- Mam nadzieję, że za dwa lata nikt nie będzie już pamiętał, co to jest PIT - stwierdził Kowalczyk na konferencji zorganizowanej przez Centrum Analityczne Polityka Insight.


- Jest taka wola polityczna, jest zielone światło Komitetu Rozwoju. Zapadła już decyzja: tak, będziemy to robić - podkreślił minister. Dodał, że został już powołany w tej sprawie zespół roboczy przy Komitecie Rozwoju, w skład którego wchodzą ministrowie wszystkich resortów powiązanych z gospodarką.

 

Budżet zbierze i podzieli


Część podatkowa nowej daniny ma iść do budżetu, natomiast część oszczędnościowa, czyli składki emerytalne, będą przypisane indywidualnie do obywatela. Natomiast ich pobór będzie wspólny.

 

"Jak dokładnie będzie ona wyglądała, dowiemy się w wakacje, najpóźniej wczesną jesienią, wtedy powstaną założenia do projektu. Do końca roku mają się zakończyć prace legislacyjne. Wtedy też okaże się, jak wysokie będziemy płacić obciążenia" - informuje portal money.pl.


- Na razie nie będziemy podawać żadnych stawek. Trzeba je dobrze skalibrować, a będzie to możliwe dopiero na końcowym etapie – zapowiedział minister.


Po opracowaniu koncepcji rząd daje sobie rok na wprowadzenie zmian i wdrożenie nowego systemu, co może być największym wyzwaniem. Sam ZUS potrzebuje na to dziewięciu miesięcy, a zmiana dotknie też urzędy skarbowe i Narodowy Fundusz Zdrowia.


- W tej chwili mamy ulgi dla studentów, dla rozpoczynających pracę, mamy obniżone składki dla firm przez pierwsze dwa lata ich działalności, różne oskładkowanie umów śmieciowych. Narosło nam dużo skomplikowanych mechanizmów i obecnie odprowadzamy około dziesięciu różnych składek. Takie uproszczenie jest zatem potrzebne - argumentował Kowalczyk.

 

Bogatsi zapłacą więcej


Rząd chce też za pomocą nowego rozwiązania osiągnąć większą „sprawiedliwość społeczną”.  Polityka Insight w swoim raporcie wyliczyła, że w przypadku pensji minimalnej z 2015 roku - 1750 zł brutto miesięcznie, tzw. klin podatkowy wynosi 39 proc. Klin to różnica pomiędzy całkowitym kosztem zatrudnienia pracownika, a tym, co ten pracownik otrzymuje. W przypadku prezesa spółki skarbu państwa, który zarabia średnio 23650 zł brutto, klin wynosi też 39 proc.


- To jest niezdrowe. Jak ktoś więcej zarabia, powinien płacić wyższe podatki, a przynajmniej nie niższe. Chcemy to zrobić za jednym zamachem: uprościć system i zlikwidować degresywne stawki podatkowe - przyznał Kowalczyk.

 

Nowy system oznacza, że obciążenia grup słabiej zarabiających zostaną przeniesione na barki bogatych - to oni pokryją konieczne wydatki, bo naprawdopodobniej jednolity podatek oznacza, że to państwo będzie musiało dopłacać do składek osób zarabiających najmniej.

 

Zapłacą też rolnicy

 

Rząd nie planuje likwidacji KRUS, ale do nowego systemu chce też włączyć rolników.

 

- Problem rolników jest specyficzny, bo płacą stawki ryczałtowe. Dopóki nie zaczną liczyć dochodów, nie ma mowy o zmianach - mówił szef KPRM. A na takie zmiany na razie się nie zanosi.

 

Jednak PiS chce uporządkować pozarolnicze źródła przychodów rolników. - Obecny system nie zachęca do rozwijania pozarolniczej działalności - uważa Kowalczyk, dlatego rolnicy w tym zakresie również zostaną objęci nową jednolitą daniną.

 

Minister Kowalczyk przekonuje, że w ramach nowego rozwiązania „będzie skonsumowana” wyborcza obietnica PiS dotycząca podniesienia kwoty wolnej od podatku, bo "część składki, która dziś jest PIT-em, będzie naliczana powyżej kwoty 8 tys. zł".

 

money.pl, polsatnews.pl