Do szkoły podstawowej i gimnazjum w Stawigudzie (woj. warmińsko-mazurskie) Anna Zalewska przyjechała razem z dziećmi autobusem z ośrodka w Rybakach, gdzie od dwóch tygodni mieszkają Polacy sprowadzeni ze wschodniej Ukrainy. Minister towarzyszyła uczniom w drodze do szkoły. - Jeden był smutny, ale przez drogę porozmawialiśmy i już w porządku - mówiła szefowa MEN po wyjściu z autobusu.

                          

Zalewska powiedziała dziennikarzom, że dzieci się trochę denerwują, ale i tak są mniej zdenerwowane niż ich rodzice. Oceniła, że poradzą sobie w polskich szkołach. W zadomowieniu pomogą im polscy uczniowie: każdym z nowych kolegów ma się zaopiekować jeden z miejscowych uczniów. - Chciałam właśnie tym opiekunom podziękować. Powiedzieć, jak ważni są dla nas i dla tych dzieci - podkreśliła Zalewska.

 

Bariera językowa budzi obawy

 

Większość rodziców uczniów z Ukrainy przyznawała, że ich dzieci obawiają się bariery językowej i tego, czy zrozumieją swoich nowych nauczycieli. Dlatego - jak mówili - liczą na pomoc ze strony miejscowych uczniów.

 

Dzieciom repatriantów szkoły zapewnią dodatkowe dwie godziny nauki języka polskiego w tygodniu. W razie potrzeby uczniowie będą mogli korzystać z zajęć wyrównawczych. Zostaną również objęci opieką poradni psychologiczno-pedagogicznej.

 

Trwa okres adaptacyjny

 

W ośrodkach w Rybakach i Łańsku na Warmii mieszka obecnie około 180 osób polskiego pochodzenia, które objęto programem adaptacyjnym przygotowującym do osiedlenia się w Polsce. Przez pół roku maja zapewnione przez rząd miejsca w ośrodkach i całodzienne wyżywienie. W tym czasie mają się zaaklimatyzować, przeprowadzić formalności związane ze stałym pobytem, nauczyć się języka i usamodzielnić.

 

To już druga grupa uchodźców sprowadzonych przez polski rząd ze wschodniej Ukrainy, gdzie trwa konflikt z prorosyjskimi separatystami. Ci, którzy przyjechali w styczniu, znaleźli mieszkania i pracę dzięki wsparciu samorządów i osób prywatnych z całego kraju. Starający się o przyjazd, musieli udokumentować polskie pochodzenie - co najmniej jedna osoba w rodzinie musiała legitymować się tzw. Kartą Polaka.

 

PAP