"Interwencja". Walczył, by dowieść ojcostwa. Syna i tak nie pozwalają mu widywać

Polska
"Interwencja". Walczył, by dowieść ojcostwa. Syna i tak nie pozwalają mu widywać
Polsat News
Pan Piotr walczył o uznanie ojcostwa. Teraz ma zasądzone alimenty i je płaci. Jednak na sądowe ustalenie kontaktów z synem musi jeszcze poczekać. Dziś swoje dziecko zna tylko z internetu.

Piotr Wójcik z Rzeszowa od narodzin syna walczy, by go widywać. Batalia trwa już osiem lat! Mężczyzna najpierw musiał udowodnić, że jest ojcem, a teraz, gdy udało się wyegzekwować przeprowadzenie testów DNA, chce ustalenia kontaktów z dzieckiem. Matka się nie zgadza, ale alimenty przyjmuje. Materiał "Interwencji"

38-letni pan Piotr mieszka w Rzeszowie. Dziewięć lat temu mężczyzna poznał panią Wiolettę. Planował założenie z nią rodziny. Po kilku miesiącach dowiedział się, że zostanie ojcem. Opowiada, że od tego momentu w związku przestało się układać.

 

ZOBACZ: Prokuratura uznała go ojcem, więc płaci alimenty. Jednak mężczyzna jest bezpłodny

 

Jak twierdzi pan Piotr, pani Wioletta zerwała z nim kontakty, a o narodzinach syna kobieta poinformowała go telefonicznie. W oficjalnych dokumentach nie podała go jednak jako ojca.  

Stracił całkowicie kontakt z dzieckiem

- Dla mnie to było nie do uwierzenia, że moja była partnerka jest w ciąży, a odseparowuje się i nie chce kontaktu, unika tego kontaktu całkowicie - opowiada Piotr Wójcik.

 

Mężczyzna próbował mimo wszystko odwiedzać syna. Udawało się to zaledwie przez kilka miesięcy, aż w końcu stracił całkowicie kontakt z dzieckiem, bo kobieta skutecznie mu to uniemożliwiła. 

 

ZOBACZ: "Interwencja". Choruje od 20 lat. KRUS "uzdrowił" rencistkę

 

- Pewnego dnia stanęliśmy pod domem. Piotr podszedł, zapukał, nagle babka otworzyła drzwi i zaczęła krzyczeć na Piotrka, że stalkuje, że co on tu w ogóle robi, dlaczego przyjechał, dlaczego ich męczy cały czas. Potem wyszedł brat matki dziecka i zaczął robić nam zdjęcia aparatem - wspomina Paweł Potocki, kolega pana Piotra.

 

- Byłem straszony, że jak będę chciał przyjechać, to ona mi nie otworzy, a jak będę naciskał, będę nachalny, to zostanie wezwana na mnie policja - mówi Piotr Wójcik.

 

WIDEO: Nie poddam się. Jeśli w tamtej rodzinie jestem przedstawiany jako ktoś zły, to te wszystkie dokumenty, dowody, nagrania pokażę mu, by zrozumiał, że o niego walczyłem - mówi pan Piotr

 

Niezbędne było wykonanie testów DNA

Ponieważ nie mógł porozumieć się z matką dziecka, sześć lat temu postanowił swojego ojcostwa dowieść sądownie. Niezbędne było więc wykonanie testów DNA.

 

- Dla mnie to jest oczywiste, nie wyobrażam sobie porzucenia własnego dziecka. Stwierdziłem, że maksymalnie potrwa to półtora roku, może dwa i zacznę odbudowywać więź, będę miał kontakty i zacznę brać udział w wychowaniu dziecka - wspomina.

 

Niestety sprawa przeciągała się. Pan Piotr dopiero w tym roku dowiódł, że jest ojcem ośmioletniego już Samuela.  

 

- Matka nie stawiała się do sądu, wręcz mówiła, że się nie stawi, a terminów badania DNA sąd zasądzał około dziesięciu - uważa pan Piotr.

 

- Są procedury, których sąd musi przestrzegać, dowód z badania DNA był praktycznie przez sąd dopuszczony od samego początku tego postępowania. Procedura wygląda tak, że do ośrodka muszą się zgłosić wszyscy zainteresowani, by doszło do tych badań.  Tutaj doszło do przymusowego zmuszenia matki i dziecka do badania, stało się to po kolejnym wniosku i odrębnej sprawie - tłumaczy Małgorzata Reizer z Sądu Okręgowego w Przemyślu.

 

ZOBACZ: Od lat próbuje unieważnić ojcostwo. Nie pomogły wyniki testu DNA

 

- Zostały mi odebrane wszystkie możliwe najcenniejsze chwile z dzieckiem. Ono nie jest niczemu winne, dziwię się, że matka zadecydowała za siebie i za niego właściwie - zaznacza pan Piotr.  

Matka alimenty bierze, na spotkania z dzieckiem się nie zgadza

Próbowaliśmy porozmawiać z panią Wiolettą, ale bezskutecznie.

 

Pan Piotr jest nadal w bardzo trudnej sytuacji. Ma zasądzone alimenty i je płaci. Jednak na sądowe ustalenie kontaktów z synem musi jeszcze poczekać. Dziś swoje dziecko zna tylko z internetu.

 

- Kwestia kontaktów z dzieckiem, to jest całkiem inna rzecz. To kolejna sprawa, kolejne wnioski dowodowe i kolejne procedury - przyznaje Małgorzata Reizer z Sądu Okręgowego w Przemyślu.

 

- Nie poddam się, choćby nie wiem co. Jeśli w tamtej rodzinie jestem przedstawiany jako ktoś zły, to te wszystkie dokumenty, dowody, nagrania pokażę mu, by zrozumiał, że o niego walczyłem - podsumowuje pan Piotr.

 

grz/Polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie