Choć orzeczenie jest już prawomocne, pełnomocniczka powoda mec. Marta Trzęsimiech-Kocur zapowiedziała, że zaskarży decyzję w sprawie obciążenia jej klienta kosztami procesu.

 

- To naprawdę absurdalne, że sąd przerzuca koszty postępowania na osobę całkowicie bezprawnie pozbawioną wolności - powiedziała. Według niej, koszty procesu, które miałby zapłacić jej klient to ok. 4,5 tys. zł, chodzi jednak przede wszystkim o zasady, a nie pieniądze. Sam powód także nie rozumie decyzji sądu. - Jestem psychicznie wykończony i chcę to już wszystko mieć za sobą - powiedział.

 

Domagali się 300 tys. zł

 

Rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Katowicach Aleksandra Janas potwierdziła, że orzeczenie o kosztach, jakie zapadło w Sądzie Okręgowym w Katowicach zostało na skutek apelacji Skarbu Państwa zasadniczo zmienione - poprzez obciążenie powoda kosztami postępowania za I instancję. Dodatkowo zasądzono na rzecz Skarbu Państwa koszty postępowania odwoławczego.

 

O bliższych motywach takiego rozstrzygnięcia sąd na razie nie informuje, ponieważ nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku. - Termin do jego sporządzenia upływa 2 maja i - jak mnie zapewnił sędzia sprawozdawca - zostanie dotrzymany. Po tym, jak projekt zaakceptują pozostali sędziowie ze składu (potrzeba na to kilku dni), uzasadnienie będzie dostępne - wyjaśniła sędzia Janas.

 

Wytaczając Skarbowi Państwa proces kierowca i jego pełnomocniczka domagali się wypłaty 300 tys. zł. Reprezentująca interesy Skarbu Państwa Prokuratoria Generalna domagała się oddalenia roszczeń. Powód i jego pełnomocniczka chcieli zawrzeć ugodę, jednak ze strony przeciwnej nie było takiej woli.

 

Mec. Trzęsimiech-Kocur wielokrotnie wyrażała rozgoryczenie, że państwo nie poczuwało się do odpowiedzialności za ewidentną pomyłkę wymiaru sprawiedliwości. Adwokat podkreślała, że jej klient trafił do więzienia bez żadnej podstawy prawnej.

 

134 dni za kratkami

 

W 2010 r. kierowca został skazany na pół roku więzienia za zniszczenie mienia podczas awantury w mieszkaniu wujka. Karę warunkowo zawieszono na dwa lata. Po pewnym czasie mężczyznę zatrzymała policja, informując, że sąd w Siemianowicach Śląskich nakazał osadzić go na pół roku w zakładzie karnym. Kierowca początkowo myślał, że zmieniły się przepisy i dlatego zapadła taka decyzja.

 

Mężczyzna spędził w zakładach karnych 134 dni. Po wyjściu na wolność postanowił sprawdzić, dlaczego właściwie został zamknięty. Okazało się, że doszło do pomyłki w sądzie, który uznał, że skazany w okresie zawieszenia wykonania kary dopuścił się kradzieży. Rzeczywistym sprawcą tego przestępstwa był mężczyzna o tym samym nazwisku, ale innym numerze PESEL i pozostałych danych. Sędzia, który się pomylił, został przez sąd dyscyplinarny ukazany naganą i pozbawiony kierowniczej funkcji.

 

PAP