"Interwencja". Nagle dowiedział się o rzekomym długu z… 2007 roku

Polska
"Interwencja". Nagle dowiedział się o rzekomym długu z… 2007 roku
"Interwencja"
75-letni Jan Kaczmarek jest w trudnej sytuacji finansowej

Jan Kaczmarek twierdzi, że od kilku miesięcy spłaca dług, którego nie zaciągnął. Pożyczka pochodzi z 2007 roku, ale dowiedział się o niej niedawno. Przez ten czas zadłużenie wzrosło do 10 tys. zł. Pan Jan twierdzi, że sfałszowano podpis na umowie, ale prokuratura umorzyła sprawę. Powód? Nie dotarła do oryginalnego dokumentu pożyczki. Materiał "Interwencji".

75-letni Jan Kaczmarek mieszka w Radłówce na Dolnym Śląsku. Wcześniej aktywny rolnik, teraz rencista. Niestety w 2021 roku pan Jan dowiedział się, że ma ogromny dług.

 

- Ja brałem pożyczki, gospodarzyłem, trzeba było bydło kupić, to brałem. Ale wszystko spłacałem - zapewnia reportera "Interwencji" pan Jan.

 

- Przyszło do nas pismo prosto od komornika, że jest 10 tysięcy jest zadłużenia. Niby z jakiegoś kredytu, jakiegoś funduszu - opowiada jego żona Longina Kaczmarek.

 

- Co ja mam tej renty - 905 zł teraz. Ani do lekarza, bo potrzebne 300 złotych, teraz leki wykupiłem, to z czego żyć? Nie wiem, jak to dalej będzie - dodaje pan Jan.

Twierdzi, że sfałszowano podpis

Finanse małżeństwa od lat bardzo skrupulatnie prowadzi żona. Dlatego Kaczmarkowie od początku byli pewni, że zadłużenie ich nie dotyczy. Rolników utwierdziły w tym fakcie dokumenty związane z długiem. Widnieje na nich podpis, który - zdaniem małżeństwa - nie należy do pana Jana. Dlatego sprawę zgłosili do prokuratury.

 

- Było wszystko w porządku. W 2018 roku braliśmy coś na raty i nic nie zablokowało tej pożyczki. W 2021 roku, w listopadzie, poszliśmy do sklepu i się okazało, że mamy blokadę w banku - mówi pani Longina.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Rolnicy bez pieniędzy za mleko. Ogromny dług spółdzielni

 

- Dług nie istnieje. Pan Jan nie zaciągał nigdy pożyczki, która jest przedstawiona w pozwie cywilnym. Zawarty podpis na umowie nie jest podpisem pana Jana. Został jednak wydany tytuł wykonawczy i nikt na wcześniejszym etapie nie weryfikował, jakie dokumenty dołączyła strona powodowa do pozwu i tytuł wykonawczy wszedł do obrotu prawnego - tłumaczy Ernest Ziemianowicz, pełnomocnik pana Jana.

 

- Gdyby był dług, to napisaliby jakieś upomnienie, wysyłali, a ja bym spłaciła. Ale nie, nic nie dostałam. I na raz dostaję od komornika pismo, że jest 10 tysięcy zł do zapłaty. Matko kochana - komentuje pani Longina.

Prokuratura umorzyła sprawę

Ku zaskoczeniu Kaczmarków prokuratura umorzyła postępowanie. Śledczy nie mogli porównać podpisu pana Jana z tym na oryginałach dokumentów, bo te rzekomo zaginęły. Pozostały jedynie kserokopie, które nie mogą być traktowane jako dowód.

 

- Postępowanie zostało umorzone z powodu braku czynu zabronionego. Przesłanką do umorzenia był fakt, że pokrzywdzony w 2012 roku otrzymał nakaz zapłaty, z którego wynikało, że musi ten dług zwrócić. Wierzyciel dysponuje tylko kserokopią umowy. Taki dokument nie może stanowić dla biegłego podstawy do wydania opinii - zaznacza Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

 

- Dla mnie to wyłudzenie pieniędzy i tyle. Bo jeżeli 10 lat się nic nie działo, a naraz się pojawił taki dług, to dla mnie to bardzo dziwne - mówi pani Longina.

Żyją na skraju ubóstwa

Po latach właścicielem rzekomego długu pana Jana stał się jeden z funduszy finansowych działających w Polsce. Niestety, emeryt nie mógł skontaktować się z jego przedstawicielami. Nam udało się to jedynie telefonicznie.

 

- Proszę nie spodziewać się, że dużo panu informacji przekażemy. Proszę zrozumieć, że to jest sprawa dłużnika - usłyszeliśmy od przedstawiciela funduszu.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Podżyrowała kredyt koleżance. Została z długami

 

Obiecanego oświadczenia firma nam jednak nie przesłała.

 

Kaczmarkowie żyją na skraju ubóstwa. Gdyby nie dzieci, ciężko byłoby im się utrzymać. To tylko motywuje pana Jana. Chce znaleźć sposób, by udowodnić, że dług nie należy do niego. Liczy, że niebawem sąd rozstrzygnie sprawę. 

 

- Nie wiem, co to dalej będzie, jak to dalej robić, do kogo to iść. Żebym wiedział, kto to wziął na mnie, to choć mam swoje lata, ale ja bym go już rozliczył - mówi pan Jan.

 

Zobacz cały materiał "Interwencji".

ac/"Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie