Zaskoczenie w Lewicy po nagłej decyzji premiera. "Nie sądziłem, że dojdzie do takiej sytuacji"
- Nie sądziłem, że dojdzie do sytuacji, kiedy będę musiał to powiedzieć, ale argumentacja premiera zupełnie do mnie nie trafia - stwierdził Andrzej Szejna w "Debacie Gozdyry". Poseł Lewicy skrytykował decyzję Donalda Tuska o wstrzymaniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Szejna podkreślił, że takie działanie uderza w fundamenty umowy koalicyjnej.

Premier Donald Tusk ogłosił we wtorek, że prace nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy nie będą kontynuowane. Zdaniem szefa rządu nadmierne uprawnienia urzędników przewidziane w projekcie mogłyby zaszkodzić przedsiębiorstwom i doprowadzić do fali zwolnień.
Szejna: To nie było jakieś "widzi mi się" pani minister
- To nie jest dobra wiadomość i to nie jest dla Lewicy dobra odpowiedź, dlatego że ustawa o PIP to nie było jakieś widzimisię pani minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk - skomentował w "Debacie Gozdyry" poseł Andrzej Szejna. Wyjaśnił, że celem zmian była skuteczna walka ze "śmieciówkami".
Szejna ocenił, że premier nie ma racji, twierdząc, że reforma wymierzałaby cios w stronę przedsiębiorstw. - No nie. To jest otworzenie i pozostawienie furtki dla tych przedsiębiorców, którzy chcieliby nadużywać różnych innych form zatrudnienia wtedy, kiedy pracownicy chcieliby mieć stabilną umowę o pracę - stwierdził polityk.
ZOBACZ: Donald Tusk chce spotkania, ale nie dzwoni? "Prezydent mówił: nie było telefonu"
Członek Nowej Lewicy sprecyzował, że Państwowa Inspekcja Pracy miała być upoważniona do reagowania na wniosek pracownika, nie zaś prewencyjnie. Jeśli uznałaby, że zatrudniona w zakładzie osoba ma łamane prawa pracownicze, wówczas PIP mogłaby podjąć właściwe kroki.
- Od tej decyzji inspektora pracy przysługiwałoby odwołanie do sądu pracy, więc to nie jest decyzja arbitralna, ostateczna. Po drugie, to o czym jeszcze nie powiedziałem, to nie jest tylko ochrona praw pracowniczych, konkurencyjności i uczciwych przedsiębiorców, ale również wymóg i odpowiedzialność, jaki wzięła na siebie Polska - wspomniał.
WIDEO: "Debata Gozdyry" w Polsat News

Reforma PIP wymuszana przez prawo UE? "Narazimy się"
- Jeżeli nie przeprowadzimy reformy PIP, (...) narazimy się na reperkusje ze strony KE i będziemy musieli renegocjować ten kamień milowy. Nie wiem po co i czy komukolwiek jest to potrzebne - powiedział gość Agnieszki Gozdyry.
Choć Szejna podkreślił, że Tusk jako szef rządu mógł podjąć taką decyzję, "jest to absolutnie sprzeczne z jednym z priorytetów Lewicy, który również sygnalizowaliśmy przy podpisywaniu umowy koalicyjnej". - Ja jeszcze czułem tam odrobinę nadziei, ale argumentacja pana premiera - nie sądziłem, że będę w takiej sytuacji, że będę musiał to powiedzieć - do mnie nie trafia - podsumował.
Na uwagę Agnieszki Gozdyry, że Lewica jest zaskoczona, poseł przyznał, że on sam także nie spodziewał się deklaracji premiera. - Wszystko jest przemyślane, zgodne z naszymi zobowiązaniami wobec UE, KE, zgodnie z Krajowym Planem Odbudowy, więc dzisiaj taka decyzja jest absolutnie nieuzasadniona - odparł, opisując prace nad reformą.
Koniec prac nad zmianami w ustawie o PIP
Podczas konferencji prasowej w Paryżu Donald Tusk przypomniał, że projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw zakłada zwiększenie uprawnień PIP. To m.in. nadanie instytucji możliwości przekształcania na mocy decyzji administracyjnej umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Premier zaznaczył, że "w wersji skrajnej" odbywałoby się to bez pytania o zgodę i akceptację zarówno pracodawcy, jak i pracobiorcy.
ZOBACZ: Tusk po spotkaniu koalicji chętnych. "Nasza obecność będzie kluczowa"
- Ja uważam, (...), że jakby przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy. I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Tak że sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą - powiedział.
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy w obecnym kształcie zakładała umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy zlecenia czy B2B na umowy o pracę. W projekcie przewidziano, że od decyzji okręgowego inspektora będzie przysługiwało odwołanie do Głównego Inspektora Pracy. Na końcu drogi odwoławczej jest sąd pracy.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej