Decyzja została podjęta już w 2011 roku przez jedną z komisji IMO, zajmującą się ochroną morskiego środowiska naturalnego, która w tym celu określiła cały Bałtyk jako tzw. strefę specjalną. Pięć lat trwało ustalenie kalendarza wprowadzenia zakazu w życie.

 

"Przeżyźnienie" wody

 

Ścieki wylewane ze statków do Bałtyku powodują zanieczyszczenie morza substancjami odżywczymi (biogennymi), czyli azotem i fosforem. Powodują one "przeżyźnienie" wód, przyczyniając się m.in. do nadmiernego zakwitu sinic w okresie letnim, czyli tzw. procesu eutrofizacji.


Eutrofizacja jest jednym z najpoważniejszych problemów ekologicznych Bałtyku. Głównie dlatego, że jest to morze niemal zamknięte, oddzielone od oceanu tylko wąskimi i płytkimi cieśninami duńskimi, więc wszystko, co trafia do Bałtyku, zostaje w nim na wiele lat.

 

Zanieczyszcza też rolnictwo


Poza ściekami, źródłem zanieczyszczeń azotem i fosforem jest rolnictwo. Nadmiar nawozów spływa z pół uprawnych do rzek, a rzekami do morza. Terytorium Polski w 99,7 proc. należy do zlewiska Bałtyku, zatem nawet nawożenie na południu Polski przyczynia się do zanieczyszczenia jego wód.


Od wielu lat o wprowadzenie zakazu wylewania ścieków walczyły organizacje ekologiczne.  WWF starał się wywrzeć presję na rządy krajów leżących nad Bałtykiem, aby wprowadzić zakaz zrzutu ścieków ze statków do morza na mocy międzynarodowej konwencji o zapobieganiu zanieczyszczaniu morza przez statki (MARPOL)

 

Ale to tylko jeden krok w kierunku potrzebnej poprawy stanu środowiska Bałtyku.


Polski rząd opracował projekt Krajowego Programu Ochrony Wód Morskich, w którym planuje się ograniczyć dawki fosforu w nawozach oraz wzmocnić edukację wśród rolników nt. praktyk przyjaznych środowisku. Te kwestie nadal wymagają uregulowania oraz odpowiednich nakładów finansowych.

 

polsatnews.pl