- Z polityki ustawiania się bokiem lub tyłem do Unii Europejskiej, stroszenia się i konfliktowania z partnerami w  NATO ma korzyść tylko Rosja "putinowska". Można milczeć w tych sprawach, ale wtedy bierze się odpowiedzialność za to, co się dzieje - powiedział w programie "Prezydenci i premierzy" Bronisław Komorowski.

 

Jego zdaniem list podpisany oprócz niego przez dwóch byłych prezydentów: Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego, "ma swoją wagę". 

 

- Jeżeli podpisuje ten list pan Ryszard Bugaj, człowiek, który popierał od lat Prawo i Sprawiedliwość, to wydaje się, że powinno się potraktować ten list jako przestrogę osób nie tylko niechętnych, ale także do niedawna zaangażowanych emocjonalnie po stronie PiS-u - mówił Bronisław Komorowski. W liście napisano m.in., że "Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza zejść z drogi niszczenia porządku konstytucyjnego, paraliżowania pracy Trybunału Konstytucyjnego i całej władzy sądowniczej".

 

- Wydawało nam się, że powinno być to odczytane jako głos osób niezaangażowanych w spór partyjno-polityczny, ale zaangażowanych w sprawy polskie - stwierdził były prezydent. Dodał jednak, że "każdy sobie odczytuje tak, jak mu w sercu gra".

 

Pawlak: nie podpisałbym listu

 

Zdaniem Waldemara Pawlaka to niewłaściwy czas na podpisywanie się pod takim listem i on by tego nie zrobił. - Jeżeli szukamy rozwiązania, to powinniśmy budować taką pozycję, że możemy być arbitrami w tej sprawie. Jeżeli stajemy się stroną i to stroną gorącego sporu, to warto przywołać słowa prezydenta Lecha Wałęsy (…), on mówi wprost, że tego rodzaju zacietrzewienie może nas doprowadzić do wojny domowej – powiedział były premier odpowiadając na pytania Doroty Gawryluk.

 

Miller: rząd kontrolował Sejm

 

Zdaniem Leszka Millera list, "nawet tak szacownej grupy osób, nie wywoła rewolucji, ani kontrrewolucji". On sam też by się pod nim nie podpisał, "z uwagi na treść", bo są w nim sformułowania z którymi nie mógłby się zgodzić.

 

- Jeżeli jest zdanie iż parlament pracuje pod dyktando niewielkiej większości i nie uwzględnia argumentów sejmowej mniejszości, to tak właśnie było w poprzedniej kadencji. Ja byłem przedstawicielem tej mniejszości i dokładnie pamiętam, z jaką nonszalancją spotykały się nasze inicjatywy. Nie było ochoty by uwzględniać cokolwiek z naszych postulatów. W poprzedniej kadencji to nie Sejm kontrolował rząd, a rząd kontrolował Sejm, co dla demokracji parlamentarnej jest zabójcze - przyznał.

 

Polsat News