływy z VAT, ale ministerstwo taką analizę przeprowadzi, zwłaszcza w przypadku tzw. branż premiowanych, z których biorą udział w losowaniach nagrody specjalnej - Opla Insignia. Chodzi np. o dokumenty z salonów kosmetycznych, czy fryzjerskich, gabinetów lekarskich, czy warsztatów samochodowych.


Pytana, czy loteria zostanie przedłużona (ma trwać do października) wiceminister poinformowała, że decyzja zostanie podjęta po ewaluacji jej funkcjonowania.

 

PAP