Proces zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Stefan W. nie reaguje na pytania sądu

Polska
Proces zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Stefan W. nie reaguje na pytania sądu
PAP/Adam Warżawa
Stefan W. przed gdańskim sądem okręgowym

Przed gdańskim Sądem Okręgowym rozpoczął się w poniedziałek proces Stefana W. oskarżonego o zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Mężczyźnie grozi dożywocie. Stefan W. pojawił się na sali rozpraw, ale nie odpowiada na pytania sądu - nie potwierdził swojej tożsamości.

Akt oskarżenia trafił do gdańskiego sądu w grudniu zeszłego roku. Proces rozpoczął się po ponad trzech latach od zabójstwa Pawła Adamowicza. 

 

ZOBACZ: KO: proces ws. zabójstwa Adamowicza może po latach zostać wszczęty od początku

 

Prokuratura zarzuciła Stefanowi W. dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, a także o popełnienie przestępstwa zmuszania innej osoby do określonego zachowania. W chwili popełniania przestępstw miał ograniczoną poczytalność.

 

Oskarżonemu grozi nie mniej niż 12 lat, 25 lat lub dożywotnia kara pozbawienia wolności. Wobec sprawcy, który w chwili popełniania czynu miał ograniczoną poczytalność, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

Proces zabójcy Pawła Adamowicza. Przerwano go po 10 minutach

Przed rozpoczęciem rozprawy sędzia Aleksandra Kaczmarek przekazała, że Stefan W. wnioskował o ujawnienie jego danych i wizerunku. Sąd nie zgodził się na to, jak również na bezpośrednią transmisję z sali rozpraw.

 

- Po zaledwie 10 minutach proces został przerwany na pierwszym punkcie, w którym Stefan W. miał potwierdzić swoją tożsamość. Zupełnie nie reagował na polecenia i pytania ze strony sądu. Została zarządzona przerwa, by mecenas broniący Stefana W. porozmawiał z nim na temat tego, co dzieje się na sali - mówił reporter Polsat News Robin Jesse.

 

- Przygotowanie do procesu trwały trzy lata, w ciągu trzech lat powstały trzy opinie biegłych na temat poczytalności Stefana W. Pierwsza wskazywała, że jest on kompletnie niepoczytalny. Z tą opinią nie zgadzała się m.in. prokuratura i rodzina zabitego - tłumaczył reporter Polsat News. Druga opinia, na zlecenie prokuratury, wskazała, że W. miał częściową poczytalność podczas popełnienia zbrodni, dzięki czemu mógł stanąć przed sądem.

 

Po godzinie 10 sąd wznowił proces. Stefan W. nadal nie odpowiadał na pytania, a sąd odczytał akt oskarżenia. Przytoczył też wcześniejszą odpowiedź W., który stwierdził, że "akt oskarżenia jest zmanipulowany", że "nie zabił Adamowicza", a jego zeznania "sfałszowała prokuratura". Podpisał się jako "więzień polityczny".

Magdalena Adamowicz: Nie jestem gotowa spojrzeć na tego człowieka

Pełnomocnicy rodziny zabitego mówili w sądzie, że będą starali się wyjaśnić "motywację sprawcy" i czy "decyzja była inspirowana przez inne osoby".

 

- Na razie nie pytamy o nic, bo nie wiadomo, czy zechce odpowiadać na nasze pytania, bo nie musi składać żadnych oświadczeń, może milczeć - jest takie prawo oskarżonego - mówił prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.

 

Żona zabitego prezydenta Gdańska Magdalena Adamowicz oraz jego brat Piotr Adamowicz są oskarżycielami posiłkowymi. Europosłanka we wpisie na Facebooku podkreśliła, że "nie jest gotowa spojrzeć na człowieka, który nieodwracalnie zmienił życie moje oraz moich córek".

 

"Głęboko wierzę, iż wymiar sprawiedliwości sprosta największemu wyzwaniu, czyli ustaleniu motywów sprawcy. Wszyscy chcemy wiedzieć, dlaczego doszło do tej tragedii" - napisała.

Zabójstwo Pawła Adamowicza podczas "Światełka do Nieba"

Wieczorem 13 stycznia 2019 roku. 27-letni Stefan W. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wbiegł na scenę i zaatakował nożem prezydenta Adamowicza. Na nagraniach pokazujących zdarzenie widać, jak napastnik przebiegł przez podest i zadał mu kilka ciosów nożem. Po zamachu mężczyzna podnosił w górę ręce w geście zwycięstwa. Zanim został zatrzymany chodził po scenie.

 

ZOBACZ: Zabójstwo Pawła Adamowicza. Koniec badań Stefana W.

 

Adamowicz przeszedł w szpitalu pięciogodzinną operację, zmarł 15 stycznia, nie odzyskując przytomności. Sekcja zwłok wykazała, że miał trzy głębokie rany – jedną w okolicy serca i dwie brzucha.

bas/ml/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie