Nowa luksusowa przyczepa pełna wilgoci. Właściciele walczą z serwisem
Pan Hubert kupił za 220 tys. zł nową przyczepę kempingową, gdzie urządził mobilne biuro firmy. W środku - za sprawą źle zamontowanego brodzika - po kilku miesiącach pojawił się jednak nieprzyjemny zapach. Serwis najpierw zgodził się wymienić całą podłogę, lecz po kilku miesiącach zmienił zdanie. Właściciel ocenia straty przedsiębiorstwa na około 100 tysięcy. Materiał "Interwencji".

W kwietniu ubiegłego roku pan Hubert z Grodziska Mazowieckiego kupił przyczepę kempingową. Miała służyć jako mobilne biuro jego firmy. - Prowadzimy firmę, która ma bardzo wielu klientów za granicą i pojawił się pomysł zakupu takiej przyczepy. Często jeździmy w delegacje i obsługujemy w różnych krajach naszych klientów – wyjaśniła Anna Kornak, żona pana Huberta.
- Ta przyczepa jest mobilnym biurem. Jeździmy tą przyczepą z pracownikami, tam mamy zainstalowane komputery, całą infrastrukturę – stwierdził Hubert Kornak.
Problem z mobilnym biurem w przyczepie. Winny brodzik
Przyczepa była nowa i kosztowała 220 tysięcy złotych. Niestety już po pięciu miesiącach pojawił się dość poważny problem. - Podczas użytkowania co jakiś czas czuliśmy, że co kilka dni z niej śmierdziało. I nie wiedzieliśmy, czy to jest problem bojlera, czy inny - opowiadała Anna Kornak.
- 24 września odstawiliśmy przyczepę. Diagnoza była taka, że rzeczywiście brodzik od prysznica jest pęknięty i do momentu, kiedy została wychwycona ta usterka, woda systematycznie kapała w podłogę. Serwisanci z warszawskiego centrum caravaningu w porozumieniu z Adrią Słowenia ustalili, że przy takiej usterce nie można tego naprawiać, tylko trzeba całą podłogę wymienić, dlatego że podłoga jest elementem konstrukcyjnym - powiedział Hubert Kornak.
Jak wyjaśnił, "na tym opiera się cała przyczepa: ściany, szafy, łóżka". - Jeżeli tam jest woda, to zaraz zacznie się tam pojawiać grzyb, pleśń – uzupełnił przedsiębiorca.
2 października małżeństwo poinformowano, że Adria Słowenia zaakceptowała wymianę podłogi w przyczepie. - Zostaliśmy poinformowani i na to się zgodziliśmy, że ok, możemy poczekać do końca roku, żeby centrum caravaningu zorganizowało wymianę podłogi. Musimy na ten czas wynajmować przyczepę. Płacimy 3 tys. zł leasingu i dodatkowo płacimy 10 tys. za wynajem przyczepy - wskazał pan Hubert.
Miała być nowa podłoga, ale z serwisu przyszło pismo
Termin naprawy nie został dotrzymany. Dopiero pod koniec stycznia pan Hubert otrzymał pismo z serwisu. - 24 stycznia otrzymaliśmy informację, że podłoga nie zostanie wymieniona i że zostanie punktowo osuszona - opowiadał.
Reporterzy "Interwencji" udali się do serwisu, w którym stoi przyczepa. - Zapraszam, tędy przez wiele miesięcy wlewała się woda. W środku ta podłoga jest zalana. Ona się składa z kilku warstw. Na dole jest wodoodporna sklejka, w środku jest styropian, drewno konstrukcyjne, które już zbutwiało, które jest namoczone, gdzie mamy grzyba i pleśń, która się tworzy - nadmienił w rozmowie z "Interwencją".
Po chwili do pana Huberta i dziennikarzy Polsatu dołączył kierownik serwisu:
Reporter "Interwencji": We wrześniu powiedzieliście, że podłogę należy wymienić. Są dokumenty na to z pana podpisem. I teraz się okazuje, że tego jednak nie zamierzacie robić. Po pół roku trzymania tego sprzętu, po bardzo wymiernych stratach, bo to już jest w okolicy 100 tysięcy, czyli połowa wartości tej przyczepy, oznajmiacie nagle, że nie będziecie tego wymieniać? To jest mało poważne. Przyczepa służy do ich pracy, zarobku.
Kierownik: Wszystko rozumiem. Niestety, nic więcej nie mogę zrobić, niż odesłać do pana Jabłońskiego, dyrektora do spraw technicznych.
ZOBACZ: Zapadł wyrok. "Interwencja" pomogła rozwiązać śledztwo
Sytuacja jest więc taka, że autoryzowany serwis zamiast wymieniać, jednak chce osuszyć podłogę. Pan Hubert powołał więc biegłego, który wydał jednoznaczną opinię. Czytamy w niej m.in.: "Osuszenie zalanej podłogi o opisanej konstrukcji nie jest możliwe bez wykonania czynności niszczących poszczególnych elementów konstrukcji".
Dyrektor techniczny twierdzi z kolei, że podłoga w ogóle nigdy nie była zawilgocona.
- Na samym początku była wersja wymiany podłogi. Został złożony wniosek do Adrii. Wniosek został zaakceptowany. Niestety później okazało się, że został wykonany błędny pomiar wilgotności. No i na podstawie tego błędnego pomiaru ten wniosek został sporządzony - przekazał Jan Jabłoński, dyrektor techniczny firmy Elcamp, dystrybutora przyczep.
- Podejrzewam, że nie chcą tego robić, bo musieliby wymienić całą przyczepę. Nie da się wymienić poza fabryką samej podłogi – ocenił pan Hubert.
Materiał wideo "Interwencji" zobaczysz tutaj.
Minął termin naprawy. Właściciele szacują straty na 100 tysięcy złotych
- Mamy towar, który został wyprodukowany za granicą i skoro teraz coś takiego się dzieje, no to ten sprzedawca, dealer, musi się niestety zwrócić do producenta. I tu się zaczynają schody. Ta przyczepa musiałaby wrócić na produkcję. Tam powinna być rozebrana, bo to trzeba wszystko wyjąć - ocenił Piotr Wiśniewski, ekspert caravaningowy.
- Tutaj nie ma co nawet się wypierać. Na pewno chcemy zrekompensować ten okres braku użytkowania przyczepy i chcemy przeprosić za zaistniałą sytuację. Najlepiej byłoby się spotkać w tej przyczepie, żeby klient stwierdził, jak to wygląda - przekazał Jan Jabłoński, dyrektor techniczny firmy Elcamp.
ZOBACZ: "Interwencja". Oferuje meble i znika z zaliczkami. Tropem stolarza Pawła P.
- Wiele rzeczy można przedyskutować i ustalić, natomiast musi być jakaś rozmowa. Oni nie odpowiadają na maile, nie odpowiadają na pisma od prawnika lub odpowiadają, że ich to nie interesuje i to nie jest ich sprawa. Więc zero profesjonalizmu, zero jakiejkolwiek rozmowy - stwierdziła Anna Kornak.
- Minął już termin, nie jest wada usunięta, nie jest przyczepa naprawiona. Po wielu miesiącach, kiedy ten stan ma miejsce, na dobrą sprawę jedynym rozwiązaniem jest wymiana przyczepy na nową. W przypadku sporu decydować będzie przede wszystkim opinia rzeczoznawcy, a ta mówi, że przyczepa w takim stanie, w jakim się obecnie znajduje, nie nadaje się do użytku takiego, do jakiego jest przeznaczona – uważa radca prawny Janusz Krakowiak.
Dotychczasowe straty państwa Kornaków to około 100 tys. zł. Małżeństwo zapowiada walkę przed sądem. - Na razie mamy ponad cztery miesiące i jesteśmy z kwotą blisko 100 tysięcy zł straty. To dla naszego biznesu dotkliwy cios. Będziemy wnioskować o wymianę przyczepy na wolną od wad – podsumowali państwo Kornakowie.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej