Sąd w Doniecku w obwodzie rostowskim na południu Rosji rozpoczął w poniedziałek ogłaszanie wyroku w procesie ukraińskiej lotniczki Nadii Sawczenko. Posiedzenie sądu przebiega przy wzmocnionych środkach bezpieczeństwa.

 

Prokurator żądał dla Sawczenko 23 lat pozbawienia wolności. Sąd stwierdził, że Ukrainka kierowała się motywami nienawiści i wrogości na tle politycznym. Uznał ją również za winną nielegalnego przekroczenia granicy.

 

Sąd orzekł też, że organizatorem zabójstwa dwóch rosyjskich dziennikarzy był dowódca ukraińskiego batalionu Ajdar, Serhij Melnyczuk. Melnyczuk jako dowódca batalionu "zgodnie z opracowanym wcześniej planem kierował przestępstwem i dostarczył Sawczenko wyposażenie" - ogłosił sąd.

 

Sawczenko, zapowiedziała, że po ogłoszeniu  wyroku powróci do tzw. suchej głodówki (nie będzie przyjmowac napojów). Ukrainka nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów i twierdzi, że dowody przeciwko niej sfabrykowano.

 

Uprowadzona do Rosji

 

35-letnia dziś Sawczenko trafiła do niewoli w czerwcu 2014 roku, gdy jako urlopowana porucznik ukraińskiej armii walczyła z prorosyjskimi separatystami w Donbasie w składzie ochotniczego wówczas batalionu Ajdar. Została ujęta, kiedy spieszyła na pomoc rannym ukraińskim żołnierzom.

 

 

Separatyści początkowo przetrzymywali ją w opanowanym przez nich Ługańsku na wschodniej Ukrainie. 8 lipca 2014 r. okazało się, że Sawczenko znalazła się w areszcie śledczym w rosyjskim Woroneżu, ok. 500 kilometrów na południe od Moskwy.

 

Rosjanie: nakierowała ogień moździeży na dziennikarzy

  

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zarzucił Sawczenko naprowadzanie na cel ognia moździerzy, w wyniku czego śmierć ponieśli dwaj dziennikarze państwowej telewizji Rossija. Śledczy utrzymywali, że mają niezbite dowody winy Sawczenko: jej własnoręczne notatki potwierdzające udział w korygowaniu ognia, dane ekspertyzy balistycznej odłamków wydobytych z ciał zabitych oraz zdjęcia satelitarne i materiały wideo z miejsca śmierci dziennikarzy.

 

Sawczenko zaprzeczała w sądzie, by naprowadzała ogień "na ludzi, którzy byli bez broni, nawet jeśli byli wrogami", i twierdziła, że została uprowadzona przez separatystów do Rosji. Jej obrońcy argumentowali, że do ostrzału doszło w czasie, gdy Sawczenko już trafiła do niewoli. Na to według obrony wskazują np. dane z telefonów komórkowych Sawczenko i wskaźnik czasu na nagraniu wideo zrobionym zaraz po jej wzięciu do niewoli.

 

We wrześniu 2014 r. Sawczenko została przewieziona z Woroneża do Moskwy, gdzie trafiła na obserwację psychiatryczną. W październiku tegoż roku rosyjska pozarządowa organizacja Memoriał, broniąca praw człowieka i dokumentująca stalinowskie zbrodnie, uznała ją za więźnia politycznego.

 

Deputowana, "Bohater Ukrainy"

 

 

W tym samym okresie, po wyborach parlamentarnych na Ukrainie, Sawczenko została zarejestrowana jako deputowana do Rady Najwyższej w Kijowie z listy partii Batkiwszczyna byłej premier Julii Tymoszenko. Została także członkinią delegacji Ukrainy do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Pod koniec 2014 r. ogłosiła swoją pierwszą głodówkę, którą prowadziła przez ponad 80 dni.

 

 

W lutym 2015 r., po rozmowach w Mińsku na Białorusi prowadzonych przez przywódców Niemiec, Francji i Rosji i Ukrainy na rzecz rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy, jej prezydent Petro Poroszenko ogłosił, że uzgodniono na nich rychłe uwolnienie wszystkich zakładników, w tym Sawczenko. Rosja niczego takiego nie obiecywała - powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. W marcu ubiegłego roku Poroszenko nadał lotniczce tytuł Bohatera Ukrainy.

 

Współsprawstwo motywowane nienawiścią

 

 

W lipcu 2015 r. Sawczenko została przewieziona z Moskwy do Nowoczerkaska w obwodzie rostowskim na południu Rosji. Jej proces rozpoczął się 30 lipca w rosyjskim Doniecku i natychmiast został odroczony. Posiedzenie sądu odbyło się bez udziału mediów i publiczności. Do sądu przybyli międzynarodowi obserwatorzy - dyplomaci z Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej - nie zostali jednak wpuszczeni na salę rozpraw.

 

 

Ukrainkę oskarżono o "współsprawstwo w zabójstwie dwóch i więcej osób, motywowanym nienawiścią do grupy społecznej i popełnionym przez grupę osób po uprzedniej zmowie". Komitet Śledczy FR zarzucił jej też usiłowanie zabójstwa osób cywilnych, które mogły ucierpieć w wyniku ostrzału artyleryjskiego. Kolejny zarzut to nielegalne przekroczenie granicy.

 

 

W grudniu 2015 r. Sawczenko znów ogłosiła głodówkę. Domagając się uwolnienia, oświadczyła, że będzie ją prowadziła aż do końca procesu. W marcu 2016 r. rosyjski prokurator zażądał dla niej kary 23 lat pozbawienia wolności w kolonii karnej.

 

 

Obrońcy argumentują, że wydarzenia, o udział w których oskarża się Sawczenko, miały miejsce w czasie, kiedy była już ona w niewoli. Według adwokatów wskazują na to dane z telefonów komórkowych Sawczenko. Adwokaci powołują się również na sygnaturę czasu na nagraniu wideo zrobionym zaraz po jej ujęciu.

 

Nie uznaje wyroku, nie będzie się odwoływać

 

 

W upublicznionym przez jej siostrę, Wirę, ostatnim słowie, które zamierzała wygłosić przed sądem, lotniczka zapowiedziała, że nie uzna wyroku w swojej sprawie, a jeśli zostanie skazana - nie będzie się od tego odwoływała.

 

"Absurdalna jest sytuacja, kiedy ci, którzy porywają ludzi, poddają ich torturom, potem jeszcze udają, że mają prawo ich sądzić" - napisała Sawczenko.

 

 

Zapowiedziała, że po ogłoszeniu wyroku będzie kontynuowała prowadzoną od grudnia głodówkę jeszcze przez dziesięć dni, a potem przejdzie na ścisłą głodówkę, tzn. przestanie przyjmować także napoje.

 

"I wtedy Rosja ma nie więcej niż dziesięć dni, żeby odesłać mnie z powrotem na Ukrainę, skąd mnie porwali!" - podkreśliła.

 

 

Na początku marca na Ukrainie odbyły się protesty na rzecz uwolnienia lotniczki; w Kijowie uczestnicy takiej akcji zaatakowali rosyjską ambasadę, obrzucając ją kamieniami, jajkami i farbą. O bezwarunkowe wypuszczenie Sawczenko z aresztu zaapelowali wtedy w liście otwartym do przywódców europejskich znani światowi intelektualiści.

 

 

O uwolnienie Sawczenko upominała się niejednokrotnie Unia Europejska i Stany Zjednoczone. Apelowała o to również Polska. Sprawa Ukrainki była przedmiotem niedawnej rozmowy prezydenta USA Baracka Obamy z Władimirem Putinem.

 

- Jakiekolwiek ingerowanie z zewnątrz w działalność naszych sądów jest niedopuszczalne i niemożliwe - skomentował rzecznik prezydenta Rosji, Pieskow.

 

PAP/fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV