Urządzenia firmy Gotówkomat Polskie Płatności stanęły na pięciu stacjach metra: Służew, Wilanowska, Pole Mokotowskie, Politechnika, Dworzec Gdański.

 

Uzyskanie kredytu w wys. do 1600 zł trwało kilkanaście minut, potrzebny był jedynie dowód osobisty. Automat robił skan dokumentu, po czym na podstawie danych personalnych klient był weryfikowany, jak dzieje się to w bankach. Sprawdzano, czy nie figuruje jako dłużnik w Biurze Informacji Kredytowych i innych tego typu bazach. Poza tym maszyna robiła potencjalnemu kredytobiorcy zdjęcie, a konsultant zatrudniony w firmie pożyczkowej porównywał je ze zdjęciem z dowodu osobistego.

 

Według firmy, spłata zadłużenia po pierwszym miesiącu nie była oprocentowana. Natomiast już każdy kolejny tydzień zwłoki to wysokie odsetki. Pierwszy tydzień - 174,4 zł, dwa tygodnie - 222,4 zł, zaś miesiąc - 251,2 zł.

 

Gronkiewicz-Waltz prosi o umowę

 

Metro warszawskie zleciło kontrolę przedsięwzięcia.  Anna Bartoń, rzeczniczka prasowa metra przekonuje, że nie ma to związku z prośbą prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o sprawdzonie umowy metra z firmą, która postawiła gotówkomaty.

 

- Zwróciliśmy się do rady nadzorczej, by zarząd metra zrelacjonował, o co chodzi. Metro warszawskie zdecydowało, że umowę rozwiąże - powiedział rzecznik ratusza. Pytany, dlaczego miasto najpierw zezwoliło na pożyczkomaty a teraz interweniuje w ich sprawie, dodał, że "nie w kompetencji miasta jest, by weryfikować umowy podpisywane przez metro".

 

Wyniki kontroli będą znane za jakiś czas. Jednak już teraz metro podjęło decyzję o odcięciu prądu, by gotówkomaty przestały działać.

 

"Metro wiedziało, co wstawiamy" 

  

Przedstawiciele spółki Gotówkomat Polskie Płatności nie kryją zaskoczenia. 

 

- Sama procedura instalacji trwała około dwóch tygodni, była przeprowadzana we współpracy z metrem. Instalacja elektryczna musiała być odebrana i zatwierdzona przez metro. Miejsca pod gotówkomaty zostały wybrane z pracownikami metra. Pracownicy firmy instalacyjnej musieli przejść szkolenie BHP organizowane także przez metro - wyliczyła w rozmowie z polsatnews.pl Sylwia Witoszyńska, prezes firmy.

 

Jak podkreśliła, już kilka miesięcy temu jej firma zwróciła się do pracownika metra odpowiedzialnego za wynajem powierzchni. - W marcu potwierdzono, że zarząd zgodził się na wstawienie maszyn. Metro wiedziało, jakie usługi oferujemy - dodała.

 

Zamieszanie "przez Zandberga"

 

Spółka, której partnerem jest udzielający pożyczek Vivus, ubolewa, że gotówkomaty znikną zanim uruchomi kolejne usługi niekojarzące się z "chwilówkami".

 

Uważa też, że zamieszanie wokół maszyn postawionych na stacjach metra jest "rozgrywką polityczną", odpowiedzią na krytykę wyrażoną przez Adriana Zandberga z Partii Razem.

 

 

polsatnews.pl