Autorzy nowelizacji, posłowie PiS, twierdzą, że wprowadzenie fakultatywnego uznawania map zagrożenia powodziowego oraz ryzyka powodziowego jest przekazaniem właściwym jednostkom samorządu terytorialnego decyzji, co do uwzględnienia informacji z zakresu zarządzania ryzykiem powodziowym w procesie planowania zagospodarowania przestrzennego.


Obowiązek stworzenia map zagrożeń powodzią wymogła unijna dyrektywa powodziowa.

 

"Mapy blokują rozwój kraju" 


- Ten projekt zawiera rzecz, która jest bardzo karygodna i psująca. To jest ten element, jak dobrze rozumiem, dobrej zmiany zwłaszcza dla mieszkańców województw południowej Polski, tam gdzie zjawisko powodzi występuje dużo częściej - mówił o projekcie przed jego nowelizacją przewodniczący sejmowej komisji środowiska Stanisław Gawłowski (PO). Opozycja podkreślała, że tworzone mapy zagrożeń powodziowych miały zapobiegać m.in. budowaniu osiedli na terenach zalewowych.


Projekt krytykowała także Polska Izba Ubezpieczeń zaznaczając, że proponowana zmiana osłabi pozycję samorządów w ewentualnych sporach prawnych z deweloperami czy innymi inwestorami zainteresowanymi - wbrew woli samorządów - zagospodarowaniem terenów zalewowych.


Ministerstwo Środowiska twierdzi, że przez ostatnie kilka lat wydano kilkaset mln zł na sporządzenie map, które zdaniem resortu przygotowane są w niewłaściwy sposób. Dodano, że takie dokumenty szkodzą samorządom i blokują rozwój kraju.

 

Ustawa wejdzie w życie 31 grudnia 2015 r.

 

PAP