Krym. Płonie rosyjska jednostka wojskowa. "Trafiono w skład amunicji orków"

Świat
Krym. Płonie rosyjska jednostka wojskowa. "Trafiono w skład amunicji orków"
Serhii Sternenko / Will Vernon
W internecie pojawiły się nagrania z miejsca wybuchu

Pożar w rosyjskiej jednostce wojskowej w rejonie dżankojskim na tymczasowo okupowanym Krymie - przekazał we wtorek przewodniczący Medżlisu Tatarów Krymskich Refat Czubarow. Według jego informacji ogień trawi skład amunicji. Do zdarzenia odniósł się rosyjski resort obrony.

"Celne trafienie w skład amunicji na terenie wojskowej jednostki orków we wsi Kalaj (obecnie Azow) w rejonie dżankojskim" - napisał na swoim facebookowym profilu Czubarow. Dodał, że "odgłosy eksplozji rozchodziły się po stepie".

 

ZOBACZ: Wojna w Ukrainie. Mina eksplodowała tuż przy plaży. Dwie osoby nie żyją

 

Czubarow przekazał też, w jaki sposób o zdarzeniu informują lokalni propagandyści: "Szczegóły i okoliczności zdarzenia w miejscowości Majskoje są badane. Na miejscu pracują wszystkie służby. Proszę wszystkich o niepowielanie wersji, czekajcie na oficjalne informacje, które będą dostępne w najbliższym czasie".

Eksplozje na Krymie. Nagrania pokazują skalę wybuchu

W sieci pojawiły się nagrania z miejsca, gdzie doszło do eksplozji. Moskiewski korespondent BBC Will Vernon zamieścił na Twitterze wideo z opisem: "Rano na Krymie doszło do eksplozji i pożaru. Opublikowane w mediach społecznościowych nagrania pokazują duże wybuchy w rejonie dżankojskim. Kontrolowane przez Rosję lokalne 'władze' przekazały agencji TASS, że to efekt 'detonacji amunicji' w 'tymczasowym' rosyjskim obiekcie wojskowym".

 

Z kolei agencja RIA donosi, że według informacji rosyjskiego ministerstwa obrony w wybuchach w okolicach miasta Dżankoj nie nie odniósł "poważnych" obrażeń. 

 

Czubarow w jednym z najnowszych wpisów na temat eksplozji podał, że z okolicznych miejscowości położnych niedaleko wsi Kalaj/Azow ewakuowano dwa tysiące mieszkańców, a okupanci otoczyli teren w promieniu pięciu kilometrów od epicentrum wybuchów.

 

 

Na temat wtorkowych eksplozji na Krymie wypowiedział się doradca ukraińskiego prezydenta Mychajło Podolak.

 

"Ranek nieopodal Dżankoj zaczął się od eksplozji. Przypomnienie: Krym w normalnym kraju to Morze Czarne, góry, rekreacja i turystyka, ale Krym okupowany przez Rosjan to wybuchy magazynów broni i wysokie ryzyko śmierci dla najeźdźców i złodziei. Demilitaryzacja w praktyce" - napisał na Twitterze.

 

Wybuchy 200 km od terenów kontrolowanych przez Ukrainę

Płonie nie tylko skład amunicji. Wcześniej agencja RIA Novosti informowała o pożarze stacji transformatorowej w okolicy miasta Dżankoje. "Tajemnicze eksplozje na Krymie stają się cotygodniowym wydarzeniem..." - ironizuje jeden z komentatorów w mediach społecznościowych.

 

 

Miejscowość Dżankuje, w której doszło do wybuchów, znajduje się w odległości około 200 km od kontrolowanych przez siły ukraińskie terytoriów. Oznacza to, że jeżeli informacje o ostrzale się potwierdzą, Ukraińcy do ataku musieli użyć rakiet o dalekim zasięgu.

 

Ukraińskie władze coraz śmielej mówią również o przygotowywaniu wojsk do kontrofensywy na ziemiach zajętych przez Rosjan.

 

Krym został zaanektowany przez Rosję na początku 2014 roku. Gdy w lutym tego roku armia Putina rozpoczęła nową inwazję, wykorzystano bazy na półwyspie do zajęcia dużych obszarów południowej Ukrainy.

 

Wtorkowa seria eksplozji nastąpiła dokładnie tydzień po ataku na wojskową bazę lotniczą w Saki. Zdjęcia satelitarne ujawniły skalę uszkodzeń, ze zniszczonymi co najmniej ośmioma samolotami bojowymi.

 

Kreml wciąż utrzymuje, że doszło tam do przypadkowego incydentu. Brytyjskie ministerstwo obrony ocenia, że zadane w ten sposób szkody "znacząco obniżyły" zdolności rosyjskiej floty czarnomorskiej do reagowania w powietrzu.

map/wka/polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie