Podciął żonie gardło i rzucił się pod pociąg. Dzieci potrzebują wsparcia

Polska
Podciął żonie gardło i rzucił się pod pociąg. Dzieci potrzebują wsparcia
Interwencja
Maciej Dz. na ich własnym podwórku próbował zabić panią Marikę zabić.

32-letnia pani Marika przeczuwała najgorsze i planowała odejść od męża, ale nie zdążyła. Pod koniec maja mężczyzna chwycił za nóż i podciął jej gardło, a sam rzucił się później pod pociąg. Kobieta leży w szpitalu, ma niedotlenienie mózgu i przecięte struny głosowe. Dzieci trafiły pod opiekę babci. Kobieta potrzebuje wsparcia ludzi dobrej woli. Materiał "Interwencji".

Pani Marika dwanaście lat temu wyszła za mąż za Macieja Dz. Z dwojgiem dzieci - dziś trzynastoletnią Zuzanną i sześcioletnim Mateuszem mieszkali pod Inowrocławiem. Niestety w małżeństwie nie układało się dobrze. Pani Marika postanowiła się rozwieść.

"Wyglądało jakby chciał jej odciąć głowę"

Do rozwodu i wyprowadzki od męża nie doszło. 30 maja tego roku Maciej Dz. na ich własnym podwórku próbował panią Marikę zabić. Poderżnął jej gardło. Po brutalnym ataku popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg. 

 

- Wyglądało jakby chciał jej odciąć głowę, szwy ma od ucha do ucha, do tego rany na rękach, bo się broniła. Zadzwonił jeszcze, żeby dzieci zabrać do brata, przyznał, że zabił Marikę. Tam była rzeź. Jak syn samochód przyprowadził, to był cały we krwi, ociekał nią. Policja powiedziała, że to nie było w afekcie, że to było wszystko zaplanowane – mówi Marzena Suska, matka pani Mariki. 

 

ZOBACZ: Lekarz wjechał autem w rodzinę. Zginęła kobieta w ciąży i trzyletnie dziecko

 

- Nie zdążyła złożyć tego pozwu, spakować się i po prostu odejść. Może by do tego nie doszło. Jak byliśmy na urodzinach u siostry, to robiła z nami ostanie zdjęcia. Jeszcze przytuliła Olka, jakby miał to być ostatni raz, jakby coś wisiało w powietrzu, tylko my o tym nie wiedzieliśmy – dodaje Emilia Polatowska, krewna pani Mariki.

 

Dziś pani Marika przebywa w szpitalu. Ma niedotlenienie mózgu oraz przecięte struny głosowe. Najprawdopodobniej nigdy już nie będzie mówić.      

 

Potrzebna pomoc

 

Pani Marzena wychowuje teraz dzieci pani Mariki. Kobieta robi wszystko, by wnukom zapewnić w miarę normalne życie, choć trudno im o tym koszmarze zapomnieć.

 

- Tęsknię za mamusią, bardzo ją kocham. Chciałbym, aby żyła i wróciła do mnie – przyznaje sześcioletni syn Mateusz.

 

Trzynastoletnia Zuzanna nie chciała uczestniczyć w nagraniu.

 

- Powoli docieram do Zuzi, jest jej ciężko – przyznaje babcia dzieci.

 

ZOBACZ: Wypadek w fabryce. Nie ma winnych wypadku w pracy, maszyna ucięła jej ręce

 

Pani Marzena wierzy, że jej córka wróci ze szpitala do domu. By jednak opiekować się wnukami i chorą córką, kobieta potrzebuje wsparcia finansowego ludzi dobrej woli. 51-letnia pani Marzena pracuje w sklepie za najniższą krajową i na tak ogromne wydatki jej nie stać. Nie dostaje żadnych zasiłków na dzieci.

 

- Ich domu nie można sprzedać, samochodów też, a za wszystko trzeba płacić, bo na kredyt -  tłumaczy Marzena Suska.

 

- Mama Mariki myśli o zabraniu jej do domu, ale nie ma odpowiednich warunków, dostosowanego pokoju. Może ktoś ma materiały budowlane i chciałby tak pomóc. Przydałaby się też siła robocza, pomoc w dobudowaniu tego pokoju – mówi Anna Wiśniewska, która pomaga rodzinie.

 

Jeżeli chcą Państwo pomóc, prosimy o kontakt z redakcją Interwencji. Telefoniczny: 22 514 41 26 bądź mailowy interwencja@polsat.com.pl. Jesteśmy też na Facebooku.

red / "Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie