"Interwencja". Samochody pływają w garażach. Wystarczy 10 minut deszczu

Polska
"Interwencja". Samochody pływają w garażach. Wystarczy 10 minut deszczu
Polsat News
Zalany garaż po deszczu

Mieszkańcy jednego z gryfińskich osiedli z w napięciu śledzą każdą prognozę pogody. Ulewa oznacza dla nich ogromne straty. - W garażu wszystko pływa, a woda sięga nawet do około 40 cm. Później oczywiście trzeba wszystko czyścić - skarzą się. Powód? System odprowadzenia wody został niewłaściwe zaprojektowany. Spółdzielnia próbuje rozwiązać problem od 24 lat. Materiał "Interwencji".

74-letni Gabriel Frelichowski mieszka w Gryfinie w województwie zachodniopomorskim. Jest właścicielem garażu na jednym z tutejszych osiedli mieszkaniowych. Od ponad dwudziestu lat, w czasie deszczu jego garaż jest zalewany, a szkody wyrządzone przez wodę sięgają kilku tysięcy złotych rocznie.

Woda w garażu do 40 cm

- Wszystko pływa, a woda sięga nawet do około 40 cm. Później oczywiście trzeba wszystko czyścić, wyszlifować, zerwać ze ściany, bo wilgoć. W tym roku zalanie miało miejsce dwukrotnie. Straty oraz remont po takim zalaniu to około 7 tysięcy złotych. Zniszczone meble, czas włożonej pracy, osuszanie. Wiele tygodni trzeba tu było poświęcić, by to suszyć, wietrzyć – opowiada pan Gabriel.

 

ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkańcy bez szans na czystą wodę, żyją tak od lat

 

Ciągła wilgoć, grzyb i popękane ściany są bolączką dziewięciu właścicieli garaży. Według nich system odprowadzający wodę spod bloku jest niewydolny. Lokatorzy winą za ten stan obarczają władze spółdzielni mieszkaniowej, która od wielu lat nie potrafi rozwiązać problemu. Do podtopień dochodzi nawet kilka razy w roku.

 

- Wystarczy dziesięć minut opadu i woda już się gromadzi w tej niecce. Tu jest właśnie problem. Po zalaniu w lipcu tego roku panował fetor i to dalej czuć w tych garażach – tłumaczy Andrzej Prokopski, właściciel jednego z garaży.

Zły projekt przyczyną szkód

Mariola Puczynnik wstawiła do garażu zaporę przeciwdeszczową: - Dwa razy nie pomogła, a kilka razy nie przepuściła aż tak mocno. Ale woda się wdarła. Po takim większym zalaniu mąż odmalował, ale teraz suszymy. Po zalaniu w lipcu to chodziły na okrągło suszarki. Meble zostały zalane i poszły na śmietnik. Całe szczęście nie było samochodu.

 

- Sposób doprowadzenia i odprowadzenia tej wody został niewłaściwie zaprojektowany – uważa Gabriel Frelichowski.

 

ZOBACZ: Suwałki. Chciał pomóc, został ukarany. Batalia sądowa pana Sławomira

 

Przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowej są świadome strat właścicieli garaży. Twierdzą, że wielokrotnie starali się rozwiązać problem, jednak za każdym razem przegrywali z żywiołem. W studzienkach nieopodal garaży umieszczono dwie pompy, które mają za zadanie wypompować zalegającą i wlewającą się do garaży wodę.

 

- Te dwie pompy mają bardzo dużą wydajność, po 26 metrów sześciennych na jedną godzinę. Inaczej można powiedzieć, że są to 52 tysiące litrów wody – tłumaczy Szczepan Olczak, zastępca prezesa spółdzielni mieszkaniowej.

 

Problemu to jednak nie rozwiązało, bo woda wraca.

Spółdzielnia pracuje nad sprawą 20 lat

- Te wszystkie prace, które były wykonane przez spółdzielnię, żadnego efektu nie przyniosły. Bo to, co było 20 lat temu, to jest i dzisiaj – komentuje Andrzej Prokopski, właściciel jednego z garaży.

 

Sprawą zajął się też Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Gryfinie, który oświadczył ekipie "Interwencji", że "przeprowadzona została kontrola PINB na terenie i w garażach dotkniętych zalaniem.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Przerwali remont. Zostawili emerytkę na zimę… bez ogrzewania

 

"Wydałem postanowienie zobowiązujące Spółdzielnię Mieszkaniową Taras Północ w Gryfinie do dostarczenia ekspertyzy stanu technicznego kanalizacji deszczowej uwzględniającej drożności i wydajności kanalizacji deszczowej” - czytamy.

 

Władze spółdzielni tłumaczą, że analiza zostanie wykonana w październiku. Twierdzą też, że tym razem mają sposób, by zatrzymać wodę. To warte prawie 6 tysięcy złotych dodatkowe, aluminiowe śluzy, montowane we wjeździe do garaży. I do tego pomysłu lokatorzy podchodzą sceptycznie. Powoli tracą nadzieję, że podczas opadów będą mogli spać spokojnie.

 

- Na tę chwilę nie wiadomo, czy można zostawić samochód, czy nie można. Czy mój garaż zostanie zalany do samej góry, czy może tylko na 10 cm – mówi Robert Jarosławski.

nb/ml/"Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie