Piłkarze, trener reprezentacji Joachim Loew, opiekunowie kadry oraz dziennikarze znajdują się nadal w szatni w podziemiach stadionu Stade de France. W okilcach stadionu miały miejsce 3 wybuchy w których zginęło troje ludzi - potwierdził te informacje prezes francuskiego związku piłkarskiego. - Jesteśmy w szoku - powiedział niemiecki szkoleniowiec i dodał - wynik schodzi na drugi plan w obliczu tych wydarzeń.

 

- Wszyscy przebywamy teraz w szatni, czujemy się niepewnie, nie wiadomo, co myśleć. Boimy się, zwłaszcza po porannej ewakuacji naszego hotelu. Teraz sport nie ma żadnego znaczenia. Panuje konsternacja, ale musimy na spokojnie przeanalizować, co dalej robić - powiedział menedżer reprezentacji Niemiec Oliver Bierhoff.

 

Po meczu część kibiców pozostała na stadionie, obawiając się go opuścić. Sporo zeszło z trybun na murawę.

 

Widzowie zostali poproszeni o opuszczenie stadionu przez trzy bramy: północną, południową i zachodnią. Dziennikarze nie mieli możliwości dostać się ani do strefy mieszanej, ani do sali konferencyjnej.

 

Jak pisze dpa, niemiecka reprezentacja wbrew wcześniejszym planom chce jak najszybciej powrócić do Niemiec. Początkowo reprezentacja Niemiec miała pozostać w niedzielę w stolicy Francji. - Musimy się naradzić, co teraz zrobimy - powiedział Loew.

 

Niemieccy piłkarze rano byli ewakuowani z hotelu po telefonie o podłożonej bombie.

 

W wyniku zamachów terrorystycznych w kilku miejscach stolicy Francji w piątek wieczorem śmierć poniosło ponad 100 osób.  Wg AFP na Stade de France cztery osoby zostały zabite, w tym na pewno trzech terrorystów.

 

PAP, REUTERS