"Pan Ryszard podszedł do mnie na placu Trzech Krzyży. Chwilę wcześniej minęliśmy się w kościele św. Aleksandra, gdzie siedział, bo jak powiedział skończyły mu się już wszystkie pomysły. (…) Właśnie stracił mieszkanie, które wynajmował, bo zalegał z płatnością. Zalegał, bo nie zapłacił mu pracodawca - firma ochroniarska. Pan Ryszard ukończył filozofię na ATK, potem uczył angielskiego w szkołach. Zachorował na raka krtani i musiał zrezygnować z pracy w szkole. Wyjechał za pracą z Podlasia, gdzie została jego żona (…). Teraz nie ma żadnej pracy i poszukuje dowolnej - deklaruje, że może robić wszystko. Pan Ryszard nie miał postawy roszczeniowej, nie chciał ode mnie pieniędzy, wygląda na człowieka kulturalnego i wypowiada się ładną polszczyzną. Na koniec rozmowy poprosiłem o dowód osobisty - wszystko co opowiadał się zgadzało i brzmiało wiarygodnie. Z portfela wyjął też ksero dyplomu ukończenia studiów..." - brzmiał pierwszy wpis na Facebooku. I machina ruszyła.

 

Potencjalni pracodawcy zaczęli się do mężczyzny zgłaszać, ktoś zaproponował mu mieszkanie na kilka dni.

 

"Nie muszę już iść do noclegowni"

 

- Dzięki temu nie musiałem, jak już się zdarzało, iść spać do noclegowni – powiedział polsatnews.pl pan Ryszard.  - To okropne miejsce - dodał wspominając tułaczkę w poszukiwaniu miejsca do spania. - Najważniejszy jest nocleg, jak człowiek ma dach nad głową, ma gdzie wrócić, resztę łatwiej poukładać - dodał.

 

Pojawili się także prawnicy gotowi pomóc mężczyźnie z wyegzekwowaniem zaległych pensji.

 

- Mam swoje lata i zawsze myślałem, że w stosunkach międzyludzkich dominuje obojętność. Będę musiał zweryfikować tę swoją pesymistyczną hipotezę - powiedział bohater internetowej akcji ledwie 24 godziny po tym, gdy jego historia obiegła sieć.

 

Pan Ryszard prosi, by jego nazwiska, choć pojawiło się już w sieci, nie podawać, bo pochodzi z niewielkiej miejscowości i przez całe lata pracował jako nauczyciel. Nie chciałby, aby byli uczniowie, dziś już dorośli ludzie, dowiedzieli się, w jak trudnej jest sytuacji.

 

Chce pomagać rodzinie

 

Rodzinę też wolał odseparować od problemów. Żona została na Podlasiu, syn się kształci. On sam, mimo że ma 69 lat i powinien być na emeryturze, przyznaje, że ta nie wystarcza. Dlatego jakiś czas temu przyjechał do Warszawy sądząc, że w stolicy zapracuje na lepsze życie dla swoich bliskich.

 

Mężczyzna jest filozofem z wykształcenia, ma długi staż nauczycielski, jego opowiadania ukazywały się drukiem. Pracował także jako dziennikarz w prasie katolickiej.

 

Przyznaje, że doskonale wie, jak to jest stracić wszystko i zaczynać od nowa. - Miałem chwilę załamania, ale nie buntu, bo przeciw komu miałbym się buntować? - zastanawia się.

 

polsatnews.pl