Policjanci nie chcą ujawniać żadnych szczegółów. Przekazanie mężczyzny do Polski musi nastąpić w ciągu 10 dni od wydania przez tamtejszy sąd zgody na jego ekstradycję, nie wcześniej jednak niż po upływie siedmiu dni, bo tyle jest na odwołanie się od tej decyzji. Maltański sąd wydał orzeczenie 18 lutego. Wynika z tego, że ekstradycja może nastąpić w piątek, sobotę lub niedzielę.

 

Według informacji PAP zbliżonych do śledztwa, rozważane były dwie możliwości przywiezienia Kajetana P. - zarówno samolotem rejsowym, jak i wyczarterowanym. Tych informacji nie potwierdza jednak Komenda Główna Policji.  

 

Zapewnić bezpieczeństwo innym pasażerom

 

Konwoje są organizowane zbiorczo lub, jak w przypadku Kajetana P., indywidualnie. - Zgodnie z procedurami policjanci muszą zachować wszelkie środki ostrożności, tak by zapewnić bezpieczeństwo i osobie konwojowanej, i innym pasażerom samolotu - powiedziała Iwona Kuc z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji.

 

W praktyce osoba konwojowana może mieć skute ręce lub być przewożona w tzw. pasie transportowym. Do samolotu wchodzi odrębnym wejściem, zajmuje też, razem z policjantami, określone miejsca. To, jak przebiega konwój, uzależnione jest od sytuacji, w przypadku Kajetana P. będzie miało na to też wpływ duże zainteresowanie m.in. mediów.

 

Jak mówią policjanci, Kajetan P. zostanie przekazany polskim funkcjonariuszom na maltańskim lotnisku. Tam zostanie sprawdzony zarówno on, jak i jego bagaż; z polskimi policjantami Kajetan P. wróci do kraju.

 

Policjanci nie ujawniają też, jaką trasą będą konwojować mężczyznę - czy będzie międzylądowanie, a jeśli tak, to na jakim lotnisku. Nie wiadomo też, czy docelowym lotniskiem będzie port lotniczy w Warszawie.

 

27-letni Kajetan P., pracownik jednej z warszawskich bibliotek, jest podejrzany o to, że na początku lutego zamordował lektorkę języka włoskiego Katarzynę J. Do zbrodni doszło w mieszkaniu kobiety na warszawskiej Woli. Ciało zostało rozczłonkowane, odcięta została głowa. Następnie zwłoki kobiety Kajetan P. przewiózł taksówką do wynajmowanego mieszkania na Żoliborzu, a tam je podpalił. Odkryli je strażacy, wezwani do pożaru.

 

Chciał dostać się do Tunezji

 

Po zabójstwie Kajetan P. uciekł i ukrywał się przez prawie dwa tygodnie. Wystawiono za nim Europejski Nakaz Aresztowania i tzw. czerwoną notę Interpolu, którą poszukiwani są najgroźniejsi przestępcy. Wiadomość o poszukiwanym mężczyźnie trafiła w ten sposób do 190 krajów.

 

Ostatecznie został zatrzymany w ubiegłą środę w stolicy Malty la Valletcie. To był kolejny etap jego ucieczki - z Polski udał się do Niemiec, a stamtąd do Włoch; z Malty próbował przedostać się do Tunezji.

 

W jego poszukiwania zaangażowany był specjalny zespół policjantów - m.in. z zespołu poszukiwań celowych KWP Poznań i ze stołecznej policji oraz CBŚP. Trasa pościgu prowadziła przez Poznań, Berlin i Włochy; sprawdzana była m.in. Bolonia.

 

Chciał uciec do Afryki

 

Ostatecznie P. "wpadł" na dworcu autobusowym, gdy próbował przesiąść się do innego autobusu. Wcześniej był w biurze podróży i tunezyjskim konsulacie, w którym zgłosił zaginięcie paszportu i prosił o pozwolenie na przedostanie się do Tunisu - jak tłumaczył - do polskiej ambasady. Nie wyrażono na to jednak zgody.

  

Dzień po zatrzymaniu maltański sąd wyraził zgodę na przekazanie mężczyzny do Polski. Według maltańskich mediów, w czasie rozprawy Kajetan P. dwukrotnie wyraził na to zgodę. Warszawska prokuratura okręgowa, która prowadził śledztwo ws. zabójstwa, poinformowała dziennikarzy, że mężczyzna nie był na Malcie przesłuchiwany w charakterze świadka. Do tej pory nie spotkał się też z mec. Tadeuszem Wolfowiczem, któremu pełnomocnictwa udzieliła jego rodzina.

 

- Moje pełnomocnictwo na tę chwilę nadal jest pełnomocnictwem wprawdzie ważnym, ale uzależnionym od decyzji podejrzanego w tej sprawie. W momencie pierwszego mojego kontaktu z podejrzanym, może on powiedzieć, że jego decyzja jest inna - powiedział mec. Wolfowicz. Dodał, że do pierwszego spotkania dojdzie w czasie przesłuchania, już w Polsce.

 

Pytany o ewentualne przesłuchanie Kajetana P., prokurator Wojciech Sołdaczuk, zastępujący rzecznika warszawskiej prokuratury okręgowej, powiedział, że uzależnione jest to od działań policji i kwestii technicznych.

 

- Jeśli zostanie przewieziony do Polski w godzinach porannych, to jeszcze tego samego dnia wykonamy z nim czynności. Jeśli będzie to godzina 20, 21 - to prawdopodobnie następnego dnia - powiedział.

 

PAP