Gmach parlamentu w stolicy kraju otoczony został metalowym płotem i strzeżony jest przez policję. Ok. 6 tys. zwolenników postawienia Rousseff w stan oskarżenia skandowało "Precz z Dilmą!". Policja użyła gazu pieprzowego aby rozproszyć zwolenników pani prezydent rzucających w kierunku gmachu flary.

 

Głosowanie ma odbyć się po wygłoszeniu przemówień przez 70 z ogólnej liczby 81 senatorów, którzy zapisali się do głosu. Dotychczas prawie wszyscy wypowiedzieli się za impeachmentem.

 

Do uchwalenia wniosku wystarczy zwykła większość. W wypadku jego uchwalenia Rousseff zostanie zawieszona a jej obowiązki przejmie maksymalnie na pół roku wiceprezydent Michel Temer. Kolejnym etapem będzie proces pani prezydent w Senacie, który może trwać 180 dni. Zakończy go głosowanie. Jeśli 2/3 senatorów uzna winę Rousseff zostanie ona trwale usunięta z urzędu. Wówczas Temer pozostanie przy władzy do wyborów w 2018 roku.

 

Rousseff zarzuca się publikowanie przed wyborami prezydenckimi w 2014 roku lepszych niż rzeczywiste danych na temat stanu finansów państwa, co miało jej ułatwić uzyskanie drugiej kadencji. Szefowa państwa odrzuca te zarzuty i utrzymuje, że wysiłki prowadzące do usunięcia jej z urzędu są próbą zamachu stanu, kierowaną przez wiceprezydenta Temera i Eduardo Cunhę, szefa Izby Deputowanych zawieszonego w ubiegłym tygodniu w obowiązkach za utrudnianie śledztwa w sprawie korupcji w koncernie naftowym Petrobras.

 

Głosowanie przesądzone

 

Analitycy oceniają, że przegłosowanie wniosku w Senacie wydaje się przesądzone. Rousseff ma przygotowywać się do opuszczenia pałacu prezydenckiego. W czwartek rano zamierza zdymisjonować swoich ministrów. Tego samego dnia po południu Temer ma zaprzysiąc swój gabinet.

 

Reuter informuje, że perspektywa objęcia urzędu prezydenta przez Temera, uważanego za przyjaznego biznesowi, już poprawiła notowania na brazylijskich rynkach finansowych. Wyrażane są nadzieje, że może on zredukować olbrzymi deficyt budżetowy, przywrócić zaufanie inwestorów i skierować gospodarkę ponownie na drogę wzrostu.

 

PAP, fot. PAP/EPA/Sebastiăo Moreira