Inwigilacja Pegasusem senatora Krysztofa Brejzy. Prokuratura wszczęła postępowanie

Polska
Inwigilacja Pegasusem senatora Krysztofa Brejzy. Prokuratura wszczęła postępowanie
PAP/Leszek Szymański
Według Citizen Lab, do telefonu Krzysztofa Brejzy miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi

Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim wszczęła postępowanie ws. zawiadomienia senatora Krzysztofa Brejzy, dotyczącego uzyskania dostępu do informacji znajdujących się w jego aparacie telefonicznym - poinformował we wtorek PAP rzecznik tej prokuratury Maciej Meler.

Jak dodał, wszczęcie tego postępowania wynika z konieczności przeprowadzenia w tej sprawie czynności o charakterze procesowym.

 

Senator KO Krzysztof Brejza złożył zawiadomienie do prokuratury w końcu września ub.r. W zawiadomieniu opisywanym przez media, wskazał, że chodzi o nielegalne przejęcie korespondencji z jego telefonu, gdy był szefem sztabu wyborczego KO. Jak wskazywał w zawiadomieniu, uzyskane treści zostały następnie opublikowane w programie TVP Info.

 

ZOBACZ: Prezes NIK Marian Banaś: tak, padłem ofiarą nielegalnej inwigilacji

 

O nielegalnej inwigilacji senatora Brejzy donosiła również w grudniu ub.r. agencja prasowa Associated Press, powołując się na ustalenia działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab. Jak podano, za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus inwigilowany był senator Brejza, a także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. Według Citizen Lab, do telefonu Krzysztofa Brejzy miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi.

Brejza: ta sprawa to "gorący kamień" dla śledczych

- Prokuratura nie zrobiła prawie nic, poza jednym wezwaniem do Ostrowa Wielkopolskiego - przekonywał pod koniec 2021 roku w "Graffiti" senator KO Krzysztof Brejza, który miał być inwigilowany za pomocą systemu Pegasus. Jego zdaniem, "przerzucanie" sprawy między miastowymi prokuratorami świadczy, że jest ona "gorącym kamieniem" dla śledczych.

Jak mówił Brejza, w maju 2021 roku, złożył zawiadomienie do CBA w sprawie ewentualnych podsłuchów. - Zapytałem, czy byłem inwigilowany, nie wiedząc, że chodzi o Pegasusa. Szef CBA odpowiedział, że "insynuuję" - mówił w Polsat News.

 

ZOBACZ: Pegasus. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie cyberataku na telefon Ewy Wrzosek

 

Dodał, że źródło, z którego wyciekła jego korespondencja, wskazał "jeden z pracowników TVP". - Jestem pewien, że mój telefon został zhakowany narzędziem do walki z terroryzmem - stwierdził. 

Krzysztof Brejza nie wyklucza, że sąd otrzymał sfałszowane dowody

Brejza mówił też, że sztab wyborczy KO w 2019 r., gdy trwała kampania przed wyborami do Sejmu i Senatu "nie organizował żadnych działań terrorystycznych". - Trzeba zadać pytanie, komu ten sztab przeszkadzał - zauważył senator.

 

Polityk KO mówił w Polsat News, iż "Pegasus nie jest legalnie stosowany w Polsce w drodze kontroli operacyjnej". - Jego użycie byłoby wprowadzeniem sądu (który wyraża zgodę na inwigilację - red.) w błąd - uznał.

Jego zdaniem, drugi wniosek do sądu o możliwość jego inwigilacji przez służby mógł być złożony na podstawie sfałszowanych dowodów. 

 

ZOBACZ: Pegasus. Lewica chce kontroli NIK. Posłowie spotkali się z Marianem Banasiem

 

- Przy pierwszym włamaniu zdobyli bazę SMS-ową. Jedna z tych korespondencji jest bardzo istotna. Asystentka umawiała mnie na spotkanie na myjni. Ten SMS jest przerabiany, że to ja - podejrzanym ludziom - wysyłałem komunikat, iż "można odebrać jakieś tajemnicze telefony" - stwierdził.

 

Jak dodał, służby mogły przekazać sądowi nieprawdę, aby "stworzyć podstawę do inwigilacji" przez trzy miesiące, gdy trwała kampania wyborcza. - W żadnej sprawie nie byłem przesłuchany, nie toczyło się żadne postępowanie. Prowokacja metodami neo-SB - ocenił Brejza.

Sprawę bada grupa Citizen Lab

Sprawa podsłuchów stała się głośna po upublicznieniu informacji kanadyjskiej grupy Citizen Lab. Przez system Pegasus służby miały mieć dostęp do informacji w telefonach mecenasa Romana Giertycha, prokurator Ewy Wrzosek czy też senatora Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy. Emocje budzi szczególnie ostatnio wymieniony przypadek, ponieważ Brejza miał być podsłuchiwany w 2019 roku, kiedy był szefem sztabu wyborczego PO w wyborach parlamentarnych.

 

ZOBACZ: Sondaż. Polacy chcą wyjaśnienia w sprawie podsłuchów Pegasusem

 

Opozycja zażądała wyjaśnienia sprawy. PO chciała powołania sejmowej komisji śledczej w tej sprawie. Powołanie komisji w Sejmie wymaga jednak większości bezwzględnej, co przy obecnym układzie sił w parlamencie byłoby trudne do osiągnięcia. Dlatego politycy opozycji stworzyli komisję nadzwyczajną w Senacie, gdzie opozycja parlamentarna ma większość.

W poniedziałkowym posiedzeniu senackiej komisji brał udział John Scott-Railton, ekspert z Citizen Lab. - Mamy pewność, że senator Brejza był bardzo szeroko monitorowany - stwierdził. Dodał również, jego organizacja posiada dowody na to, że z telefonu Brejzy zostały wykradzione dane.

Kaczyński: to całkowite bzdury

Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali, że żadna służba w tej sprawie nie złamała prawa, a kontrola operacyjna - jeśli była podejmowana - była prowadzona legalnie. Z kolei prezes PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński mówił w tygodniku "Sieci", że powstanie i używanie Pegasusa jest wynikiem zmiany technologicznej, rozwoju szyfrowanych komunikatorów, których za pomocą starych systemów monitorujących nie można odczytać. - Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia - powiedział. Zapewnił jednak, że nie był on używany wobec opozycji. - To całkowite bzdury - oświadczył.

kmd/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie