"Przez to można przegrać wybory". Ryszard Petru ostrzega koalicję

Polska

- Nie możemy doprowadzić do tego, że urzędnik zacznie kontrolować biznes w Polsce - mówił Ryszard Petru w programie "Polityczny WF z gościem" reagując na reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Podkreślał, że przyjęcie projektu może doprowadzić nawet do przegranych wyborów. Ostrzegł też przed zbyt "socjalistycznymi" rozwiązaniami wobec pracowników i potencjalną utratą 200 tys. miejsc pracy.

Czterech mężczyzn w garniturach siedzi przy okrągłym stole w studiu telewizyjnym. Na tle ekran z napisem "Politycy WF".
Ryszard Petru w programie "Polityczny WF z gościem"

Pod koniec lutego Sejm rozpoczął pracę nad nową wersją projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Rządowa propozycja zakłada przede wszystkim przyznanie PIP uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej. Od decyzji inspektora będzie można odwołać się do sądu pracy, który w założeniu ma rozpoznać sprawę w przyspieszonym trybie.

 

- Nikt nie jest za tym, aby nadużywać prawa, ale naprawdę, na Boga, nie możemy doprowadzić do tego, że urzędnik zacznie kontrolować biznes w Polsce. Nie może być sytuacji, że urzędnicy wchodzą do jednej firmy, wrzucają wszystkim umowę o pracę, a do innych nie zdążą wejść. Ta firma, która ma umowę o pracę zamiast B2B, przegrywa z tymi, do których urzędnik PIP-u jeszcze nie wszedł - komentował programie Polsat News i Interii Ryszard Petru.

 

Marcin Fijołek przypominał, że w programie "Graffiti" minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zapewniała, że w sprawie reformy PIP-u panuje zgoda w koalicji rządowej.

 

- Są możliwe jeszcze poprawki. Są dwie kwestie, które wydaje mi się, że są słabe w tej ustawie. Po pierwsze nikt nie pyta pracownika - w tej ustawie nie ma czegoś takiego jak wola pracownika. Jest coś takiego, jak wolność relacji biznesowych. Jeżeli pracownik naprawdę chce być na B2B, to dlaczego ma nie być? - odpowiadał Petru.

Ryszard Petru o reformie PiP: Urzędnik nie rozumie biznesu

Gość programu dodał, że w "trzech czwartych przypadków Państwowa Inspekcja Pracy przegrywała w sądach pracy".

 

- Ja mam pewną obawę, że urzędnik nigdy do końca nie zrozumie biznesu. Jest taka zabawna, ale prawdziwa wypowiedź posła Artura Łąckiego (…): Przedsiębiorca nie przychodzi o 17 do domu i nie siada do kolacji, tylko siada do faktur. Zajmuje się biznesem codziennie wieczorem, również w weekend. To jest ryzyko, które ponosi i nie ma pewności, czy w kolejnym miesiącu wpłyną mu pieniądze - stwierdził poseł.

 

ZOBACZ: Wniosek o wotum nieufności wobec ministra rolnictwa. Sejm zdecydował

 

Według Petru przyjęcie reformy o PIP w obecnej formule może doprowadzić do utraty elektoratu przez Koalicję 15 Października.

 

- Przez to można przegrać wybory. Mówię wprost, jak to widzę. Nasza rola jest taka, żeby o tym mówić, sugerować rozwiązania. Rozumiem, że idziemy na kompromis, że to jest wpisane w KPO, w kamienie milowe. Mam oczywiście pretensje, że zostało to wpisane w taki sposób, a nie inny przez dwie panie ministry. Ale to się już stało. Podkreślam dwie rzeczy: Zbyt daleko idąca władza urzędnicza i brak stanowiska osoby, która taką formę woli - dodawał.

 

Ryszard Petru w programie "Polityczny WF z gościem"

 

Może zniknąć do 200 tys. miejsc pracy. "Wynoszą się do Rumunii i Bułgarii"

Podczas programu Petru wskazywał też powód rosnącego bezrobocia w Polsce. Według posła Centrum to wynik utraty miejsc pracy w usługach wspólnych tzw. shared services.

 

- One (firmy - red.) się wynoszą do innych krajów. Dlaczego? Bo wzrost płacy minimalnej w Polsce był tak duży, że wynagrodzenia polskich pracowników stały się na tyle wysokie, że nieopłacalne. Lepiej to zrobić w Rumunii czy Bułgarii niż w Polsce - argumentował poseł.

 

ZOBACZ: Nowy klub w Sejmie. Rozpad Polski 2050 stał się faktem

 

- Szacuje się, że może zniknąć od 100 tys. do 200 tys. miejsc pracy w wyniku socjalistycznego podejścia niektórych rozwiązań, które uderzają w pracowników - argumentował.

 

Na uwagę Piotra Witwickiego, że poseł mówi o pracy na minimalnej pensji, Petru wyjaśnił, że chodzi mu o indeksowanie płacy minimalnej i przypadek, w którym pracownik zarabia kilkakrotność tej kwoty.

 

- Każdy wzrost płacy minimalnej powoduje, że pozostałe wynagrodzenia też rosną. Przy shared services nikt nie pracuje na płacy minimalnej. Ale przy pewnych poziomach to się po prostu nie opłaca i biznes się przenosi.

 

Poseł ocenił też, że zbyt "socjalna polityka" ostatecznie doprowadzi do wzrostów kosztów pracy, który spowoduje ubytki w wielu miejscach pracy i daleko idącą robotyzację.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Paweł Basiak / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie