Kolejne schronisko pod lupą służb. Psy miały mieszkać w zimnie, bez wody i jedzenia
"Prokurator z Prokuratury Rejonowej w Mińsku Mazowieckim wszczął śledztwo w sprawie znęcania się nad 212 psami oraz 16 kotami w schronisku w Kuflewie", do którego miało trafić 30 psów z Sobolewa - poinformowała Prokuratura Okręgowa w Siedlcach. Zawiadomienie w sprawie "Pogotowia dla zwierząt" złożył Powiatowy Lekarz Weterynarii. Wykryto tam szereg nieprawidłowości, w tym brak karmy i wody.

Informacje w sprawie schroniska "Pogotowie dla zwierząt" w miejscowości Kuflew na Mazowszu przekazał w czwartek Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Siedlcach. Jak czytamy w komunikacie na Facebooku, istnieje podejrzenie, że placówka działa nielegalnie. "Powyższa działalność (...) nie była zgłoszona do rejestru Powiatowego Lekarza Weterynarii w Mińsku Mazowieckim i nie znajduje się pod nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej" - wskazano.
Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Siedlcach wskazał także, że w "nielegalnym schronisku" w wyniku kontroli przeprowadzonej przez Powiatowy Lekarz Weterynarii w Mińsku Mazowieckim wykryto "szereg nieprawidłowości".
W komunikacie Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Siedlcach poinformowano, że o sytuacji została powiadomiona prokuratura. W piątek po godz. 11 informacje w tej sprawie oficjalnie potwierdziła Prokuratura Okręgowa w Siedlcach, wskazując, że "prokurator z Prokuratury Rejonowej w Mińsku Mazowieckim wszczął dziś śledztwo w sprawie znęcania się nad 212 psami oraz 16 kotami w schronisku w Kuflewie".
W piątek w schronisku pojawili się policjanci. - W związku z wpłynięciem zawiadomienia prokurator zaplanował w dniu dzisiejszym czynności procesowe. Policjanci wykonują je na pod nadzorem prokuratora - powiedziała PAP oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Mińsku Mazowieckim st. sierż. Paula Antolak.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformowało w piątek, że czynności prowadzone na posesji w Kuflewie miały na celu ustalenie, czy sposób utrzymywania zwierząt spełnia wymagania określone w obowiązujących przepisach oraz czy skala i sposób działania pozostają zgodne z prawem. W trakcie prowadzonych czynności sprawdzana była m.in. wielkość kojców, dostęp zwierząt do wody oraz zabezpieczenie przed niskimi temperaturami. Kontrola wykazała m.in. zbyt małe kojce.
Nieprawidłowości w kolejnym schronisku dla zwierząt? Placówka wyjaśnia
"Pogotowie dla zwierząt" odniosło się do tych zarzutów, wskazując, że zastrzeżenia Inspekcji Weterynaryjnej dotyczyły "głównie" tego, że w Kuflewie "prowadzone jest schronisko dla bezdomnych zwierząt", mimo że w rzeczywistości "nie przebywają" tam zwierzęta bezdomne. Jak tłumaczy placówka, wolontariusze zajmują się tymi psami i kotami, które zostały zabrane od ludzi prywatnych w wyniku interwencji.
"Wszystkie zwierzęta znajdujące się w azylu są leczone i zadbane, wszystkie mają dostęp do wody, wszystkie są codziennie wyprowadzane na spacery i na wybiegi" - czytamy w komunikacie. - "Obecnie mamy pod opieką około 200 psów i 20 kotów. Azyl jest miejscem otwartym - wszystkich wpuszczamy. Współpracuje z nami około stu wolontariuszy, którzy w ciągu tygodnia przyjeżdżają do nas na wolontariat. Nie mamy nic do ukrycia" - podkreślił mazowiecki azyl dla zwierząt w poście na Facebooku.
ZOBACZ: Nadchodzą potężne mrozy. Schronisko w Krakowie apeluje o pomoc
Do wpisu dołączone zostało także nagranie, w którym wyjaśniono, że choć pomieszczenia, w których przebywają zwierzęta, mogą nie wyglądać na zadbane, to w rzeczywistości jest w nich ciepło i są regularnie sprzątane. - Nie mamy złotych klamek, nie mamy boazerii łatwo zmywalnej na ścianach czy kafelek. Mamy wiele pomieszczeń, w których przebywają psy i które są ogrzewane. Być może ściany tych pomieszczeń są odrapane, ale zwierzęta mają naprawdę dobre warunki - powiedział przedstawiciel "Pogotowia dla zwierząt".
Psy miały mieszkać w zimnie, bez dostępu do wody i karmy. "Pogotowie dla zwierząt" odpowiada
Na nagraniu poinformowano także, że placówka posiada osobne pomieszczenia przeznaczone dla zwierząt niedawno odebranych z interwencji oraz dla tych, które są w trakcie leczenia lub po zabiegach kastracji albo sterylizacji. - Te zwierzęta znajdują się w ogrzewanych domkach oraz kontenerach mieszkalno-biurowych. W tych warunkach funkcjonujemy od długiego czasu i nigdy wcześniej nie było co do tego zastrzeżeń - wskazano.
Przedstawiciel "Pogotowia dla zwierząt" wyjaśnił, że faktycznie przeprowadzona kontrola wykazała, że na terenie azylu znajduje się "kilka nieocieplonych bud", które jednak były wypełnione słomą. Placówka jest w trakcie wymieniania ich na budy z ociepleniem. Mężczyzna wskazał również, że wszystkie zwierzęta mają dostęp do wody, która "dolewana jest przez cały dzień na bieżąco". - W tych boksach, gdzie nie było wody, przebywają owczarki belgijskie - psy pracujące, które tę wodę non stop wylewają i mają dolewane co dwie godziny lub co godzinę.
ZOBACZ: Schronisko w Sobolewie zamknięte. Premier: Nie będzie taryfy ulgowej
- Podobnie nieprawdziwe są zarzuty dotyczące karmienia zwierząt. Posiadamy dwa magazyny karmy suchej, łącznie około dwóch ton karmy, którą na bieżąco skarmiamy wszystkie psy w azylu. Karma jest pełnowartościowa i w terminie. Dodatkowo dokupujemy mięso z magazynów drobiarskich, około 500 kilogramów tygodniowo, które mielimy i dodajemy do tej karmy suchej, żeby była bardziej wartościowa - poinformowano na nagraniu, wskazując również, że część zwierząt dostaje leki, które nie są przeterminowane.
Jeden z zarzutów dotyczył także tego, "jakoby w azylu ujawniono kilkaset kilogramów zwłok zwierząt". - W azylu posiadamy kilka składni zwłok, które są przechowywane w pomieszczeniach gospodarczych. Przechowujemy tam zwierzęta, które są martwe, które są zabezpieczane podczas interwencji, w szczególności psy, które są dowodami rzeczowymi w sprawach karnych. Mamy te psy przekazane przez prokuraturę, policję, jadą na sekcje zwłok.
- Przykładem są interwencje w Józefowie pod Otwockiem, gdzie odebraliśmy 20 psów żywych, ale również psy martwe, z którymi policja nie mogła postąpić inaczej, jak tylko je zabezpieczyć. My je zabraliśmy i trzymamy je w chłodni do dzisiaj. Te zwierzęta są zamrożone, oczekują na zlecenie sekcji zwłok przez organy procesowe. To nie są nasze postępowania, my tylko udostępniamy miejsce - wskazał mężczyzna, informując, że "Pogotowie dla zwierząt" nie ukrywa, że posiada chłodnie.
Kolejne schronisko pod lupą służb. Niedawno zamknięto placówkę w Sobolewie
Sprawa "Pogotowia dla zwierząt" będzie dalej wyjaśniana. Wolontariusze z azylu przejęli psy, które wcześniej znajdowały się w schronisku "Happy Dog" w Sobolewie. Ta placówka została z kolei zamknięta pod koniec stycznia z uwagi na sygnały, że przebywające tam zwierzęta padły ofiarą przestępstwa.
Jak informował wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski, w schronisku w Sobolewie przebywało około 180 psów. Placówka znajdowała się na gruncie należącym do gminy. Dzierżawca Marian D. został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Proces w tej sprawie trwa od wielu lat. Mieszkańcy Sobolewa i lokalni aktywiści od dawna zwracali uwagę na to, że psy przejęte przez "Happy Dog" były m.in. wygłodzone.
ZOBACZ: Wszystkie psy opuściły schronisko w Sobolewie. Gdzie trafiły?
Działania związane z inspekcją schronisk rozpoczęły się po opublikowaniu przez piosenkarkę Dorotę "Dodę" Rabczewską nagrania, w którym opisywała dramatyczne warunki, w których muszą przebywać zwierzęta w jednym z tego rodzaju obiektów umiejscowionych w Bytomiu. Na nagraniu są też jej rozmowy z prezydentem miasta i kobietą, która zarządza placówką. Rabczewska apelowała też do państwowych służb o weryfikację wydatków schroniska w Bytomiu.
- Do głowy by mi nie przyszło, że schroniska są tak dobrym biznesem dla niektórych przedsiębiorców, taką pralnią pieniędzy z takimi układami politycznymi, taką zasłoną dymną i taką mordownią zwierząt, która jest zasłonięta płaszczykiem kochania zwierzątek, płakania na zawołanie i nakręcania zrzutek przez naiwnych ludzi, którzy inwestują w prywatne dobra przedsiębiorców takie jak jacuzzi, garaże, domy, wakacje, a nic nie idzie na zwierzęta - mówiła wokalistka.
O sytuacji Rabczewska opowiadała też na antenie Polsat News w "Debacie Gozdyry". - Prawo chroni przedsiębiorców, którzy korzystają z tego, że schroniska mogą być prywatyzowane i każdy przedsiębiorca, który ma gdzieś dobro zwierząt, tylko interes, jak sama nazwa wskazuje, podchodzi do przetargu, dzięki wójtowi wygrywa i zaczyna się interes - mówiła.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej