Rosja: Cynkowe trumny na śmietniku. Mieszkańcy zszokowani

Świat
Rosja: Cynkowe trumny na śmietniku. Mieszkańcy zszokowani
Google Maps/ t.me/bazabazon
Biełgorod znajduje się na zachodzie Rosji

Mieszkańcy rosyjskiego Biełgorodu przeżyli szok, gdy na śmietniku zobaczyli cynkowe trumny. W trumnach przywożono ciała żołnierzy, którzy zginęli na wojnie.

Trumny miał wyrzucić jeden z miejscowych zakładów pogrzebowych. W środku znajdowały się przedmioty - ikony i worki, w których prawdopodobnie wczesniej znajdowały się zwłoki.

 

Cynkowe trumny służą do transportu zwłok żołnierzy, którzy zginęli na wojnie. Następnie na pogrzeby ich bliscy kupują inne, drewniane trumny.

 

Trumny miały leżeć na śmietniku przez kilka dni. 

 

"Ludzie, delikatnie mówiąc, byli zszokowani, kiedy wyszli wynieść śmieci, a zobaczyli cynkowe trumny" - napisano na kanale Baza na Telegramie.

Mobilizacja w Rosji. "Mamy kaszel z krwią"

Zmobilizowani do wojny w Ukrainie Rosjanie, którzy obecnie znajdują się w obwodzie włodzimierskim, zachorowali. - W tym momencie wszyscy mają kaszel z krwią. Lekarz dopiero dziś rozdał nam karty leczenia. Lekarz od nas uciekł - mówi jeden z żołnierzy. Chorzy zostali pozostawieni bez pomocy, dowództwo każe się im leczyć na własną rękę.

 

W mediach społecznościowych pojawiło się wideo wykonane przez zmobilizowanych Rosjan. Mężczyźni na nagraniu informują, że są chorzy i nie mogą liczyć na pomoc dowództwa.

 

ZOBACZ: Mobilizacja w Rosji. "Mamy kaszel z krwią". Żołnierze zachorowali, lekarz uciekł

 

- Znajdujemy się w jednostce szkoleniowej w Kowrowie od 12 października. Zagnali nas do jednego baraku, w którym powinno znajdować się maksymalnie 60 osób. A nas jest 125 - przekazał mężczyzna, na nagraniu udostępnionym przez portal Biełsat.


- Po trzech dniach wszyscy zaczęli kaszleć. W tym momencie wszyscy mają kaszel z krwią. Lekarz dopiero dziś rozdał nam karty leczenia. Nie wpisali ani zastrzyków, ani rozpoznania. Nic. Lekarz od nas uciekł - dodał.

 
Lekarzem żołnierzy jest porucznik Batiskij Igor Iwanowicz. Podczas nagrania mężczyźni pokazywali, że na kartach, podpisanych przez lekarza, nie ma zamieszczonych informacji ani o przebiegu leczenia ani o podawanych im lekach. - Mamy tu (na kartce - red.) skierowanie na zastrzyk. Od trzech dni wstrzykują nam najsilniejsze antybiotyki - mówił. 

 

an/ sgo/polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie