Dramat Polki z trojgiem dzieci. Została osadzona wśród kryminalistek
Dzieci pani Natalii urodziły się i wychowały w USA. Sześć lat temu kobieta, za zgodą męża, wyjechała z nimi do Polski. Mąż miał do nich dołączyć, jednak zmienił zdanie i powiadomił prokuratora o porwaniu dzieci. W listopadzie pani Natalia została zatrzymana w Niemczech. Kobieta spędziła trzy miesiące w więzieniu. Teraz zdecydowała się opowiedzieć reporterom "Interwencji" o tym, co przeżyła.

W listopadzie pokazaliśmy państwu w "Interwencji" historię pani Natalii. Razem ze swoją mamą i trojgiem dzieci wybrała się na wycieczkę do Berlina do cyrku. Na granicy została zatrzymana i trafiła do niemieckiego więzienia, a jej dzieci do specjalnego ośrodka dla młodzieży.
- Obce środowisko, język niemiecki wokół, nie wiedzą dokąd jadą, nie wiedzą co się z mamą dzieje. Gdzie mama pojechała? Martwią się o tę mamę strasznie, nie mają żadnej informacji, mama nie może do nich zadzwonić - mówi pani Maria, babcia dzieci.
Matka trojga dzieci zatrzymana. Mąż oskarżył ją o porwanie
Do zatrzymania pani Natalii doszło na skutek wydania międzynarodowego listu gończego przez prokuraturę w Kalifornii. Kobieta została oskarżona o uprowadzenie trojga swoich dzieci, których ojcem jest jej mąż - mieszkający w USA obywatel Mali.
- Wszystko skomplikowało się, kiedy urodziło nam się dziecko z niepełnosprawnością. No i mąż nie potrafił się do tego dostosować. Wtedy zaczęło się już coś psuć. Nie mogłam liczyć na jego wsparcie. Potem się pojawiło drugie dziecko, trzecie dziecko. Przyszła pandemia, no i się okazało, że to nie wychodzi. I doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie dla dzieci, jeżeli ja pojadę do Polski, gdzie będę miała wsparcie rodziców - mówi pani Natalia.
- Postanowili, że ona przyjedzie pierwsza z dziećmi, on potem dojedzie - mówi matka kobiety.
Reporter "Interwencji": Czemu nie przyjechał?
Pani Maria: Zmienił zdanie i potem zaczął się domagać powrotu dzieci.
ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie
- Mając zgodę ojca na przebywanie na terenie Polski, postanowiła zostać w Polsce. Sąd Polski nie zgodził się na wydanie pani Natalii władzom amerykańskim - mówi mec. Michał Lizak, pełnomocnik pani Natalii.
Mąż pani Natalii nie ma sobie nic do zarzucenia
Mąż pani Natalii doskonale wie, że jego żona i dzieci zostali zatrzymani w wyniku jego działań. W każdej chwili, na jego wniosek, dzieci mogły zostać oddane babci, ale takiego wniosku z jego strony nie było. Reporterom "Interwencji" udało się z nim porozmawiać przed niemieckim ośrodkiem, gdzie trzymano dzieci.
Reporter "Interwencji": Czy myśli pan, że lepiej, żeby dzieci przebywały tutaj niż żeby poszły do babci?
Ojciec: Nie mam odpowiedzi na to. Mam nadzieję, że pan rozumie, że przyjechałem z Ameryki, żeby tu być. To nie jest sytuacja, w której ktokolwiek chce być.
Reporter: Ale dzieci? Są tu trzy tygodnie.
Ojciec: Nie wiem, co się będzie działo jutro. Nie mieszkam w Polsce. Troje nastolatków? Pomyśl o tym, jak babcia może się z nimi zająć. To wszystko, co mam do powiedzenia.
Rodzina i przyjaciele pani Natalii starali się jej pomóc wszelkimi sposobami. Między innymi organizując pikietę podczas wizyty w Szczecinie szefa MSZ, Radosława Sikorskiego.
ZOBACZ: "Interwencja". Oferuje meble i znika z zaliczkami. Tropem stolarza Pawła P.
Przełom nastąpił dopiero 22 stycznia. To właśnie wtedy strona amerykańska wycofała nakaz aresztowania pani Natalii. Tego samego dnia również niemiecki sąd uznał, że jej dzieci nie polecą z ojcem do USA, tylko wrócą z mamą do domu.
- 83 dni. Moim zdaniem to, co się wydarzyło, to jest jakiś cud, że my mieliśmy rozprawy dwie w tym samym dniu i wyszliśmy. To w ogóle był jakiś cud, bo to było nie do przewidzenia, nie do zaplanowania, że ja z dziećmi tego samego dnia wyszliśmy - mówi kobieta.
Trzy miesiące w więzieniu. "Nachodzą mnie ataki paniki"
Pani Natalia na co dzień jest wykładowcą na Uniwersytecie Szczecińskim i tłumaczem przysięgłym. Trzy miesiące w więzieniu bez wątpienia będzie dla niej traumą na całe życie. Z dziećmi zatrzymanymi przez Jugendamt mogła porozmawiać po trzech tygodniach pobytu w areszcie.
- To wyglądało tak, jak na filmach amerykańskich - klatka schodowa po środku i schodzenie w dół, w dół, w dół, do samej piwnicy. Wyszliśmy na spacer. Ja tam wyszłam płacząc i tam jakaś Polka mnie przywitała. Ona zaczęła mi opowiadać o tym, kto tu siedzi, kto tu jest obok, co zrobił. To były dziewczyny, które były tam na dożywocie za różne rzeczy, za morderstwa, dzieciobójczynie - relacjonuje.
- Dzieci mnie pytały: "Mamusiu, a ciebie tam biją? A ktoś ci pierze ciuchy, a w czym chodzisz? A co jesz? Ty i tak masz gorzej, bo ty jesteś sama, a my nie jesteśmy same. I mamo, już nigdy nie będę dla ciebie niedobry". Także gdzieś te dzieci się same winiły, to po prostu tragiczne. Żadne dziecko nie powinno przez coś takiego przechodzić, żeby czuć poczucie winy i się martwić o rodzica w ten sposób - mówi pani Natalia.
- Bulwersującym, bo to jest chyba adekwatne słowo, jest to, że ta cała procedura trwała trzy miesiące. Instytucje polskie, w tym konsulat, uaktywniły się dopiero po trzech tygodniach spędzenia przez panią Natalię w areszcie. I to też, jak tutaj wykazała ta koincydencja czasowa, w momencie, kiedy opublikowany został materiał w państwa stacji, w Polsacie - mówi pełnomocnik kobiety.
ZOBACZ: "Interwencja". Milionowe długi prezesa. Pracowników zostawił z niczym
Niestety w tej chwili kobieta dalej nie jest w stanie ustalić, czy może i czy kiedykolwiek jeszcze będzie mogła bezpiecznie wyjechać z Polski.
- Tam w tym więzieniu różne miałam stany emocjonalne i psychiczne. I teraz też czuję, że nachodzą mnie, szczególnie w nocy, ataki paniki. Dalej nie wiem, co się będzie działo, bo ta sprawa nie jest zakończona - mówi.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej