Śmierć ciężarnej Weroniki. Rodzina kontra mąż 23-latki
Po trzech latach od tajemniczej śmierci ciężarnej 23-letniej Weroniki sprawa nabiera tempa. Śledztwo przeniesiono do innej prokuratury, ruszyły przesłuchania i pojawiły się nowe wątki. Mąż kobiety pozwał jej matkę i siostrę, żądając pieniędzy za rzekome zniesławienie. W tle wciąż pozostają niewyjaśnione okoliczności śmierci. Materiał "Interwencji".

Pani Weronika z Poznania miała 23 lata, pracowała w jednym z tutejszych urzędów. Była żoną o dwa lata starszego Jakuba - właściciela warsztatu samochodowego. Niebawem miała urodzić syna - Kacperka.
Jest 13 maja 2023 roku. Pani Weronika jest w dziewiątym miesiącu ciąży. W każdej chwili może rozpocząć się poród. O poranku zaczyna jednak dziać się coś bardzo złego.
Tajemnicza śmierć pani Weroniki. "Po prostu leży"
- Poszedłem się wykąpać, nie było mnie z pół godziny maksymalnie. Gdy wszedłem do góry, zobaczyłem, że ona po prostu leży. Była częściowo oparta na łóżku, ale tak jakby się przewróciła, potknęła, ciężko mi to jest opisać - opowiadał dziennikarzom "Interwencji" o żonie pan Jakub, gdy realizowaliśmy poprzedni reportaż na ten temat.
- Biegli z Zakładu Medycyny Sądowej nie stwierdzili żadnych obrażeń czy śladów wskazujących na działanie osób trzecich - podkreślił Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie
- Siostra zmarła w niedzielę wieczorem nie odzyskawszy przytomności. Przez dobę walczyła o życie - dodała Sandra Wróblewska.
Lekarze walczyli też o życie Kacperka. Niestety, mimo cesarskiego cięcia, on również nie przeżył.
Tajemnicze przelewy wzbudziły wątpliwości rodziny
Prokurator Łukasz Wawrzyniak mówi, że bezpośrednią przyczyną zgonu była zakrzepica naczyń płucnych i mózgowych pani Weroniki, która doprowadziła do zatrzymania układu krążeniowo-oddechowego. Biegli nie byli w stanie wskazać, co ją wywołało.
- Córka dwa dni wcześniej robiła bardzo szczegółowe badania. Wszystko było w stu procentach w porządku - zaznaczył Maciej Wróblewski, ojciec pani Weroniki.
To, co wzbudziło wątpliwości bliskich kobiety, to przelewy, jakie wykonała tuż przed śmiercią z aplikacji bankowej w swoim telefonie.
- To przelewy z własnego rachunku bankowego na rachunek męża, wykonane w krótkich odstępach, właśnie mniej więcej w czasie, kiedy miała stracić przytomność - poinformował Zbigniew Krüger, pełnomocnik rodziców pani Weroniki.
- Jeden przelew na 3000 zł, później po tysiącu - dodaje Karolina Wróblewska, matka zmarłej.
Dziennikarze "Interwencji" zapytali o te transakcje pana Jakuba.
- To był ten dzień, kiedy mieliśmy odebrać meble, mieliśmy za nie zapłacić. Może miała limit, nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego zrobiła kilka przelewów - stwierdził.
ZOBACZ: "Interwencja". Oferuje meble i znika z zaliczkami. Tropem stolarza Pawła P.
Reporter: Młoda, zdrowa kobieta wstaje rano, robi panu serię przelewów na pana konto, potem usiłuje zaciągnąć pożyczkę, a na końcu nie wiadomo, dlaczego umiera.
Pan Jakub: Wiem, że to bardzo źle wygląda, ale - do cholery - nie zabiłbym jej dla paru tysięcy. W ogóle bym jej nie zabił za żadne pieniądze, ja chciałem mieć rodzinę - do cholery.
- Gdyby potrzebowali gotówkę na meble, to były pieniądze w domu, bo mieli pieniądze ze ślubu. Ta jego wersja to jest kłamstwo - uważa Sandra Wróblewska, siostra pani Weroniki.
Z telefonu pani Weroniki próbowano zaciągnąć pożyczkę
Z telefonu próbowano również zaciągnąć pożyczkę.
- Nie udało się to, bo trzeba było to potwierdzić, bank poprosił o potwierdzenie tej transakcji przez córkę. A byliśmy wtedy już w szpitalu z Weroniką - opowiadała pani Karolina.
Po naszych publikacjach sąd nakazał prokuraturze wznowienie śledztwa. Kilka miesięcy później zostało ono jednak umorzone po raz kolejny, mimo że do rodziny nieżyjącej kobiety zgłosili się nowi świadkowie.
Patryk Pędziński, były współpracownik męża pani Weroniki przyznał, że dość szybko zaczął on interesować się innymi kobietami.
- I to w czasie, kiedy jeszcze nawet nie było pogrzebu Weroniki. Tydzień do pogrzebu był i on już w tym czasie pisał - stwierdził.
ZOBACZ: "Interwencja". Milionowe długi prezesa. Pracowników zostawił z niczym
A to nie wszystko. Mąż pani Weroniki miał powiedzieć mężczyźnie, że ciąża jest zagrożona.
- Zeznawałem to śledczym, podpisałem - powiedział pan Patryk.
- Jakub już w kwietniu mu to powiedział, że jest ona w szpitalu i musiała podpisać papiery, że grozi jej uduszenie i w razie czego nie mają ratować jej, tylko mają ratować dziecko - dodała Sandra Wróblewska.
- Prokurator zna te zeznania, ocenił je jako nieprzydatne dla ustaleń, nie ma żadnych dowodów, że robił to po to, żeby przygotować się do jakiegoś przestępstwa - tłumaczył Łukasz Wawrzyniak z prokuratury w Poznaniu.
Śledztwo po przeniesieniu nabrało tempa
Kilka miesięcy temu na polecenie Prokuratury Krajowej śledztwo w sprawie śmierci pani Weroniki przeniesiono do innej jednostki. Teraz prowadzi je Prokuratura Okręgowa w Szczecinie.
Bliscy nieżyjącej kobiety twierdzą, że ta zmiana całkowicie odmieniła bieg zdarzeń. Po raz pierwszy od tragedii sprawa nabrała tempa.
ZOBACZ: "Interwencja". Kulisy zbrodni w Starej Wsi. Tajemnice Tadeusza Dudy
- Zostało przesłuchanych trzydzieści osób, w najbliższym czasie zaplanowane są przesłuchania kolejnych kilkunastu osób - informuje Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Materiał wideo możesz obejrzeć TUTAJ.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej