Śmierć czteroosobowej rodziny w Białymstoku. Prokuratura umorzyła śledztwo

Polska
Śmierć czteroosobowej rodziny w Białymstoku. Prokuratura umorzyła śledztwo
Polsat News
Akta sprawy

Koniec śledztwa w sprawie śmierci czteroosobowej rodziny. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku postanowiła umorzyć sprawę. Do zdarzenia doszło w sierpniu 2020. Przyczyną umorzenia jest śmierć sprawcy - podała we wtorek prokuratura.

Zdarzenie miało miejsce w domu jednorodzinnym przy ul. Kasztanowej w Białymstoku 31 sierpnia 2020 roku.

 

Od początku podejrzewano, że mogło to być tzw. rozszerzone samobójstwo, choć z pierwszych informacji wynikało, że trzy kobiety: 10-letnia dziewczynka, jej 40-letnia matka, 72-letnia babcia dziewczynki i 47-letni ojciec dziewczynki mogli zginąć na skutek wybuchu gazu w ich domu. Sekcja zwłok wykazała jednak, że kobiety miały rany zadane ostrym narzędziem, ślady obrony. Mężczyzna miał na szyi pętlę.

 

Śledztwo było prowadzone w sprawie śmierci osób i spowodowania wybuchu, który mógł zagrażać mieniu wielkich rozmiarów.

Popełnił samobójstwo, wcześniej zamordował rodzinę

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Łukasz Janyst poinformował we wtorek, że w śledztwie jednoznacznie stwierdzono, że to mężczyzna, który również zmarł, "spowodował u swojej matki, żony i córki obrażenia, które skutkowały ich śmiercią" i nie ma wątpliwości, że działał on umyślnie. Jako umyślne działanie prokuratura uznała także spowodowanie przez mężczyznę wybuchu gazu w domu, do którego doszło - jak podał Janyst - już po śmierci kobiet oraz samego sprawcy.

 

ZOBACZ: Prawnicy kierują do ETPC wniosek ws. cudzoziemców na granicy z Białorusią

 

- Z opinii biegłego medycyny sądowej wynika, że w aktualnym stanie wiedzy nie jest możliwe dokładne określenie momentu śmierci, a jedynie wskazanie orientacyjnego przedziału czasowego, który w przypadku wszystkich zmarłych osób był zbliżony. Tym samym nie jest możliwe wskazanie w jakiej kolejności doszło do zabójstw poszczególnych pokrzywdzonych. Nie stwierdzono również, by do śmierci (mężczyzny) przyczyniły się osoby trzecie, stąd uznano, iż miała ona charakter samobójczy - podała prokuratura.

"Rodzina miała założoną tzw. niebieską kartę"

Źródła policyjne i prokuratorskie informowały gdy doszło do zdarzenia, że mężczyzna miał czasowy nakaz opuszczenia domu w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi.

 

Rodzina miała założoną w maju 2020 r. tzw. niebieską kartę (związaną z przypadkami przemocy domowej), bo funkcjonariusze zostali raz wezwani do przypadku przemocy mężczyzny wobec bliskich i podejmowali tam interwencję. Napastnik został wtedy zatrzymany, a sprawa zakończyła się zarzutami i aktem oskarżenia. Mężczyzna został oskarżony o dwa przestępstwa: znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną i znęcanie się psychiczne nad małoletnią córką oraz kierowanie gróźb karalnych wobec matki. Miał w listopadzie 2020 r. stanąć przed sądem, a do 1 września, czyli do dnia po zdarzeniu, miał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi, zbliżania się do nich oraz nakaz opuszczenia domu, w którym z nimi mieszkał.

wys/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie