Tragiczny wypadek na autostradzie A1. Sebastian M. zabrał głos
Sebastian M., oskarżony o spowodowanie wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina nie przyznał się do do popełnienia zarzucanych mu czynów. Mężczyzna opisał jak całe zdarzenie wyglądało z jego perspektywy. Stwierdził również, że nie wierzy w bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy, ponieważ od czasu wypadku "nienawidzi go cała Polska".

Proces Sebastiana M. oskarżonego o spowodowanie we wrześniu 2024 r. śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina (rodzice i ich pięcioletni syn) toczy się od października 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.
W czwartek głos zabrał sam oskarżony, który nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i opisał jak całe zdarzenie wyglądało z jego perspektywy.
Sebastian M. nie wierzy w bezstronność prokuratury. "Nienawidzi mnie cała Polska"
Podczas wygłaszania oświadczenia Sebastian M. stwierdził, że od czasu wypadku "nienawidzi go cała Polska". - Zresztą nie tylko mnie, ale także członków mojej rodziny. Politycy obu rządzących w tym czasie frakcji politycznych urządzali konferencje na mój temat. Deklarowali, że za wszelką cenę, osobistymi staraniami ściągną mnie do kraju oraz ogłaszali mnie publicznie winnym zarzucanego mi czynu w niewybrednych słowach - powiedział M.
ZOBACZ: "To potęguje nasze cierpienie". Rodzina ofiar wypadku na A1 zabiera głos
Według niego ta sytuacja utrzymuje się do dzisiaj. - Politycy, dziennikarze, internauci nazywają mnie mordercą, domagając się dla mnie kary nawet znacznie surowszej niż ta przewidziana w kodeksie karnym za zarzucany mi czyn zabroniony - wyjaśnił.
Z związku z tym stwierdził, że nie wierzy w "bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy". Mówiąc o samym wypadku Sebastian M. przekonywał, że na pewno nie jechał z prędkością zbliżoną do 300 km/h.
Zapewniał również, że starał się pomóc poszkodowanym. - Gdy wysiadłem z auta zobaczyłem słup ognia, wziąłem gaśnicę i podałem Patrykowi (pasażer samochodu Sebastiana M.), żeby pobiegł do drugiego auta, sam zostałem przy Arku (drugi pasażer), który powoli odzyskiwał świadomość. (...) Przy drugim samochodzie widziałem dwa pojazdy, ludzie szybko się zatrzymywali i próbowali ugasić pożar, ale ogień był zbyt silny - opisywał.
Sebastian M. zaprzecza, że uciekł z kraju. "Nie miałem takiego zamiaru"
Oskarżony mówił, że obecny na miejscu zdarzenia strażak kazał jemu i pasażerom przejść za bariery autostrady, usiąść i oprzeć się o ekrany energochłonne. - Stałem, nie mogłem usiąść. Po jakimś czasie przyjechały karetki pogotowia. Sam odmówiłem pomocy - przekonywał.
Przypomniał również, że po przyjeździe na miejsce wypadku policji został sprawdzony pod kątem trzeźwości i miał wynik negatywny.
ZOBACZ: Tragiczny wypadek na A1. Sebastian M. podważa opinię biegłych
M. zapewniał również, że jego wyjazd do Dubaju nie był ucieczką z kraju. - Wyjechałem w wiele miesięcy wcześniej zaplanowanych celach firmowych. Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru - stwierdził.
- Wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia, więc nie czułem się winny śmierci tych osób. Samo zdarzenie było dla mnie ogromną tragedią, nie było mi obojętne. Miałem dwa wyjścia: zamknąć się na świat i myśleć o tym, co się stało, czytając jednocześnie co ludzie piszą na mój temat (...) albo wyprzeć te myśli i realizować obowiązki zawodowe - dodał.
Tragiczny wypadek na autostradzie A1. Zginęła trzyosobowa rodzina
Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne, a następnie stanęła w płomieniach.
Jadąca autem rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn – zginęła na miejscu. Według ustaleń biegłych w trakcie śledztwa auto Sebastiana M. w dniu wypadku jechało autostradą A1 z prędkością co najmniej 315 km/godz.
Oskarżony w maju 2025 r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd wyjechał po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej