Rynek nieruchomości w czasie pandemii. Jak koronawirus wpływa na ceny mieszkań?

Polska
Rynek nieruchomości w czasie pandemii. Jak koronawirus wpływa na ceny mieszkań?
Zdj. ilustracyjne/Interwencja
Epidemia koronawirusa nie wywołała cenowej rewolucji na rynku nieruchomości

Epidemia koronawirusa nie wywołała cenowej rewolucji na rynku nieruchomości. W największych polskich miastach za własne "M" trzeba płacić trochę więcej niż rok temu. Liderem wzrostu cen jest Kraków, w którym zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym mieszkania podrożały o kilkanaście procent.

Zmiany cen zbadał Narodowy Bank Polski. W drugim kwartale tego roku za mieszkania w wielu miastach płacono nieco mniej niż w okresie styczeń-marzec, ale w zasadzie tylko na rynku pierwotnym. Oznacza to, że w czasie wiosennego lockdownu deweloperzy, by nie tracić klientów obniżali ceny. Z najnowszych doniesień wynika, że już w lipcu na rynku pierwotnym ceny ruszyły w górę.

 

Droga Warszawa, najtańsza Zielona Góra

 

NBP badaniem obejmuje 17 największych polskich miast. Oczywiście najwięcej w minionym kwartale trzeba było płacić za metr kwadratowy w Warszawie. Średnia stołeczna cena to 9438 zł u dewelopera i 9920 zł na rynku wtórnym.

 

ZOBACZ: Mieszkanie "skurczyło" się o połowę. Urzędnicza magia w Gryfinie

 

Co ciekawe, w wielu innych dużych miastach - w przeciwieństwie do stolicy - na rynku pierwotnym trzeba płacić więcej niż na wtórnym. W Gdańsku metr kupowany od dewelopera kosztował 8733 zł, a cena metra "używanego" to 8551 zł. Oprócz Warszawy i Gdańska jeszcze tylko w trzech innych miastach - Krakowie, Wrocławiu i Gdyni - ceny rynkowe w drugim kwartale zbliżały się do 8 tysięcy złotych, lub przekraczały tę granicę.

 

Najtaniej było w Zielonej Górze, w której na obu rynkach ceny nie osiągały 5 tysięcy złotych. Względnie tanio jest także w Białymstoku, Kielcach, Bydgoszczy i Łodzi - w tych miejscach średnia cena raczej nie osiąga poziomu 6 tysięcy złotych.

 

Wyjątkowy Kraków

 

Szczególne miejsce w statystykach NBP zajmuje Kraków. Mieszkania w stolicy Małopolski są tańsze tylko od warszawskich i gdańskich. Jednak w dobie pandemii krakowskie ceny były wyjątkowo wysokie. Na rynku pierwotnym między pierwszym a drugim kwartałem tego roku poszły w górę o 3,7 proc., podczas gdy w innych miastach przeważnie spadały (w Warszawie o 3,9 proc.).

 

ZOBACZ: Szczecin: zapłacili za mieszkania, ale budowa stanęła. Gdzie są pieniądze?

 

W porównaniu z drugim kwartałem 2019 roku bieżące ceny w Krakowie w transakcjach deweloperskich wzrosły najbardziej w kraju, bo  o 11,4 proc. (w stolicy o 5,7 proc.). W skali roku wzrost cen mieszkań na rynku wtórnym w Krakowie również był bardzo duży i wyniósł 15,9 proc. (w Warszawie nie osiągnął 8 proc.). Pod koniec czerwca w stolicy Małopolski za metr kwadratowy na rynku pierwotnym płacono średnio 8661 zł, a w obiegu wtórnym - 8061 zł.

 

Lipcowe ożywienie

 

Spadek cen mieszkań kupowanych w Warszawie od deweloperów w drugim kwartale 2020 roku w porównaniu z poprzednim kwartałem (o 3,9 proc.) był pierwszym takim wydarzeniem od końca 2017 roku. Wiele wskazuje na to, że to zjawisko szybko się nie powtórzy.

 

Z najnowszego przeglądu rynku pierwotnego wynika, że w lipcu ceny poszły w górę. Być może deweloperzy postanowili odrobić "straty" z poprzednich miesięcy, kiedy to kierowali się pandemiczną ostrożnością i łagodzili politykę cenową. W tej chwili w stolicy normą w obrocie pierwotnym stają się ceny metra kwadratowego na poziomie 10,5 tysiąca złotych, a w Gdańsku i Krakowie zaczynają przekraczać granicę 9 tysięcy.

 

ZOBACZ: Więcej chętnych na kredyty mieszkaniowe. To oznaka ożywienia

 

Rozpędzający się rynek może jednak zostać wyhamowany przez jesienny nawrót koronawirusa oraz ograniczenie przez banki ich akcji kredytowej. Sięganie po kredyt hipoteczny jest coraz trudniejsze, gdyż od klientów wymagany jest teraz duży wkład własny.

 

Druga fala pandemii może sprawić, że  wiele osób odłoży decyzję o zakupie własnego "M" na później z obawy przed utratą pracy. Ponadto z rynku nadal wycofywać się będą tak zwani klienci inwestycyjni, czyli ci, którzy kupują mieszkania, by je wynajmować. Już wiosną spadła rentowności najmu, gdyż mniej jest na rynku potencjalnych najemców - turystów, studentów czy obcokrajowców przyjeżdżających do Polski w poszukiwaniu pracy.

Jacek Brzeski
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie