Kwiatkowski i Sagan oderwali się od peletonu na około 30 km przed metą. Zgodnie pracowali i uzyskali ponad 30 sekund przewagi. Grupa pościgowa zmniejszyła stratę, ale dogonić ich już nie zdołała.

 

Polak decydujący atak przypuścił 250 metrów przed metą. Słowak nie był w stanie na niego odpowiedzieć.

 

Trasa wyścigu prowadzi szosami zachodniej Flandrii i najeżona jest kilkunastoma podjazdami. Impreza zaliczana jest do prestiżowego cyklu UCI World Tour od 2012 roku. Na starcie tradycyjnie zgromadziła najlepszych specjalistów od klasyków, na czele z pięciokrotnym triumfatorem w Harelbeke Belgiem Tomem Boonenem oraz Szwajcarem Fabianem Cancellarą, który wygrywał tam trzykrotnie. Do faworytów zaliczany był także Sagan, zwycięzca z 2014 roku.

 

Kwiatkowski kolejny raz pokazał jednak, że i on w tego typu wyścigach jest bardzo groźny. Mistrz świata z 2014 roku w poprzednim sezonie wygrał prestiżowy Amstel Gold Race. Na najniższym stopniu podium stawał natomiast dwa lata temu w Strzale Walońskiej i Liege-Bastogne-Liege.

 

Kwiatkowski: dałem z siebie wszystko

 

25-letni Polak tym samym odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w barwach grupy Sky. Cztery wcześniejsze sezony spędził w belgijskiej ekipie, startującej ostatnio pod nazwą Etixx-Quick Step.

 

- Dałem z siebie wszystko. Współpraca na trasie z Peterem układała się świetnie. Szczerze mówiąc to czułem się dziś bardzo dobrze i nie było dla mnie innej opcji niż wygrać - podkreślił Kwiatkowski.

 

- Pracowaliśmy razem, ale na finiszu nie miałem już energii. Michał po prostu był lepszy. Kolarstwo nie jest skomplikowane. Przez ostatnie dwa kilometry przez radio powtarzano mi w kółko, że muszę jechać mocno, bo wszyscy się zbliżają. No to jechałem, ale na koniec już nie czułem nóg - przyznał Sagan.