"Interwencja": Śmierć 19-latki w Londynie. Polska prokuratura reaguje

Polska
"Interwencja": Śmierć 19-latki w Londynie. Polska prokuratura reaguje
Interwencja
Matka 19-letniej Sandry, pani Ewa ma zarzuty do londyńskiej policji

19-letnia Sandra została znaleziona w mieszkaniu, które wynajmowała z dwoma kolegami w Londynie. Brytyjscy śledczy stwierdzili, że Polka zmarła nagle z przyczyn naturalnych. Według jej matki dowody sugerują udział osób trzecich. Jej ustalenia skłoniły polską prokuraturę do wszczęcia śledztwa. Materiał "Interwencji".

Sandra miała 19 lat. Pochodziła z Warszawy, ale od kilku miesięcy mieszkała w Londynie. Studiowała architekturę na Uniwersytecie Kingston. Wynajmowała mieszkanie wspólnie z dwoma kolegami.

 

- Nie jestem zainteresowany rozmową z wami. Policja mnie nie podejrzewa, nikt mnie nie podejrzewa, wie pan no, przecież jej matka nie zamknie mnie w więzieniu, no. Szanujmy się - słyszy ekipa "Interwencji" od jednego ze współlokatorów, którego próbuje namówić na rozmowę.

 

Jest 23 grudnia ubiegłego roku. Następnego dnia Sandra ma być w Polsce i obchodzić z rodziną Boże Narodzenie. Od kilku dni nikt nie ma z nią jednak żadnego kontaktu. Wcześniej nic takiego nigdy się nie zdarzało.

19-latka od kilku dni nie odbierała telefonu

- Zaniepokoiłam się, bo córka przez kilka dni nie odbierała telefonu. Miała wyłączony, więc poprosiłam sąsiadów, żeby weszli w moim imieniu do mieszkania i sprawdzili, co się stało - wspomina pani Ewa.

 

Kobiety weszły do mieszkania i znalazły ciało Sandry.

 

ZOBACZ: "Interwencja". Formalnie nie istnieje. 34-latek "zniknął" w Polsce

 

- Została znaleziona w salonie na kanapie w pozycji takiej… na kłodę, jak to niektórzy mówią. Tak nienaturalnie. Tak się nie leży na kanapie. Miała siniaki na twarzy i na piszczelach. Sama ich sobie na pewno nie zrobiła - mówi Wiktoria Parulska, przyjaciółka Sandry.

 

- Ręce miała dziwnie ułożone, tak jakby umarła na łóżku, gdzie indziej, widać było, że ona nie umarła na kanapie - relacjonuje pani Ewa, matka Sandry.

 

- Londyńska policja od razu założyła, że do zgonu doszło bez udziału osób trzecich, w związku z czym tak naprawdę wszystkie działania były prowadzone tylko pozornie - uważa Marcin Muszyński, pełnomocnik rodziny nieżyjącej Sandry.

Zarzuty wobec londyńskiej policji

Detektyw i prawnik Kamil Tosiek wskazuje, że śledczy m.in. "nie zabezpieczyli materiałów DNA, odzieży, śladów, które by wskazywały, że było tam jakieś spotkanie towarzyskie".

 

Potwierdza, że na ubraniu Sandry biegli odnaleźli męskie DNA, ślady nasienia.

 

- Na ubraniu, natomiast nie na ubraniu, w którym została ona znaleziona. Na ubraniu, które było w mieszkaniu - podkreśla.

 

ZOBACZ: "Interwencja". Policja umorzyła postępowanie, podpalacz wrócił

 

Zwłoki Sandry nie zostały zbadane pod kątem ewentualnego gwałtu, choć jej matka wprost prosiła śledczych, by pobrano odpowiednie wymazy.

 

- Uznano, że śmierć była z powodów naturalnych i nie było takiej potrzeby - tłumaczy Pamela Relis pełnomocniczka matki Sandry.

 

- Ona nie miała w tym czasie chłopaka, więc musiała to być osoba, która, po prostu, chciała zrobić krzywdę Sandrze - uważa jej przyjaciółka Wiktoria Parulska.

Śmierć 19-latki w Londynie. "To skandal"

Koroner w raporcie napisał, że serce Sandry po prostu przestało bić - nie stwierdził dlaczego.

 

- To jest niemożliwe. Ona tańczyła latami i co pół roku trzeba było robić badanie EKG wysiłkowe. Wszystko było dobrze, serce było zdrowe i można było ćwiczyć. To jest skandal policji brytyjskiej, nie wyobrażałam sobie, że można nic nie robić w takiej sprawie. Współlokator powiedział o drugim współlokatorze, że on też opuścił mieszkanie 17 grudnia. Natomiast jeden z sąsiadów widział chłopaka 20 grudnia przy komputerze. Tutaj, w tym mieszkaniu - ocenia pani Ewa.

 

- Z badań toksykologicznych nie wynika, aby w jej organizmie obecne były jakiekolwiek substancje, które mogły spowodować zgon - zaznacza Marcin Muszyński, pełnomocnik rodziny.

 

ZOBACZ: Rodzina zgłosiła zaginięcie. W trakcie interwencji policji doszło do tragedii

 

- Naturalna śmierć 19-latki, która była bardzo sprawna fizycznie, aktywna. Umiera leżąc na sofie… no, nie klei mi się to. Zdaniem śledczych, śmierć nastąpiła między 17 a 18 grudnia, natomiast z ekspertyzy wynika jednoznacznie, że laptop został podłączony do prądu jeszcze 22 grudnia. Teoretycznie, już po śmierci Sandry - komentuje Kamil Tosiek, detektyw i prawnik.

 

Materiał " Interwencji" można zobaczyć TUTAJ.

Współlokator kobiety: Nie wiem, co się stało

Współlokator nieżyjącej Sandry, choć nie zgodził się dłuższą, oficjalną rozmowę z ekipą "Interwencji", odpowiedział na kilka pytań.

 

Reporter: Pana nie było wtedy w mieszkaniu, kiedy do tego wszystkiego doszło, prawda?

 

Współlokator: Nie, nie byłem.

 

Reporter: Nie doszło między wami do żadnego konfliktu, kłótni, niczego niepokojącego?

 

Współlokator: Nie. Słyszałem też od naszych sąsiadów, że kogoś on widział, ale na pewno nie jego (drugiego współlokatora – red.).

 

Reporter: To kto w takim razie mógł wejść do was do mieszkania trzy dni później?

 

Współlokator: Nie mam pojęcia, bardzo chciałbym wiedzieć co się stało, ale po prostu nie wiem.

Polska prokuratura wszczyna śledztwo

Przedstawiciele brytyjskiej policji nie zgodzili się porozmawiać z "Interwencją" przed kamerą. Ich zdaniem Sandra zmarła w sposób naturalny. Postępowanie w tej sprawie zostało więc umorzone. Na skutek starań matki dziewczyny swoje śledztwo wszczęła jednak prokuratura w Polsce.

 

- Sandra zasługuje na sprawiedliwość. Nawet jeśli jej tu z nami nie ma, to zasługuje na to, żeby wyszło, kto jej to zrobił - podsumowuje Wiktoria Parulska, przyjaciółka nieżyjącej Sandry.             

red. / Interwencja
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie