W wywiadzie Muench zaznaczył, że jest zaniepokojony "eskalacją przemocy". Jak wyjaśnił, sprawcami podpaleń są przede wszystkim mężczyźni; w 80 proc. pochodzą z tego samego miejsca, gdzie znajdował się podpalony przez nich ośrodek.

 

Według BKA skrajna prawica nie dysponuje ponadregionalnymi strukturami zdolnymi do planowania i przeprowadzania zamachów na imigrantów. - Decyzje o atakach podejmowane są raczej spontanicznie przez środowiska lokalne - uważa Muench.

 

Szef BKA zastrzegł, że jego służby traktują poważnie groźbę powstania struktur terrorystycznych.

 

W zeszłym roku w Niemczech doszło do ponad 1000 ataków na obiekty związane z imigrantami. Policja odnotowała 92 podpalenia. W 2014 roku doszło do sześciu przypadków podłożenia ognia.

 

PAP