Wypadek na poligonie. Żołnierka WOT walczy z wojskiem o odszkodowanie 

Polska

Marzenie o mundurze zamieniło się w walkę o przetrwanie. Aneta Iwańska po wypadku na poligonie WOT została bez środków do życia. Choć jest niezdolna do pracy, wojsko odmawia odszkodowania za endoprotezę, zrzucając winę na wagę żołnierki. - W momencie, kiedy coś się dzieje w wojsku człowiek zostaje sam sobie porzucony i nikt się tą osobą nie interesuje - opowiada kobieta. Materiał "Interwencji".

Kobieta w mundurze wojskowym i ta sama kobieta używająca kul ortopedycznych
Interwencja
Żołnierka WOT walczy o odszkodowanie po wypadku na poligonie

- To jest nieprawdopodobne, że tak się traktuje żołnierzy - mówi nam Aneta Iwańska. Jej historia zaczyna się od chęci kontynuowania rodzinnych tradycji. Dla wojska porzuciła pracę, później jednak swoją decyzję przypłaciła zdrowiem i rozczarowaniem.

 

Sześć lat temu 46-letnia wówczas pani Aneta z Kielc pracowała w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego. Jej życie zmieniło się jednak w koszmar, kiedy zdecydowała się zostać żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

- Prowadziłam działalność gospodarczą, pracowałam w urzędzie. Sprawowałam kontrolę nadzorczą nad instytucjami, które były pode mną. Prowadziłam stowarzyszenie, byłam czynną osobą w społecznych działaniach. Dodatkowo jeszcze organizowałam różnego rodzaju zbiórki żywności i inne pomoce dla osób potrzebujących - opowiada Aneta Iwańska.

 

Jej przyjaciel Konrad Górnicki dodaje: - Prowadziła też warsztat samochodowy. Aneta jest pracowita, przede wszystkim działała społecznie, jak i w różnych instytucjach.

Wypadek na poligonie. Żołnierka WOT walczy z wojskiem o odszkodowanie 

W rodzinie pani Anety były tradycje oficerskie. Postanowiła więc zostać żołnierzem WOT.

 

- Część mojej rodziny ze strony taty to są wszyscy oficerowie Wojska Polskiego. To jest głęboka tradycja rodzinna i zawsze gdzieś tam, jakieś takie ciągotki były z mojej stronę. No i generalnie spełniłam to marzenie - mówi.

 

Radość ze spełnionego marzenia nie trwała jednak długo. Pani Aneta już na pierwszym szkoleniu poligonowym, wysiadając z ciężarówki, doznała poważnego urazu kolana.

 

- W pełnym ekwipunku na poligonie w Nowej Dębie, w trakcie schodzenia z wozu bojowego, złożyła się rączka, która podtrzymywała możliwość zejścia. Wówczas noga prawa wpadła mi między szczebelki. Upadłam. Noga zaczęła puchnąć, zaczęła mi bardzo dokuczać. Na SOR-ze w Sandomierzu przeprowadzono jedynie wizualne badanie, żadnego rezonansu. Zalecono okłady, oszczędny tryb chodzenia i z powrotem na jednostkę - relacjonuje Aneta Iwańska.

 

Dopiero po trzech miesiącach od urazu pani Anecie udało się dostać na badanie rezonansem magnetycznym. Diagnoza była druzgocąca.

Skarżyła się na ból w kolanie. "Przy czwartej operacji uznano..."

- W rezonansie wyszło zerwanie wiązadeł, łękotek. Problem był również ze szpikiem kostnym, ponieważ ten stan zapalny, który już tak długo się utrzymywał, spowodował, że jest tak głęboko uszkodzone kolano wewnętrznie, że próbujemy robić wszystko, żeby je uratować. Trzy operacje z rzędu, artroskopie, były jakby takie zapobiegawcze, żeby uratować staw kolanowy. Przy czwartej uznano, że jedynym wyjściem z sytuacji jest endoproteza - opisuje pani Aneta.

 

Fizjoterapeutka Anna Bajor opowiada nam, jak wyglądała uszkodzona noga - W dniu, kiedy poznałam panią Anetę, była osobą leżącą, po wymianie stawu kolanowego. Przemieszczała się o balkoniku za asekuracją osób trzecich, a z racji tego, że ta osoba mieszka sama, też miała problem, żeby ktokolwiek jej pomagał przy przemieszczaniu się. Noga była w fatalnym stanie, była opuchnięta.

 

ZOBACZ: Wielka inwestycja rujnuje rodziny. Kamienice się rozpadają, a czynsz rośnie

 

Specjalistka pierwszy raz spotkała się z panią Anetą około roku po tym, jak doszło do urazu. -  Sam fakt, że noga wyglądała fatalnie, to już świadczy o tym, że ten proces rekonwalescencji był mocno zaniedbany - zaznacza.

 

- Gdyby nie moja determinacja, gdyby nie uczestnictwo w rehabilitacji tylko i wyłącznie na mój wniosek i upartość, ja przypuszczam, że już nogi bym nie miała - dodaje Aneta Iwańska.

"Żyję dzięki pomocy rodziców. Sprzedaję rzeczy"

Wypadek i wszystko, co wydarzyło się później, zrujnowało życie pani Anety. Komisja do spraw orzekania o stopniu niepełnosprawności uznała ją bowiem za całkowicie niezdolną do pracy. Nie przysługuje jej jednak renta, gdyż wypadek wydarzył się w trakcie bezpłatnego urlopu. W tej chwili więc kobieta żyje jedynie dzięki wparciu rodziny i bliskich.

 

- Straciłam wszystko. Urząd wypowiedział mi stosunek pracy ze względu na długotrwały pobyt na zwolnieniu lekarskim, no i świadczenia rehabilitacyjne. A poza tym nie uznano mi wypadku, ponieważ byłam wtedy na urlopie bezpłatnym, będąc na służbie. W tej chwili żyję dzięki pomocy rodziców, dodatkowo sprzedaję rzeczy, które mogę upłynnić. W momencie, kiedy coś się dzieje w wojsku, człowiek zostaje porzucony, jest sam - mówi pani Aneta.

 

- Zmuszona była też zamknąć własną działalność gospodarczą, więc tak naprawdę została bez jakichkolwiek środków do życia. W tej chwili jest uznana za osobę niezdolną do pracy, ze znacznym stopniem niepełnosprawności, oraz niezdolną do samodzielnej egzystencji - dodaje Marlena Sternak-Kamińska, pełnomocnik pani Anety.

 

ZOBACZ: Po deszczu osiedle zamienia się w staw. Dzieci wyjmują pontony

 

Pani Aneta wystąpiła o odszkodowanie za wypadek na służbie do Wojskowej Komisji Lekarskiej. Tamtejsi specjaliści uznali jednak, że uraz, którego doznała, to zaledwie 4 proc. uszczerbku na zdrowiu, a wszczepienie protezy nie jest następstwem wypadku.

 

"20 sierpnia 2024 r. Rejonowa Wojskowa Komisja Lekarska w Łodzi (…) wydała orzeczenie (…), w którym ustaliła, że pogorszenie stanu zdrowia skutkujące protezoplastyką stawu kolanowego prawego nie jest następstwem wypadku z dnia 09.09.2019 r. (…). Wcześniej w 2022 r. wobec orzekanej zostało wydane orzeczenie Centralnej WKL w Warszawie, określające uszczerbek na zdrowiu spowodowany wypadkiem (…) co stanowiło podstawę do wypłaty odszkodowania(…)" - przekazał kpt. Michał Gełej, rzecznik prasowy Wojskowego Centrum Rekrutacji.

Zbyt wysokie BMI? Wojsko odmówiło pomocy

Wojsko wypłaciło pani Anecie jednorazowo 4,5 tys. zł. Kiedy kobieta odwołała się od decyzji, również jej odmówiono. Dlaczego? Według komisji do wszczepienia protezy kolana doszło, ponieważ pani Aneta była otyła.

 

- Na skutek drugiego wniosku rzeczywiście tutaj komisja lekarska stwierdziła, że wszelkie problemy zdrowotne, jakie posiada pani Iwańska, wynikają ze zbyt wysokiego BMI, z czym nie można się absolutnie zgodzić. W 2019 roku pani Iwańska została przecież zakwalifikowana do aktywnej, czynnej służby wojskowej - zauważa adwokat Marlena Sternak-Kamińska, pełnomocnik pani Anety.

 

ZOBACZ: Odprowadziła dzieci i ślad po niej zaginął. Tropem pani Beaty z Poradza

 

- To jest nieprawdopodobne, że można coś takiego zrobić, można coś takiego napisać, a dodatkowo, że tak się traktuje żołnierzy - komentuje poszkodowana.

 

Pani Aneta po sprawiedliwość poszła do sądu. Powołany biegły wydał opinię, z której jasno wynika, że wojskowa komisja się myli. - Walczę. Nie mam nic do stracenia obecnie. Muszę to wygrać, ponieważ nie mam za co żyć - podsumowuje.

 

Materiał "Interwencji" można obejrzeć TUTAJ.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

pai / polsatnews.pl / "Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie