Doemoetoer zapewnił, że na stronie nepszavazas2016.kormany.hu można znaleźć najważniejsze informacje o unijnej propozycji systemu obowiązkowych kwot oraz o tym, dlaczego rząd ją odrzuca. Sekretarz stanu podkreślił, że stanowisko rządu jest takie, iż tylko Węgrzy mogą decydować, z kim chcą żyć, a z kim nie.

 

- Nie możemy pozwolić, by Węgrom i Zgromadzeniu Narodowemu (parlamentowi) odebrano prawo do podejmowania decyzji przesądzających o przyszłości kraju - oznajmił.

 

Jak zaznaczył, poprzez referendum Węgry mogą przekazać Brukseli jasny i jednoznaczny komunikat, by Unia Europejska wycofała się ze swej niebezpiecznej propozycji. W tym celu - podkreślił - należy zagłosować przeciwko niej. Dodał, że według węgierskiego rządu zamiast wprowadzać obowiązkowe kwoty należy wzmocnić ochronę granic.

 

Potrzebne referendum przeciwko "przymusowemu osiedlaniu"

 

Na stronie uzasadniono potrzebę rozpisania "referendum przeciwko przymusowemu osiedlaniu" tym, że "Bruksela zaproponowała, by imigrantów przybywających do Unii Europejskiej rozdzielano między państwa członkowskie na podstawie z góry określonych kwot".

 

"Oznaczałoby to, że w przyszłości to brukselscy biurokraci decydowaliby o tym, ilu imigrantów ma zostać osiedlonych na Węgrzech, bez pytania o zdanie Zgromadzenia Narodowego i obywateli węgierskich. (...) Biorąc pod uwagę obecne tempo imigracji oraz łączenie rodzin, po upływie pięciu lat może to oznaczać osiedlenie nawet tylu ludzi, ilu mieszka w Segedynie (trzecie co do wielkości miasto Węgier, liczące 160 tys. mieszkańców - red.)" - czytamy.

 

Wśród głównych niebezpieczeństw związanych z obowiązkowymi kwotami wymieniono przede wszystkim wzrost zagrożenia terrorystycznego oraz ryzyko dla węgierskiej kultury i zwyczajów. Napisano też, że system kwot nie rozwiązuje problemów gospodarczych i demograficznych.

 

Na początku kwietnia rząd uruchomił już inną stronę internetową agitującą przeciw kwotom przyjmowania uchodźców. Mowa tam o terrorystach przebranych za migrantów i strefach "no-go" w Europie, zamieszkanych przez cudzoziemców i słabo kontrolowanych przez władze.

 

250 tys. za nieprzyjętego uchodźcę

 

4 maja Komisja Europejska zaproponowała reformę unijnej polityki azylowej, która zakłada wprowadzenie stałego systemu dystrybucji uchodźców, uruchamianego w sytuacji kryzysowej. Jeśli do jakiegoś kraju napłynie nieproporcjonalnie duża liczba uchodźców, o połowę większa niż ustalony z góry próg, to nowi uchodźcy byliby automatycznie rozsyłani do innych państw według nowego systemu. Kraje niechętne przyjmowaniu uchodźców mogłyby odstąpić od udziału w relokacji na rok, ale w zamian musiałyby zapłacić 250 tys. euro za każdego uchodźcę, którego nie przyjmą. Pieniądze trafiłyby do kraju, który przejmie odpowiedzialność za danego uchodźcę.

 

Polska oraz inne kraje Grupy Wyszehradzkiej zdecydowanie odrzuciły tę propozycję.

 

Parlament węgierski 10 maja zatwierdził zainicjowane przez rząd referendum w sprawie obowiązkowych kwot przyjmowania migrantów. Pytanie będzie brzmiało: "Czy chce Pan/Pani, by Unia Europejska mogła zarządzać również bez zgody parlamentu obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy?". Konkretny termin referendum nie jest jeszcze znany. Kancelaria premiera podała na początku maja, że odbędzie się ono we wrześniu lub na początku października.

 

PAP