W środę wieczorem na ulicy w stolicy Bangladeszu, Dhace, nieznani napastnicy zamordowali używając maczet i broni palnej 28-letniego studenta prawa Nazimuddina Samada. Wykrzykiwali "Allah jest wielki".


W podobnych atakach w 2015 roku zabitych zostało co najmniej pięciu blogerów, którzy byli zwolennikami świeckiego państwa. Wywołało to obawy o rosnące wpływy religijnych ekstremistów w Bangladeszu, muzułmańskim kraju znanym raczej z tolerancji, oraz o to, że władze nie są w stanie zapewnić ochrony przeciwnikom islamistów.


Po środowym morderstwie studenci z uniwersytetu w Dhace, na którym studiował Samad, zablokowali ulice wokół uczelni. Samad na swoim profilu na Facebooku regularnie umieszczał wpisy, w których krytykował religijnych ekstremistów.


Schronienie w ramach programu humanitarian parole


Rzecznik Departamentu Stanu USA Mark Toner stanowczo potępił "brutalne zabójstwo" Samada i powiedział dziennikarzom, że Stany Zjednoczone nieustannie popierają "naród Bangladeszu w jego walce z ekstremizmem".


Powiedział również, że USA rozważają udzielenie schronienia w ramach programu tzw. humanitarian parole blogerom, którzy są "bezpośrednio zagrożeni" atakami. Humanitarian parole to rzadko stosowany środek, który w awaryjnych sytuacjach umożliwia wwiezienie do USA na określony okres zagrożonej osoby.


Nikt nie przyznał się do zabójstwa Samada, który był zwolennikiem świeckiej Ligi Ludowej z premier Hasiną Wazed na czele. Policja podejrzewa, że powodem ataku były wypowiedzi, w których 28-latek popierał ateizm.

 

PAP